• Poniedziałek, 22 października 2018

    imieniny: Filipa, Halki, Korduli

Stać nas na odbudowę od podstaw?

Czwartek, 9 sierpnia 2018 (11:21)

Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Świdniku, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W jakim miejscu jest PZL Świdnik w sytuacji, kiedy wciąż nie wiadomo, jak będzie wyglądał przetarg śmigłowcowy?

– Sytuacja jest dwojakiego rodzaju, ponieważ przetarg śmigłowcowy to jest jedna rzecz, która nas interesuje, a druga sprawa to jest modernizacja śmigłowców naszej produkcji, które są w tej chwili w użytkowaniu Wojska Polskiego.

Jeśli chodzi o przetarg śmigłowcowy, to można powiedzieć, że mamy nadzieję i jesteśmy dobrej myśli. Tak na dobrą sprawę mamy tylko jednego konkurenta w przetargu na śmigłowce dla Marynarki Wojennej, a więc 50 proc. szans na wygraną. Jednak zdajemy sobie sprawę, że trójsilnikowy śmigłowiec AW-101, który oferujemy – w tym przypadku – jest dużo lepszy od maszyny oferowanej przez konkurencję. Jesteśmy zatem dobrej myśli i z nadzieją spoglądamy na ten przetarg, wierząc, że uda się go wygrać.

A jeśli chodzi o kwestię modernizacji śmigłowców…?

– Dla nas nie mniej ważne są modernizacje śmigłowców Sokół i SW-4, które są na wyposażeniu polskiej armii. W tym roku kończy się ostatnia umowa, jaką mieliśmy na modernizację sokołów.Ostatnia umowa z Ministerstwem Obrony Narodowej, została podpisana w grudniu 2016 roku i od tego czasu żadna nowa się nie pojawiła. Do końca tego roku mamy do zdania jeszcze cztery śmigłowce. To sprawia, że mogą się skurczyć kompetencje naszych działów, które zajmują się modernizacją śmigłowców – kompetencje naszych mechaników, pilotów itd., a więc zdolności nabyte, które wymagają ciągłego doskonalenia, a co za tym idzie – ciągłych zleceń, ciągłej pracy, utrzymania wszystkich uprawnień itp. Sytuacja robi się zatem bardzo trudna z tego względu, że nasz właściciel – włoski koncern Leonardo Helicopters – odpowiadając na pisma kierowane przez organizacje związkowe w zakresie wspierania tych śmigłowców, odpowiada jasno, że będzie to uzależnione od zainteresowania wojska dalszą współpracą ze Świdnikiem w tym zakresie, a ponadto, czy MON jest w dalszym ciągu zainteresowany modernizacją floty śmigłowcowej, którą jeszcze posiada.

Jaką część działalności PZL Świdnik zajmuje modernizacja?           

– Może nie tyle sama modernizacja, co w ogóle nasze własne programy śmigłowcowe, i to jest 25 proc. produkcji i ok. 700 pracowników.

Czy te miejsca pracy są zagrożone?   

– Jeśli patrzymy na miejsca pracy pod kątem redukcji zatrudnienia, to prawdopodobnie nie. Natomiast już dzisiaj to zagrożenie przekształca się w pewne realne działania. Chodzi o to, że pracownicy, którzy mogliby pracować przy modernizacjach śmigłowców czy przy produkcji naszych własnych śmigłowców, gdyby takie zamówienia były, są przekwalifikowani i przechodzą na inne stanowiska pracy. To powoduje, że tracimy świetnych fachowców. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że te wszystkie niekorzystne działania przybierają formę zwolnień, bo póki co tak nie jest. Jednocześnie należy podkreślić, że jeśli ten stan utrzyma się dłużej, to niezwykle trudno będzie odbudować całą tę bazę, dlatego że w dużej mierze są to pracownicy z bardzo dużym doświadczeniem, z wieloletnim stażem pracy i czasami zamiast przekwalifikowania, bo jakby nie było, po wielu latach pracy jest to dla nich nowe wyzwanie i jeśli tacy fachowcy mają uprawnienia do emerytury, to siłą rzeczy wybierają właśnie to rozwiązanie i w ogóle odchodzą z firmy. Tym sposobem bezpowrotnie tracimy dużej klasy fachowców i związany z tym potencjał.

