• Niedziela, 19 sierpnia 2018

    imieniny: Jana, Bolesława, Juliana

Nie chcemy „dialogu” na ulicy

Czwartek, 9 sierpnia 2018 (22:24)

Z Tadeuszem Majchrowiczem, zastępcą przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jakie są pierwsze wnioski ze spotkania Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” z premierem Mateuszem Morawieckim?

– Przede wszystkim należy podkreślić, że było to wydarzenie historyczne, bowiem w 38-letniej historii NSZZ „Solidarność” po raz pierwszy premier polskiego rządu był gościem nadzwyczajnego posiedzenia Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Owszem, wcześniej gościliśmy prezydentów, premierów na Krajowych Zjazdach Delegatów NSZZ „S”, ale na Komisji Krajowej było to po raz pierwszy. Ponadto niektórzy nam zarzucają, że trzy lata po objęciu rządów przez Zjednoczoną Prawicę siedzimy cicho, nic nie robimy itd., ale to nieprawda. Uważamy, że najważniejsze sprawy dla pracowników, dla obywateli lepiej jest załatwiać przy stole negocjacyjnym niż na ulicach. Skoro mowa o ulicy, to dla ścisłości przypomnę tylko, że w tym też jesteśmy skuteczni, o czym przekonał się rząd Donalda Tuska. Tak czy inaczej do Gdańska na nasze zaproszenie przybył premier Morawiecki wraz z ministrami. Mimo sezonu urlopowego – przyznam, że jeśli chodzi o stronę związkową, to tak dużej frekwencji na posiedzeniu Komisji Krajowej już dawno nie pamiętam. To pokazuje, że zainteresowanie było ogromne, bo i sprawy, jakie poruszaliśmy, są niezwykle ważne.       

Nie było to zatem spotkanie kurtuazyjne...?

– W żadnym wypadku. Już w czerwcu br. w Zakopanem, podczas Komisji Krajowej NSZZ „S” członkom tego gremium obiecaliśmy, że po zdecydowanym, ostrym stanowisku Związku, w którym mówimy o ewentualnym proteście na jesieni, zrobimy wszystko, aby wcześniej odbyło się spotkanie z premierem Morawieckim. Spotkanie trwało blisko pięć godzin, a dodając jeszcze poprzedzającą rozmowę premiera z przewodniczącym Piotrem Dudą dotyczącą formuły było to pięć godzin z okładem. Oczywiście przygotowywaliśmy się do rozmów i każdy z członków Komisji Krajowej, kto chciał zadać pytanie, przedstawić problem, to bez przeszkód mógł to zrobić. Oczywiście nie wszystkie kwestie udało się poruszyć, bo i problematyka jest złożona, ale szczegółowo, dogłębnie przedyskutowaliśmy całą masę problemów, a premier czy ministrowie odpowiadali na nasze pytania, a niejednokrotnie zarzuty. Spotkanie było szczere, otwarte, chwilami bardzo ostre, a momentami także wesołe. Były to spokojne, rzeczowe rozmowy i zgodnie z ustaloną wcześniej formułą bez środków rejestrujących. Chodziło o to, żeby elektronika nam nie przeszkadzała, a na zewnątrz nie wyciekały sprawy, które omawialiśmy w tym zamkniętym gronie.  

Co z tego spotkania wynika?

– Najważniejsze, najistotniejsze są te sprawy, które najbardziej bolą. Pierwsza kwestia dotyczy podwyżek płac w sferze budżetowej. Nie może być tak, żeby urzędnik państwowy w urzędzie wojewódzkim, chcąc utrzymać rodzinę, musiał po godzinach dorabiać do bądź co bądź marnej pensji. Premier, odpowiadając, przedstawiał, że średnia, jaką zarabia wspomniana grupa, to jest ok. 4 tysięcy złotych, ale nasi związkowi koledzy bardzo szybko w oparciu o fakty wyprostowali, że to jest nieprawda i że tyle wspomniani urzędnicy nie zarabiają, podobnie jak w całej tej zespolonej administracji. Dlatego odmrożenie wskaźników wzrostu płac w sferze budżetowej to nasz główny postulat. Druga kwestia dotyczy wzrostu płacy minimalnej, która musi rosnąć, co zresztą przyznają też przedstawiciele rządu, twierdząc, że Polacy zarabiają za mało. Natomiast płaca minimalna nie może rosnąć w taki sposób, jak to przedstawiono i jak chce rząd, czyli do 2220 złotych, bo to oznaczałoby cofanie się. I zamiast dążyć do 50 proc. najniższej płacy w kraju, czyli powiedzmy 47,3 proc., to spadlibyśmy poniżej 46 proc. W związku z tym oczekujemy wzrostu płacy minimalnej wyższego niż proponowany przez rząd. Ponadto trzecia ważna rzecz, jakiej oczekujemy, dotyczy odmrożenia kwoty bazowej naliczania funduszu świadczeń socjalnych. Fakty są takie, że z tych środków korzystają najbiedniejsi, a my – może nawet przejaskrawiając nieco – mówimy jasno, po co program „kredki plus” czy „tornister plus”, kiedy wystarczy odmrozić odpis na fundusz świadczeń socjalnych. I gdyby w pełni się to udało, to dałoby to wzrost kwoty na jednego pracownika rocznie ok. 300 złotych. Są to zatem niebagatelne pieniądze, które mogą trafić do naprawdę potrzebujących.

