• Poniedziałek, 22 października 2018

    imieniny: Filipa, Halki, Korduli

Koń trojański prawa rodzinnego

Sobota, 28 lipca 2018 (17:34)

Lewicowa ideologia antypedagogiki wyciąga ręce po nasze dzieci.

Projekt nowego Kodeksu rodzinnego, przedstawiony przez rzecznika praw dziecka, w 483 artykułach penetruje głęboko obszar życia polskiej rodziny. Regulacje prawne sięgają sfery stosunków wewnątrzrodzinnych – między rodzicami i dziećmi oraz między małżonkami. Definicjami prawnymi objęto tak delikatne pojęcia jak „relacje osobiste” i „relacje rodzinne”. Najpoważniejszą z proponowanych zmian jest pozbawienie rodziców w Polsce ich naturalnej władzy rodzicielskiej.

Rzecznik praw dziecka nie ma inicjatywy ustawodawczej. Kończący kadencję Marek Michalak zaprezentował mimo to na konferencji prasowej 12 lipca projekt nowego Kodeksu rodzinnego, kierując go równocześnie do najwyższych władz państwowych oraz kół i klubów poselskich z prośbą o podjęcie inicjatywy. Jeśli nie dziś, to w przyszłości znajdą się zapewne kontynuatorzy dzieła. A jeśli nie, to i tak w obliczu postępującej rewolucji kulturowej spodziewać się należy stopniowego nasączania polskiego prawa wypracowanymi treściami. Zainteresowanie społeczne tematyką wydaje się więc konieczne.

Powodem podjęcia przez rzecznika praw dziecka prac nad nowym prawem rodzinnym była – jak czytamy w uzasadnieniu do ustawy – „konieczność dostosowania przepisów do nowej filozofii pojmowania zagadnień rodzinno-prawnych”. Czym jest ta nowa filozofia i z jakich wartości wyrasta? Na stronie internetowej rzecznika praw dziecka znajdujemy jedynie mglistą wskazówkę: „Są to z jednej strony wartości ideologii oficjalnej, a z drugiej walory będące składową częścią różnych – częściowo niezależnych od prawa – autonomicznych form świadomości społecznej, a więc moralnej, religijnej, obyczajowej”.

Dziwny twór o nazwie „wartości ideologii oficjalnej” został wyraźnie oddzielony od „świadomości moralnej, religijnej i obyczajowej” społeczeństwa. Musi to wzbudzić niepokój każdego, komu bliska jest rodzina, a więc faktycznie każdego. Zatem warto podjąć trud przestudiowania tej obszernej ustawy także pod kątem zagrożeń, jakie niesie.

Uderzenie w autonomię rodziny

Autonomia jakiejś zbiorowości rozumiana jest powszechnie jako prawo tej zbiorowości do samodzielnego rozstrzygania swoich spraw wewnętrznych. Autonomia rodziny to nieingerowanie władz w wewnętrzne jej sprawy.

W projekcie kodeksu pojęcie autonomii rodziny zdecydowanie wypaczono, sprowadzając je do prawidłowych stosunków wewnątrzrodzinnych, zapewniających wolności osobiste w ramach wzajemnych relacji jej członków.

Zasada autonomii rodziny

Art. 14. Autonomia rodziny wymaga poszanowania wolności i praw członków rodziny w procesie wzajemnych relacji, kształtowania solidaryzmu wewnątrzrodzinnego oraz pierwszeństwa rodziców w wychowaniu dzieci.

Kolejne artykuły prawa, w tym zasada pomocniczości państwa względem członków rodziny i rodziny, nie rozwiewają przeświadczenia, że rodziny tracą prawo samostanowienia o sobie. Zasada autonomii rodziny jawi się jako zabieg prawny, który w prostszym języku mógłby być jednoznacznie określony zwrotem ”mydlenie oczu„.

W przytoczonym wyżej artykule uwagę zwraca też zapis o oferowanym rodzicom pierwszeństwie w wychowaniu dzieci. Wychowanie dzieci było dotąd niekwestionowanym prawem naturalnym, potwierdzonym w Polsce zapisem konstytucyjnym. Ten, kto ośmieli się w ustawie w miejsce prawa do wychowania wpisywać zaledwie pierwszeństwo w wychowaniu, z mocy prawa będzie mógł zawsze pierwszeństwo takie cofnąć.

Wielokrotne naruszanie przez państwo autonomii rodziny już dziś wzbudza niemałe emocje. Na III Ogólnopolskiej Konferencji ”Pomocniczość czy etatyzm. Państwo wobec rodziny i jej autonomii„ temat podjęli prawnicy z Instytutu Ordo Iuris i Katedry Socjologii Prawa UW. Prelegenci, służący wielokrotnie pomocą prawną w sprawach o przywrócenie dzieci rodzicom, wykazywali, jak niebezpiecznie przesunięty jest już dziś próg ingerencji sądów w sprawy rodziny w postępowaniach o ograniczenie władzy rodzicielskiej i w postępowaniach rozwodowych. Projekt nowego kodeksu otwiera przed władzami wielokrotnie większe, niemal nieograniczone możliwości ingerowania w rodzinę i panujące w niej stosunki.

