• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Potrzebny kozioł ofiarny

Sobota, 5 stycznia 2013 (02:04)

Prokuratura nie zamierza wyłączyć do odrębnego postępowania sprawy dwóch oficerów specpułku, którym postawiła zarzuty dotyczące organizacji lotu do Smoleńska.

Choć zarzuty wobec szefostwa rozformowanego 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego w sprawie organizacji lotu do Smoleńska postawiono prawie półtora roku temu, nadal nie ma aktu oskarżenia. – Śledztwo trwa – tłumaczy prokuratura wojskowa.

– Zarzuty są postawione w ramach śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej – mówi kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. A śledztwo trwa. Ostatnio zostało przedłużone do kwietnia tego roku. I dlatego na akt oskarżenia należy czekać aż do jego zakończenia.

– To jest wybieganie w przyszłość – zaznacza Maksjan. Jego wcześniejsze skierowanie byłoby możliwe, gdyby wyłączyć ten wątek odpowiedzialności wojskowych, ale prokuratura raczej nie zamierza tego zrobić.

– Ten wątek nie jest wyłączony do odrębnego postępowania – mówi Maksjan.

W ocenie mec. Bartosza Kownackiego, jednego z pełnomocników rodzin smoleńskich, niewyłączanie tej sprawy do osobnego wątku może mieć drugie dno.

– Sprawa jest skomplikowana, bo na pewno takie podstawy do odrębnego postępowania by były. Chociaż muszę zaznaczyć, że jestem co do zasady przeciwny takim działaniom, ponieważ uważam, że to jest sposób na zamiatanie sprawy pod dywan. Sprawa jest dzielona na wątki, które następnie po cichu są umarzane – twierdzi adwokat.

Natomiast w śledztwie smoleńskim prokuratura wojskowa może potrzebować swoistego kozła ofiarnego, którym może być byłe kierownictwo specpułku. – Nie chciałbym, żeby tak było, że prokuratura musi w tej sprawie kogoś oskarżyć i znajdzie kozła ofiarnego spośród tych osób. Byłoby to bardzo źle, jakby tak się stało – zaznacza Kownacki.

Zarzuty wobec dwóch oficerów, którzy zajmowali kierownicze stanowiska w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, prokuratura wojskowa postawiła jeszcze w sierpniu 2011 roku. Chodziło o „niedopełnienie obowiązków służbowych związanych z organizacją lotu do Smoleńska w dniu 10 kwietnia 2010 r. w zakresie wyznaczenia i przygotowania załogi Tu-154M”. Chodzi o organizację lotu Tu-154M, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem. Obaj nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień. Nie zastosowano wobec nich żadnych środków zapobiegawczych. Za czyny objęte zarzutami grozi wojskowym do trzech lat więzienia. Prokuratura nie podaje ich nazwisk, ale wiadomo, że chodzi o ówczesnego dowódcę jednostki płk. Ryszarda Raczyńskiego i szefa I eskadry ppłk. Bartosza Stroińskiego.

Natomiast od pół roku leży w sądzie akt oskarżenia wobec byłego wiceszefa Biura Ochrony Rządu gen. Pawła Bielawnego. Jest również oskarżony o niedopełnienie obowiązków w związku z wizytami prezydenta i premiera w Smoleńsku w kwietniu 2010 r. oraz o poświadczenie nieprawdy. Kiedy rozpocznie się jego proces przed sądem? Na razie nie wiadomo. – Nie został jeszcze wyznaczony termin rozprawy – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Maciej Gieros z sekcji prasowej Sądu Okręgowego w Warszawie.

Zenon Baranowski