A co z podwyżkami w oświacie i w służbie zdrowia?

– To kolejna ważna sprawa, bo okazuje się, że niby te podwyżki są, ale z relacji, jakie do nas docierają, z wiadomości, jakie posiadamy, wydłużenie ścieżki dojścia do awansu zawodowego w tej grupie powoduje, że tak naprawdę ta podwyżka będzie albo nieodczuwalna, albo nie będzie jej w ogóle. Podobnie rzecz ma się w służbie zdrowia, mianowicie niedopuszczalne, a wręcz skandaliczne jest to, co zrobił minister zdrowia w rządzie koalicji PO – PSL prof. Marian Zembala, podpisując porozumienie z jedną grupą zawodową, czyli z pielęgniarkami i położnymi. Tak przecież nie można, bo to jest działanie sprzeczne z Konstytucją RP, z której wynika jasno, że wszyscy muszą być równi i traktowani po partnersku. Dzisiaj mamy sytuację taką, że jak zaprotestowali lekarze rezydenci, to rząd daje im pieniądze, zaprotestowały pielęgniarki, to też należy im dać podwyżki, a my pytamy: co z personelem niemedycznym, co z położnymi itd.? Przecież szpital to jeden wielki zespół, jeden organizm i wcale nie chcemy negować tego, że najważniejszy jest lekarz, niezwykle ważne są też pielęgniarki w roli instrumentariuszek na blokach operacyjnych czy pielęgniarki na oddziałach, ale zespół szpitala tworzą wszyscy tam zatrudnieni. Stąd – naszym zdaniem – zasadne jest pytanie, kiedy z mądrych decyzji rządu dobrej zmiany skorzystają inni? I to są najistotniejsze sprawy, jakie poruszaliśmy podczas spotkania z premierem Morawieckimi, ale była też cała masa innych spraw. Na przykład od lat nie możemy się doczekać ustawy o Straży Ochrony Kolei, podobnie jak nie możemy się doczekać nowelizacji ustawy o policji, bo niby dlaczego ma być tak, że w Państwowej Straży Pożarnej działają trzy związki zawodowe, a w policji monopol ma mieć tylko NSZZ Policjantów, kiedy młodzi funkcjonariusze chcą się zrzeszać w NSZZ „Solidarność”, ale nie mogą.

Jakie są nastroje po tym spotkaniu?   

– Przyznam, że nie jestem i nigdy nie byłem niepoprawnym optymistą, ale jestem bardzo zadowolony z tego spotkania. Myślę, że raz – było to niezwykle potrzebne spotkanie, a dwa – pierwsze jego efekty są zadowalające. Dlatego wczoraj przewodniczący NSZZ „S” Piotr Duda skierował pismo do premiera Mateusza Morawieckiego, dziękując jeszcze raz za spotkanie, jednocześnie prosząc o przedłożenie na piśmie terminów realizacji przez rząd głównych – wspomnianych przeze mnie – postulatów. Na koniec spotkania premier powiedział, że pochyli się nad problemami zarówno w kwestii wskaźnika wzrostu płac w sferze budżetowej, jak również odmrożenia funduszu świadczeń socjalnych czy też płacy minimalnej, dlatego chcemy, żeby do najbliższego posiedzenia Komisji Krajowej NSZZ „S”, a więc do 29 sierpnia br. otrzymać na piśmie odpowiedź i decyzje. Od tego uzależniamy ewentualne dalsze działania, czy w jesieni wychodzimy na ulice, czy otrzymując pozytywne odpowiedzi na nasze postulaty, rozmawiamy dalej o pozostałych postulatach.

Czy dotychczasowy dialog z rządem jest zadowalający i gdzie w tym wszystkim, w tych reformach jest i jakie miejsce zajmuje pracownik, którego stawia Pan na pierwszym miejscu?

– Obecny dialog ze stroną rządową, choć jest prowadzony, choć trwa, to nie jest wystarczający. Dlatego zwracaliśmy też uwagę, że nie we wszystkich firmach, nie we wszystkich spółkach Skarbu Państwa ten dialog jest prowadzony. Między innymi o to mieliśmy pretensje, że w tychże spółkach są szykanowani nasi działacze związkowi. To, że obowiązuje znowelizowana niedawno ustawa o Radzie Dialogu Społecznego i innych instytucjach dialogu złożona przez prezydenta Andrzeja Dudę, ustawa, która jest realizacją postulatu NSZZ „S”, to, że funkcjonują Wojewódzkie Rady Dialogu Społecznego, to jest już olbrzymi postęp, ale wciąż jeszcze wiele spraw kuleje. Dlatego cały czas podkreślamy, że związek nadal jest potrzebny, bo wciąż jest wiele patologii w różnych obszarach. Jeśli np. w spółkach Skarbu Państwa prezesi dopuszczają się łamania prawa, to na to pozwolić nie możemy. Dlatego walczymy i nadal będziemy walczyć z patologią, która ma miejsce w niektórych obszarach. Efektem naszych skutecznych działań są zmiany, jakie następują na stanowiskach prezesów. Ktoś się może dziwić, że Zjednoczona Prawica rządzi trzy lata, a w niektórych spółkach jest już trzeci czy kolejny prezes, ale tak jest i tak będzie, bo NSZZ „S” nie pozwoli, żeby ludzie byli traktowani jak bydło, bo to nie te czasy.

Jak Pan wcześniej zauważył, dialog z rządem trwa, ale opozycji totalnej zależałoby, żeby nie było rozmów „S” z rządem, ale żeby ten „dialog” trwał, ale na ulicy?

– Opozycja totalna chciałaby żeby Polacy załatwiali sprawy z tym rządem na ulicy i to jest prawda. Jako „S” na ulicy też jesteśmy dobrzy, o czym przekonał się rząd Platformy i PSL-u. Jednakże uważam, że póki co, nie należy narażać ludzi i wydawać pieniędzy, bo nie ukrywajmy, organizacja takich protestów kosztuje. Jeśli zatem dzisiaj, przy okazji protestów KOD-u czy tzw. Obywateli RP ktoś mówi, że są to akcje spontaniczne, to są to kłamstwa.

My nie chcemy „dialogu” na ulicy. Chcemy w sposób merytoryczny rozmawiać przy stole. I tak było we wtorek w Gdańsku, gdzie wprawdzie chwilami były emocje, ale były to rozmowy partnerskie, na argumenty. Premier Morawiecki przedstawiał swoje, nie z wszystkim się zgadzaliśmy, a my prezentowaliśmy swoje stanowisko. Zapewniam, że nie będziemy ulegać żadnej presji, jeśli taka się pojawi, bo jako związek zawodowy przeżyliśmy różnych premierów czy wicepremierów, począwszy od Leszka Balcerowicza, poprzez Leszka Millera, Donalda Tuska czy Ewę Kopacz, dlatego jesteśmy spokojni i będziemy robić swoje.

Czy NSZZ „S” i OPZZ wspólnie będą  domagać się odwołania min. Anny Zalewskiej, która – jak Pan wcześniej zauważył – była na spotkaniu w Gdańsku?

– Nie wiem, jakie jest zdanie OPZZ, który w ogóle kwestionuje całą reformę edukacji, z czym jako NSZZ „S” się nie zgadzamy. Wiemy przecież, jak zmienny w poglądach jest prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, który w swojej karierze związkowej raz protestował przeciwko powstaniu gimnazjów, a teraz sprzeciwia się ich likwidacji. Natomiast prawdą jest, że Walne Zebranie Delegatów Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „S” taką uchwałę w sprawie odwołania min. Zalewskiej podjęło. Minister Zalewska podczas spotkania w Gdańsku też odpowiadała na niewygodne pytania, zapowiedziała też kolejne spotkania ze stroną związkową, bo nadmienię tylko, że podczas tworzenia reformy było ich już ok. 60. Dialog więc trwa i będzie prowadzony. Jakie będą efekty, zobaczymy. Pewne natomiast jest to, że nie będziemy włączać do tego OPZZ, bo tej formacji związkowej, z czym przewodniczący Jan Guz wcale się nie kryje, chodzi o wspieranie lewicy, która jest opozycją pozaparlamentarną. I w tej kwestii jest przepaść między nami.

Dziękuję za rozmowę.               

Mariusz Kamieniecki