Wspomniał Pan, że właściciel uzależnia działalność i rozwój PZL Świdnik od zamówień MON. Co to oznacza wobec przedłużającego się przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla wojska, zresztą ten program cały czas się zmienia i chyba w tej chwili nawet nie bardzo wiadomo, o jaki sprzęt chodzi?

– Rzeczywiście te priorytety, jeśli chodzi o MON, pozmieniały się bardzo wyraźnie. Na ostatnim posiedzeniu Zespołu Trójstronnego ds. Rozwoju Przemysłowego Potencjału Obronnego i Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych otrzymaliśmy taką właśnie informację ze strony przedstawicieli MON. Sytuacja jest taka, że w tej chwili jedyny program z tych, nazwijmy to, starych priorytetów, który idzie swoim normalnym tokiem, to zakup śmigłowców dla Marynarki Wojennej. Natomiast na kolejne miejsce wskoczył program „Kruk” dotyczący zakupu śmigłowców uderzeniowych. Jeśli zaś chodzi o śmigłowce dla Wojsk Specjalnych – pomimo że MON twierdzi, iż nic się w tej materii nie zmieniło, i że nadal będą potrzebne śmigłowce dla specjalsów, to zostały one odsunięte na dalszy plan, i to bez podawania perspektywy czasowej, w której taki przetarg miałby być rozstrzygnięty.

Pomiędzy Leonardo Helicopters a Polską Grupą Zbrojeniową został podpisany list intencyjny dotyczący współdziałania przy pracach nad nowym śmigłowcem uderzeniowym…

– Wiążemy z tym wielkie nadzieje. Być może MON zdecyduje się pójść w tym kierunku i wejść w projekt nowego śmigłowca, żeby nie kupować gotowego produktu za granicą, ale być współwłaścicielem nowego sprzętu. Oczywiście wiąże się to z ogromnymi korzyściami dla całej polskiej gospodarki. Z tego, co pamiętam, to podobne propozycje były już wcześniej przy projektowaniu samolotu szkolno-bojowego M-346, zamówionego przez Polskie Siły Zbrojne jeszcze w 2014 roku, przeznaczonego do systemu szkolenia zaawansowanego AJT do Sił Powietrznych RP w 4. Skrzydle Lotnictwa Szkolnego w polskiej bazie w Dęblinie, który nie dawno został zakupiony i trafił do adresata. Przy tym samolocie też była propozycja włoskiego producenta złożona polskiej stronie, aby wejść we wspólny projekt budowy, ale polski rząd się na to nie zdecydował. Tymczasem dzisiaj okazuje się, że kupujemy te samoloty, które będą też sprzedawane na rynki trzecie. Gdybyśmy zatem byli współwłaścicielem projektu takiego samolotu, to moglibyśmy z tego czerpać niemałe korzyści. A tak musieliśmy wydać spore środki na zakup tych maszyn, ale poza tym, że mamy nowoczesne samoloty, to nie mamy żadnych korzyści dla polskiej gospodarki.

Rząd ma pomysł, jak zrealizować program czy programy śmigłowcowe z udziałem firm PZL Świdnik i PZL Mielec?     

– Z kontekstu wypowiedzi przedstawicieli MON wynika, że mają taki pomysł, natomiast jeśli tak rzeczywiście jest, to jest on głęboko ukryty i trudno się nawet domyśleć, na czym miałby on polegać i jak wyglądać. Jedyne dwa elementy z całego tego programu śmigłowcowego są bardziej naświetlone. Dotyczą one zakupu śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej, co w tej chwili się toczy. Natomiast drugi element to perspektywa 2022 roku  – dotyczy pierwszych śmigłowców uderzeniowych w ramach programu „Kruk”. Jeśli chodzi o śmigłowce uderzeniowe, to też jest informacja bardziej hasłowa, bo żadne postępowanie w tej sprawie formalnie jeszcze się nie zaczyna, a co zatem idzie – nie wiadomo, w jakim kierunku to pójdzie, z jakim kooperantem i jakim dostawcą.

Wracając jeszcze do przyszłości PZL Świdnik, jak rysuje się przyszłość zakładu w Polsce?

