• Czwartek, 20 września 2018

    imieniny: Eustachego, Filipiny

Świadek wiary naszych czasów

Niedziela, 19 sierpnia 2018 (17:01)

Z ks. bp. Henrykiem Tomasikiem, ordynariuszem radomskim, rozmawia Małgorzata Rutkowska.

Ekscelencjo, podczas ostatniego zebrania plenarnego w Janowie Podlaskim Konferencja Episkopatu Polski poparła starania diecezji radomskiej o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego ks. Romana Kotlarza. Droga na ołtarze męczennika komunizmu została otwarta?

– To są jeszcze działania przedwstępne. O poszczególnych krokach mówi instrukcja „Sanctorum Mater”, wydana przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych (Congregatio de Causis Sanctorum), zwaną również Kongregacją ds. Świętych. Instrukcja ta wyznacza kolejne etapy procesu beatyfikacyjnego. W tym dokumencie mamy bardzo ważną informację mówiącą o tym, że w fazie wstępnej procedury powinny być przedłożone głosy pewnych grup wiernych. Otóż takie głosy były, zarówno ze strony wiernych świeckich, jak i kolegium księży dziekanów, które przegłosowało, aby rozpocząć starania o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego ks. Romana, oraz rady kapłańskiej, która jednogłośnie poparła myśl o wystąpieniu do Konferencji Episkopatu Polski z prośbą o wyrażenie zgody na to, żeby skierować do Stolicy Apostolskiej pismo o tzw. nihil obstat, czyli że nie ma przeszkód, by rozpocząć proces beatyfikacyjny. Zebranie plenarne KEP obradujące w Janowie Podlaskim 8 czerwca wyraziło aprobatę, aby diecezja radomska wystąpiła do Stolicy Apostolskiej z prośbą o „nihil obstat”. Dopiero wówczas, gdy Stolica Apostolska zatwierdzi tę propozycję, możemy mówić o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego.

Kiedy będzie znana decyzja Stolicy Apostolskiej?

– Myślę, że to jest sprawa kilku miesięcy. Mam nadzieję, że w tym roku rozpoczniemy proces.

A więc być może w dniu 90. rocznicy urodzin ks. Romana Kotlarza będzie mu już przysługiwał tytuł Sługi Bożego?

– Żyjemy nadzieją. W dniu 17 października 2018 roku minie 90. rocznica urodzin ks. Romana Kotlarza. Jeżeli dostaniemy pozytywną odpowiedź z Watykanu, wówczas będziemy mogli rozpocząć proces beatyfikacyjny.

W jakich okolicznościach ks. Kotlarz znalazł się 25 czerwca 1976 r. wśród protestujących robotników Radomia?

– Ksiądz Roman codziennie przyjeżdżał rowerem z Pelagowa na obiady do stołówki dla księży prowadzonej przez siostry michalitki przy kościele pw. św. Jana Chrzciciela (fara). W dniu 25 czerwca 1976 roku ks. Roman był w centrum miasta już w godzinach rannych. W publikacjach często pojawia się informacja, że znalazł się wśród protestujących robotników „przypadkowo”. Mam wątpliwości, czy to jest dobre stwierdzenie. W przygotowywanym liście do Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego napisał, że o godz. 9.35 znalazł się „świadomie i dobrowolnie w ogromnej rzeszy strajkujących z Zakładów Metalowych Waltera. […] Przez kilka chwil, w sutannie, maszerowałem środkiem ulicy, raz po raz pozdrawiano mnie: ’Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Dziękujemy księdzu! Bóg zapłać!’. Odpowiadałem: ’Na wieki wieków! Szczęść Boże!’”. Przy kościele Trójcy Świętej, w pobliżu aresztu śledczego, ks. Kotlarz opuścił pochód. Ze schodów kościoła pobłogosławił robotników znakiem krzyża. „Wznosił ręce, błogosławił, coś mówił” – wspominała Wanda Ryszewska.

Potem ksiądz błogosławił robotników ze stopni kościoła pw. Trójcy Świętej. Dwa miesiące później już nie żył.

– Ksiądz Roman jest ofiarą działania Samodzielnej Grupy „D” powołanej w IV Departamencie MSW, tak głęboko utajnionej, że nawet nie wszyscy pracownicy departamentu wiedzieli o jej istnieniu. Była przeznaczona do zadań specjalnych – zajmowała się dezintegracją Kościoła. Ofiarą działania tej grupy jest ks. Jerzy Popiełuszko. Po jego męczeńskiej śmierci zmieniono jej nazwę na Biuro Studiów i Analiz.

Bardzo dużo materiałów dotyczących ks. Romana zebrał jeden z naszych księży ks. dr Szczepan Kowalik. Jeszcze jako licealista, zachęcony przez swoich nauczycieli, przygotował z kolegami pracę na temat ks. Romana, dotarł nawet do byłych pracowników SB. To bardzo ciekawe materiały, które pokazują wyjątkowy charakter posługi i osoby księdza. Potem odkrył dokumenty w IPN, m.in. notatkę urzędową wicedyrektora Departamentu Postępowania Karnego Prokuratury Generalnej dotyczącą przesłuchania ks. Romana Kotlarza 12 lipca 1976 o godz. 19.45 w prokuraturze wojewódzkiej w Radomiu. Na tym dokumencie jest odręczna adnotacja o przekazaniu notatki – „z prośbą o zapoznanie się” – do płk. Zenona Płatka, który był wówczas szefem Samodzielnej Grupy „D”. Niektórzy twierdzą wręcz, że to oznaczało wyrok śmierci na ks. Romana.

Grupa „D” z racji zakonspirowanego charakteru nie dokumentowała swej zbrodniczej działalności, nie znamy więc całej prawdy o bestialskich metodach mordowania księży, a tym bardziej nazwisk oprawców. Tak było też w sprawie zabójstwa ks. Kotlarza?

– W 1990 r. jeden z byłych funkcjonariuszy SB publicznie oświadczył, że władza postępowała bardzo delikatnie, z kulturą wobec ks. Romana, ponieważ on też był człowiekiem kulturalnym, i nikt go nie bił. To nie jest prawda. Ksiądz Roman był wielokrotnie pobity. Naoczni świadkowie widzieli rany na jego ciele. Jedna z parafianek, Krystyna Stancel (mieszkanka Pelagowa) była w sierpniu 1976 roku, gdy przygotowywała księdzu kolację, świadkiem napadu „nieznanych sprawców”. Otworzyła drzwi plebanii osobom, które przedstawiły się jako „koledzy księdza”, wpuściła ich do środka, a potem widziała, jak dwóch mężczyzn biło leżącego na podłodze ks. Romana. Zaczęła płakać i krzyczeć, ks. Roman zawołał wtedy do niej: „Uciekaj do dzieci”.

Ksiądz doświadczył wszystkich okrucieństw komunistycznego aparatu represji?

– Tak, łącznie z przesłuchaniami i biciem. Był wielokrotnie wzywany przez SB, nachodzony, jest wielu świadków tych wydarzeń, łącznie z miejscowym milicjantem, który podczas dyżuru zauważył, że jakiś samochód stoi w pobliżu plebanii w Pelagowie. Podszedł i poprosił kierowcę o dokumenty. Pokazano mu legitymację Służby Bezpieczeństwa i kierowca poprosił, żeby odszedł. Tak więc nawet milicja stwierdziła, że SB inwigilowała ks. Romana.

Istnieje świadomość tej ofiary księdza. Świadkowie pogrzebu ks. Romana mówią wręcz o potężnej demonstracji wiernych – droga była usłana kwiatami, bardzo dużo ludzi uczestniczyło w uroczystości. Potem powstały różne ugrupowania, które kultywowały pamięć o tych wydarzeniach, m.in. Towarzystwo Patriotyczne im. ks. Romana Kotlarza w Szydłowcu, Stowarzyszenie Czerwiec 1976, NSZZ „Solidarność”. To były bardzo ważne znaki szacunku, świadomości ofiary, a nawet męczeństwa ks. Romana.

Ksiądz Kotlarz uosabia najpiękniejsze tradycje polskiego kapłana, który zawsze był blisko spraw Bożych, ale i narodowych. Jego siłą w obliczu walki z Kościołem była mocna więź z Narodem.

– Tak, to jest cecha charakterystyczna dla polskiego księdza: wierny Panu Bogu, blisko ludzi. Ksiądz Roman do końca był blisko ludzi. Jego obecność przy robotnikach to nie przypadek – chciał być blisko także tych, którzy przeżywali trudne chwile. Aresztowano przecież wielu uczestników protestu w Radomiu, nałożono na nich bardzo wysokie kary. Potem zdecydowanie bronił w kazaniach tych, którzy byli ofiarami prześladowań. W lipcu 1976 roku mówił: „Człowiek chce, kochani, aby miał czym oddychać, chce mieć coś do jedzenia, nawet waży się krew przelewać o chleb, jak to było na ulicach miast Wybrzeża. Człowiek dzisiaj pragnie nie tylko pieniędzy, chleba, mieszkania, lodówki, telewizora, samochodu, człowiek pragnie prawdy, sprawiedliwości, szacunku i wolności. Ludzie chcą dzisiaj szacunku, wołają o szacunek i mają niektórzy odwagę upomnieć się tu i tam w obronie swojej ludzkiej godności”.

Gdzie Ksiądz Biskup upatruje źródeł społecznego rysu posługi ks. Kotlarza: w wychowaniu w domu rodzinnym, w formacji seminaryjnej?

– Myślę, że nałożyło się kilka rzeczy: i wychowanie w domu rodzinnym, i formacja seminaryjna, i ogromna wrażliwość ks. Romana, i dobre rozumienie duszpasterstwa. Jan Paweł II w dokumencie o formacji kapłańskiej używa bardzo ciekawego określenia – „miłość pasterska”. Ta miłość pasterska była bardzo widoczna u ks. Romana, wyrażała się w zatroskaniu o różne wymiary życia parafian, młodzieży oraz Ojczyzny.

Ze świadectw ludzi, nawet tych, którzy krótko byli jego parafianami, przebija wdzięczność dla ks. Romana za umacnianie ducha, za wiarę. Był kapłanem z ogniem, sam płonął i umiał zapalić innych?

– Był bardzo aktywnym duszpasterzem, organizował spotkania z dziećmi, z młodzieżą, jasełka, przedstawienia, wyjazdy. Podam tylko jeden przykład. 24 czerwca 1976 roku, a więc w dniu, w którym Sejm ogłosił decyzję dotyczącą zmiany cen artykułów żywnościowych, ks. Roman szedł przez wioskę z cukierkami w kieszeni i wchodził do domów tam, gdzie mieszkał Jan lub Janina, aby złożyć życzenia imieninowe swoim parafianom. Miał z nimi żywy kontakt, był zaangażowany w sprawy rodzin. Dlatego w zasadzie od początku kapłaństwa narażał się władzom. Do kurii płynęły upomnienia, nalegano, że powinien zamilknąć.

Tak jak błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko nie bał się wytykać zła, jakie niósł komunizm, upominał się o prawa ludzi wierzących. Odważnie mówił też o grzechu – osobistym, społecznym, nie relatywizował rzeczywistości.

– Nazywał rzeczy po imieniu. To jest świadectwo ważne dla kapłanów, świadectwo wierności Chrystusowi, swojemu powołaniu, zatroskania o parafian. Jest to także pewien ważny drogowskaz zatroskania o Ojczyznę.

Świadomość świętości ks. Romana Kotlarza jest żywa wśród kapłanów diecezji?

– To się trochę zmieniało. Najstarsi księża pamiętają, że ks. Roman był dość porywczy, więc mieli wcześniej jakieś wątpliwości. Natomiast odkrycie prawdy, że jest on ofiarą działania grupy „D”, zmieniło całkowicie ich poglądy.

Święty Jan Paweł II wielokrotnie prosił Kościół w Polsce o utrwalanie pamięci o męczennikach obu totalitaryzmów – nazistowskiego i komunistycznego, o sporządzenie wielkiego martyrologium. Niewielu do tej pory wyniesiono na ołtarze męczenników komunizmu.

– Dopiero powoli odkrywamy materiały dotyczące księży, którzy byli ofiarami komunizmu, ich było więcej, jest tylko sprawa dokumentacji.

W czasach postprawdy takie świadectwo wierności Chrystusowi, jakie złożył ks. Roman Kotlarz, jest nam bardzo potrzebne.

– Jest potrzebne, tym bardziej że dziś mówi się różnie o Kościele, o księżach. A tu jest jasna postawa, zaangażowanie człowieka wiary, kapłana, który kierował się miłością pasterską i zatroskaniem o Ojczyznę. Potrzebne są nam żywe wzory, nie tylko męczenników z dawnych wieków, ale także świadków wiary naszych czasów.

Nie zapominamy też, że męczeństwo jest posiewem chrześcijaństwa.

– Historia Kościoła to potwierdza, żyjemy więc nadzieją, że także nam przyniesie owoce.

Świętych Pan Bóg daje zawsze na konkretny czas?

– Pewne łaski, o których informują osoby doświadczające tej rzeczywistości, mówią o tym, że Pan Bóg chce, żeby ks. Romana jeszcze bardziej pokazać.

Czego dotyczą te łaski?

– Jest ich dużo, ale wspomnę tylko o tej, o której dowiedziałem się w niedzielę, 15 lipca, w Szydłowcu. Pewne dziecko krótko po urodzeniu bardzo ciężko zachorowało. Wówczas rodzice z dziadkiem rozpoczęli modlitwę za wstawiennictwem ks. Romana. Dziecko przeżyło.

Gdzie najczęściej ludzie się modlą za wstawiennictwem ks. Kotlarza?

– Pamięć o ks. Romanie jest żywa zarówno w jego rodzinnej parafii w Koniemłotach, jak i w ostatniej parafii, w której pełnił posługę proboszcza, w Pelagowie. W dawnej plebanii jest muzeum poświęcone ks. Romanowi. Bardzo żywa pamięć o nim trwa w Szydłowcu, w pierwszej parafii, w której pracował po święceniach.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Małgorzata Rutkowska