Koniec z władzą rodzicielską

O władzy rodzicielskiej rozumianej jako prawo rodziców do wychowania swoich dzieci stanowi Konstytucja. W jej myśl rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami.

O władzy rodzicielskiej mówi też obowiązujący dziś Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Warto zapoznać się szczegółowo z jego prawami, które możemy wkrótce utracić:

Art. 92. Dziecko pozostaje aż do pełnoletniości pod władzą rodzicielską.

Art. 93. § 1. Władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom.

§ 2. Jeżeli wymaga tego dobro dziecka, sąd w wyroku ustalającym pochodzenie dziecka może orzec o zawieszeniu, ograniczeniu lub pozbawieniu władzy rodzicielskiej jednego lub obojga rodziców. […].

Art. 95. § 1. Władza rodzicielska obejmuje w szczególności obowiązek i prawo rodziców do wykonywania pieczy nad osobą i majątkiem dziecka oraz do wychowania dziecka z poszanowaniem jego godności i praw.

§ 2. Dziecko pozostające pod władzą rodzicielską winno rodzicom posłuszeństwo, a w sprawach, w których może samodzielnie podejmować decyzje i składać oświadczenia woli, powinno wysłuchać opinii i zaleceń rodziców formułowanych dla jego dobra.

§ 3. Władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny.

§ 4. Rodzice przed powzięciem decyzji w ważniejszych sprawach dotyczących osoby lub majątku dziecka powinni je wysłuchać, jeżeli rozwój umysłowy, stan zdrowia i stopień dojrzałości dziecka na to pozwala, oraz uwzględnić w miarę możliwości jego rozsądne życzenia.

Art. 96. § 1. Rodzice wychowują dziecko pozostające pod ich władzą rodzicielską i kierują nim. Obowiązani są troszczyć się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka i przygotować je należycie do pracy dla dobra społeczeństwa odpowiednio do jego uzdolnień.

Cóż złego może się kryć za aktualnymi zapisami? Mimo to rzecznik praw dziecka na stronie internetowej swojego urzędu ogłasza tryumfalnie: ”Koniec władzy rodzicielskiej„! W projekcie nowego kodeksu władza rodzicielska została zastąpiona nowym terminem prawnym: ”odpowiedzialność rodzicielska„. Odpowiedzialność przed kim? Kto ma rozliczać rodziców z tego obowiązku? Kto rości sobie prawo do realnej władzy nad naszymi dziećmi?

Odpowiedzialność rodzicielską zdefiniowano następująco:

”Odpowiedzialność rodzicielska – to zadanie, postawa i relacje rodziców z dzieckiem, wykonywane z poszanowaniem jego godności i praw, zgodnie z porządkiem społeczno-prawnym. Ma ona na celu troskę o dziecko i zaspokajanie jego potrzeb, przygotowanie do życia w rodzinie i społeczeństwie oraz wypełnianie obowiązku alimentacyjnego. Jest realizowana w szczególności przez wykonywanie obowiązków i praw w zakresie pieczy nad osobą i majątkiem dziecka, reprezentacji, utrzymywania relacji osobistych, ustalania pochodzenia dziecka, jego imienia i nazwiska, miejsca pobytu„.

Czy po wejściu w życie powyższego prawa nasze dzieci będą nadal nasze?

Nie będą. Urodziwszy je, będziemy mieli obowiązek sprawować pieczę nad nimi i zaspakajać ich potrzeby, ale nie wychowywać! Postępować zgodnie ze wspomnianym narzuconym ”porządkiem społeczno-prawnym„, tak by zadowolić zarówno dzieci, jak i… władze państwowe.

”Dziecko ma autonomię, którą rodzice lub inne osoby ponoszące odpowiedzialność taką jak rodzice mają obowiązek szanować, a w sprawach dotyczących osoby lub majątku dziecka informować je i wysłuchać, z uwzględnieniem stanowiska dziecka„.

Terminy takie jak ”władza rodzicielska„ i ”kierowanie dzieckiem„ projektodawcy wykluczają z kodeksu, by zostały wykluczone z życia.

Dziecko i prawo

”Jeżeli dobro dziecka jest zagrożone, sąd wyda odpowiednie zarządzenia„ – to cytat art. 125 § 1 projektu nowego kodeksu. Dalej wymieniono szereg sankcji, które może podjąć sąd w przypadku zagrożenia dobra dziecka. Sąd może:

– zobowiązać rodziców do określonego postępowania, w szczególności do pracy z asystentem rodziny;

– skierować dziecko do ośrodka kuratorskiego;

– określić, jakie czynności nie mogą być przez rodzica dokonywane bez zezwolenia sądu, albo poddać go innym ograniczeniom, jakim podlega opiekun;

– ustanowić nadzór kuratora sądowego nad wykonywaniem odpowiedzialności rodzicielskiej;

– skierować dziecko do organizacji lub instytucji powołanej do przygotowania zawodowego albo do innej placówki sprawującej częściową pieczę nad dziećmi;

– zarządzić umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej, rodzinnym domu dziecka albo w instytucjonalnej pieczy zastępczej.

To wszystko może uczynić sąd w sytuacji zaledwie zagrożenia dobra dziecka. W przypadku stwierdzenia naruszenia prawa w postaci zaniedbywania rodzicielskich obowiązków bądź nadużywania praw skutek będzie poważniejszy – pozbawienie rodziców odpowiedzialności rodzicielskiej. Kto może żądać przed sądem zastosowania owej najwyższej sankcji? Na pierwszym miejscu listy wymienione jest… dziecko. Prawo nie jest dla dzieci. Wielu młodych pod wpływem emocji skorzysta z przywileju oskarżenia przed sądem swoich rodziców o stosowanie zakazów i ograniczanie ich swobody, by potem, w pieczy zastępczej, przeżywać dramat nieprzewidzianej z nimi rozłąki.

 

Dziecko to istota ludzka, którą można unicestwić

Projekt kodeksu wprowadza definicję dziecka, która może wielu ucieszyć, a na pewno wielu zmyli: ”Dziecko – to istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletniości„.

To ewenement w prawie europejskim, które podaje jedynie górną granicę dzieciństwa.

Projektodawcy przewidują obronę dziecka w łonie matki przed utratą zdrowia i życia. Dotyczy to jednak jednego tylko zagrożenia – spożywania przez kobietę w ciąży alkoholu lub używania innych substancji psychoaktywnych. Sąd w takiej sytuacji zobowiąże kobietę do leczenia, nakaże otoczyć ją i dziecko opieką lekarską, podjąć pracę edukacyjną i terapeutyczną. Dziecko nienarodzone, tak jak dziecko w każdym wieku jest podmiotem w sądzie, będzie miało przydzielonego w sprawie adwokata, który wystąpi w jego obronie.

A co z obroną życia dziecka, gdy kobieta zechce dokonać aborcji? Ano… nic.

Teraz możemy oczekiwać sytuacji, w której projekt kodeksu z powodu wspomnianej definicji dziecka obejmującej fazę prenatalną oraz zapisu o ochronie jego życia zostanie zaatakowany przez aktywistów z frakcji proaborcyjnej, zaś nieświadomi sytuacji obrońcy życia będą owego kodeksu bronili. No cóż… Scena polityczna to scena teatru. Dobrze jest sprawdzać w dokumentach, w jakiej sztuce gramy rolę.

***

Łatwo wyobrazić sobie liczne nadużycia prawa rodzinnego w sytuacji wprowadzenia nowego kodeksu. Wynikają chociażby z nieuchwytności pojęcia ”dobro dziecka„. Dobro dziecka postawione zostało przez projektodawców na szczycie rodzinnego prawa, ale próba jego zdefiniowania nie przystaje do zawiłości życia. Z całokształtu treści kodeksu przebija rozumienie dobra dziecka takie jak w założeniach antypedagogiki – nurtu królującego w krajach Zachodu w latach 70., a dziś rozpowszechnianego na fali zachodnioeuropejskich lewicowych ideologii. Hasłem antypedagogiki jest prawo dziecka od pierwszych lat życia do niezależności i samostanowienia. Rodzice z założenia uznawani są za opresyjnych. Pozbawiają dziecko wolności przez wtłaczanie go w ciasne ramy kultury. Nowy kodeks wpisuje się w tę ideologię precyzyjnie skonstruowanym projektem wyswobodzenia dziecka spod władzy rodzicielskiej.

Zaletą prawa nie jest bynajmniej szczegółowość jego regulacji, jak chcieliby to widzieć projektodawcy kodeksu. Objęcie penetracją prawną nowych obszarów życia społeczeństwa rodzi nowe problemy, a z nimi potrzebę dalszych, jeszcze bardziej szczegółowych regulacji. Rozbudowywane prawo niczym rosnąca lawina wypiera z życia społeczeństw moralność, obyczajowość i zwyczajowe zasady ludzkiego współistnienia i współdziałania. Wypiera prywatność i wkracza na teren zastrzeżony od wieków dla ludzkiego intelektu i woli. Brak szerokiego społecznego frontu obrony prywatności rozumianej jako autonomia polskiej rodziny wcześniej lub później spowoduje jej utratę.

Żyjemy w czasach, gdy im częściej i głośniej mówi się o wolności człowieka, tym baczniej przyglądać się trzeba słowu pisanemu. Tylko dokument może obnażyć zamierzenia prawodawców – nawet wtedy, gdy jest wyłącznie kalką prawodawstwa europejskiego.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu  ”Naszego Dziennika„ w sklepie elektronicznym

Jolanta Dobrzyńska