– Można powiedzieć, że stajemy przed dylematem, mianowicie, czy będziemy rzeczywiście trzecim filarem w całej Grupie Leonardo Helicopters, z którym włoski właściciel będzie się liczył, czy też zostaniemy, tylko i wyłącznie poddostawcą komponentów pod włoskie śmigłowce? I to pytanie cały czas sobie zadajemy. Są to wszystko naczynia ściśle ze sobą połczone i z jednej strony mamy użytkownika wojskowego, który jest naszym największym odbiorcą, ale z drugiej brak jest z jego strony informacji, co do dalszej współpracy w zakresie śmigłowców, jakie produkujemy w Świdniku. To wszystko powoduje, że włoski właściciel naszą pozycję w całej Grupie Leonardo jeśli nawet nie przesuwa w dół, to na pewno nie stawia jej wyżej. Mamy zatem okres wyczekiwania, stagnacji, trudno zatem myśleć o nowych inwestycjach, już nie mówiąc o nowym produkcie, który mógłby powstawać finalnie u nas, w Świdniku. Dlatego nasze nadzieje wiążemy z nowym przetargiem.

A jeśli się nie uda?

– Jeśli okazałoby się, że wojsko nie jest zainteresowane modernizacją produkowanych przez nas śmigłowców, a jak wiadomo są one już w takich wieku, że wymagają modernizacji na wyższy poziom technologiczny, a nasz właściciel widząc brak aktywności ze strony MON nie zdecyduje się na wdrożenie programów modernizacyjnych, to za chwilę przestaniemy produkować te śmigłowce, tracąc przy tym fachową kadrę zatrudnioną przy ich powstawaniu. Mam tu na myśli zarówno kadrę konstrukcyjną, jak i warsztatową. Może się stać tak, że w pewnym momencie przestaniemy być zakładem cieszącym się z posiadania statusu Original Equipment Manufacturer (OEM) oznaczającego Producenta Oryginalnego Wyrobu. Przypomnę, że w tej chwili jesteśmy jedynym zakładem w Polsce produkującym oryginalny wyrób – śmigłowce, zdolnym do jego zaprojektowania, wyprodukowania przy jednoczesnym utrzymaniu zdolności modernizacyjnych tego sprzętu. A zatem jest to dla nas być albo nie być na najwyższej półce światowych producentów śmigłowcowych.             

Czy nie jest to też pewnego rodzaju szantaż Leonardo Helicopters wobec polskiego rządu, że jak nie opowie się za danym produktem, to PZL Świdnik może stracić na znaczeniu?

– Można to tak odbierać, ale z drugiej strony jeśli mamy MON, a więc wojsko, które użytkuje większość naszych wyrobów, co więcej, jeśli jesteśmy firmą, gdzie o podobnym zasięgu produkcji lotniczej innej takiej w Polsce nie ma, a mimo to rząd poprzez MON prowadzi taką, a nie inną politykę, i nie wspiera naszej produkcji, to trudno się dziwić właścicielowi, że próbuje innymi sposobami – tak jak pan redaktor określił – nawet delikatnym szantażem czy w inny sposób wywrzeć presję na polskich władzach, przynajmniej co do zadeklarowania się wsparcia dla tego typu wyrobów, które – nie ukrywajmy – są polskiej armii potrzebne. W tej chwili sytuacja jest taka, że nie możemy powiedzieć w stu procentach, że wojsko nie jest zainteresowane modernizacją śmigłowców, bo podczas spotkań, owszem, otrzymujemy informacje, że Inspektorat Uzbrojenia MON czy przedstawiciele użytkownika w jednostkach widzą taką potrzebę, co więcej wiemy nawet, że w jednej z jednostek są przygotowane śmigłowce, aby dostarczyć je do Świdnika do modernizacji, tyle że z drugiej strony nie ma decyzji, żeby te śmigłowce do nas wysłać. Natomiast informacja z MON jest taka, że w obecnej perspektywie Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych do 2022 roku nie ma pieniędzy na modernizację śmigłowców. Jeśli tak się dzieje, kiedy mamy jeszcze cztery lata, a zgodnie z tym, co mówi MON mielibyśmy nie otrzymać żadnego śmigłowca do modernizacji, to oznaczałoby praktycznie pogrzebanie kwalifikacji naszych pracowników, ich umiejętności i zdolności własnej produkcji śmigłowców. Zmierzamy zatem w kierunku, kiedy to w przyszłości trzeba będzie wszystko odbudowywać od podstaw. Czy to rozsądne?

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki