Specdymisja bez opinii
Piątek, 4 stycznia 2013 (02:22)Szef ABW Krzysztof Bondaryk odchodzi. Premier przyjął dymisję, nie zwracając się o opinię do sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.
Podobnie było pięć lat temu. Donald Tusk nie poprosił wówczas o opinię prezydenta Lecha Kaczyńskiego, gdy mianował Bondaryka szefem największej służby specjalnej w państwie.
Krzysztof Bondaryk kierował ABW przez pięć lat. Pełniącym obowiązki szefem ABW będzie teraz dotychczasowy zastępca Dariusz Łuczak. Oficjalnej przyczyny dymisji nie podano, ale została natychmiast przyjęta przez premiera. Politycy i eksperci nie mają jednak wątpliwości: chodziło o plan przebudowy służb specjalnych, o którym szef rządu po raz pierwszy poinformował w sierpniu ubiegłego roku. Stało się to niedługo po ujawnieniu szczegółów afery Amber Gold. Jednym z jej bohaterów był syn szefa rządu Michał Tusk.
W ABW miał zostać zlikwidowany pion śledczy, a jej szef podporządkowany ministrowi spraw wewnętrznych. Plany przebudowy całego systemu nadzoru nad służbami specjalnymi wspierał również ośrodek prezydencki, o czym wielokrotnie wspominał szef BBN gen. Stanisław Koziej. Antoni Macierewicz tłumaczy, że kluczem tej reformy ma być uresortowienie poszczególnych służb i podporządkowanie ABW szefowi MSW, Służby Kontrwywiadu Wojskowego – ministrowi obrony narodowej, a Agencja Wywiadu i Służba Wywiadu Wojskowego po połączeniu mają pójść pod nadzór MSZ, a więc ministra Radosława Sikorskiego. W ocenie Macierewicza, ABW po reformie zostanie de facto zlikwidowana. Zmienione zostaną też zasady, zgodnie z którymi budowano w ciągu ostatnich 20 lat służby specjalne, tak by były z jednej strony silne, a z drugiej kontrolowane przez odpowiedniego ministra, premiera i parlament. – Teraz zostaną one podporządkowane ministrom jako coś w rodzaju prywatnych wojsk poszczególnych ministrów, bez jednolitej kontroli – tłumaczy Macierewicz.
Zdaniem prof. Andrzej Zybertowicza, eksperta w dziedzinie działania tajnych służb, a w latach 2006-2007 szefa rady programowej centralnego ośrodka szkolenia ABW, Bondaryka powołano na funkcję szefa Agencji i odwołano, łamiąc prawo.
– W 2007 r. złamano zasadę, która nakazywała zasięgnięcie w tej sprawie opinii ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Teraz okazuje się, że został odwołany bez zasięgnięcia opinii sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych – podkreśla prof. Zybertowicz.
Politycy PiS także uważają, że zarówno powołanie, jak i odejście gen. Bondaryka odbyło się ze złamaniem prawa. W tej sprawie przygotowali nawet projekt dezyderatu, który został przedstawiony na posiedzeniu speckomisji. Parlamentarzyści chcieli, by komisja stwierdziła naruszenie przez premiera art. 14 ust. 1 ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu, wskazując, że Tusk nie zwrócił się do komisji o wyrażenie opinii w przedmiocie jego odwołania. Postulowali też, by komisja zwróciła się do prezesa Rady Ministrów z prośbą o „wyjaśnienie podstaw prawnych i faktycznych pominięcia Komisji w procesie odwoływania szefa ABW”. Zgodnie z ustawą szefów ABW i AW powołuje i odwołuje prezes Rady Ministrów po zasięgnięciu opinii prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Kolegium oraz sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Tak się jednak nie stało.
Innego zdania jest rzecznik rządu Paweł Graś (PO). Podkreśla on, że Bondaryk poprosił o dymisję z dniem 15 stycznia, co dopiero rozpoczyna procedurę odwołania.
– W ramach tej procedury swoją opinię wyrazi również komisja – tłumaczył. Marek Biernacki (PO) też ocenia, że „przyjęcie dymisji otwiera procedurę odwołania szefa ABW”.
– Teraz swoje opinie w tej sprawie powinny wydać zarówno nasza komisja, jak i Kolegium ds. Służb Specjalnych – powiedział Biernacki tuż przed wczorajszym posiedzeniem speckomisji. W jego ocenie, informacja o dymisji szefa największej służby specjalnej w kraju jest istotna, dlatego premier miał prawo poinformować o tym jak najszybciej.
Profesor Andrzej Zybertowicz dziwi się takiemu sposobowi stawiania sprawy. – Jeśli dla twórcy prawa przestrzeganie reguł prawa jest nieważne, to jest to bardzo zła informacja dla opinii publicznej. Poza tym nie tylko naruszono przepisy, zarówno przy powołaniu, jak i odwołaniu gen. Bondaryka, ale Platforma nagminnie narusza parlamentarny zwyczaj, zgodnie z którym szefami sejmowej speckomisji byli przedstawiciele klubów opozycyjnych – przypomina.
Pięć lat w ABW
Krzysztof Bondaryk kierował Agencją przez 5 lat. Od 1990 r. do 1996 r. był szefem białostockiej delegatury UOP. Należał do tej grupy oficerów, jaką otoczył się twórca Urzędu Ochrony Państwa Krzysztof Kozłowski, a potem jego szef Andrzej Milczanowski. Janusz Tomaszewski, w rządzie Jerzego Buzka minister spraw wewnętrznych, uczynił go swoim zastępcą. Potem Bondaryk pracował m.in. jako ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa dla Polskiej Telefonii Cyfrowej.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadziła swego czasu śledztwo w sprawie ujawnienia i wykorzystania w latach 2003-2005 informacji stanowiących tajemnicę państwową. Chodziło o zlecenie przez Bondaryka podwładnym sprawdzenia, czy w biurze jego znajomego i współpracownika z MSW i UOP mecenasa Władysława H. z Suwałk nie założono podsłuchów. Był wówczas oskarżany o korumpowanie pracowników suwalskiego wymiaru sprawiedliwości w jednej z afer przemytniczych. W styczniu 2008 r., gdy Bondaryk był już szefem ABW, postępowanie to zostało umorzone. W czasie, gdy pełnił funkcję szefa ABW, służby kontrolowały około 2 mln rozmów telefonicznych. W 2010 r. miała miejsce katastrofa smoleńska, w której na terytorium obecnego państwa zginęła elita państwowa i wojskowa. Ujawniano także poważne afery, w tym m.in. hazardową, stoczniową czy Amber Gold i OLT Express, a na końcu bardzo niejasną sprawę domniemanego zamachowca Brunona K.
Jej odpryski, o czym informował „Nasz Dziennik”, ugodziły w grupę licealistów, według których funkcjonariusze Agencji przy pomocy policji i Straży Granicznej przeszukiwali ich mieszkania, poszukując materiałów wybuchowych i broni. W ocenie prof. Andrzej Zybertowicza, ABW pod rządami gen. Bondaryka była płytko zadaniowana i rozliczana, a jej funkcjonariusze po prostu udawali, że pracują.
– Taka opinia funkcjonowała w środowisku służb specjalnych. Funkcjonariusze unikali działań ofensywnych, zgodnie z zasadą, że jeśli znajdziemy coś, co ma przełożenie na polityków lub oligarchów, to będziemy mieli problemy, podobnie jak stało się z Mariuszem Kamińskim, byłym szefem CBA, który wykrył aferę hazardową. Dziś ma przez to problemy i musiał się z niej tłumaczyć przed prokuraturą – podkreśla Zybertowicz.
W jego ocenie, sprawa Brunona K. była szyta tak grubymi nićmi, że wystąpienie szefa krakowskiej prokuratury apelacyjnej w obronie interesów ABW oraz informacje o prowadzeniu operacji specjalnej bez nadzoru prokuratury obnażyły nieskuteczność działań Agencji. – Nawet w tych sprawach politycznie ważnych dla Tuska Bondaryk okazał się nieskuteczny – wyjaśnia.
Marek Opioła (PiS) dodaje do tego sprawę satyrycznej strony internetowej Antykomor.pl., do likwidacji której zaangażowano ekipę ABW. Agenci wczesnym rankiem wtargnęli do mieszkania Roberta Frycza tylko po to, by zarekwirować komputer i płyty CD-ROM użyte do jej stworzenia. – Od początku negatywnie ocenialiśmy tego człowieka. Tak jak mówię – nie będziemy płakać po panu Bondaryku. Nie odmawiam mu profesjonalizmu, to człowiek, który wywodził się ze środowiska służb specjalnych, ale odkąd stał się politykiem, próbował startować w wyborach do parlamentu, zaczął wykonywać różne polecenia partyjne, czego dowodziło jego zachowanie przy okazji afery hazardowej czy Amber Gold – tłumaczy Opioła.
Antoni Macierewicz przypomina sprawę kluczową dla funkcjonowania państwa, a więc katastrofę smoleńską. – Wysłano do nadzorowania przygotowań do niej pana Cichockiego, ale ten najwyraźniej nie potrafił nadzorować służb, bo – jak się okazuje – 9 kwietnia miały one sygnał o możliwości porwania samolotu w akcie terrorystycznym i ABW, i żadna inna służba nie zrobiły nic w tej sprawie – przypomina szef parlamentarnego zespołu smoleńskiego.
– Premier nie potrafi sobie w ogóle poradzić ze służbami specjalnymi. To było widać od samego początku, chciał nimi rządzić, ale nie być za nie odpowiedzialnym, powierzając koordynacje ich działań, a teraz nadzór Jackowi Cichockiemu. Sprawa Brunona K. była po prostu buntem służb wobec premiera. Tusk nie był w stanie Bondaryka w żaden sposób spacyfikować, a prokuratura została użyta do wymuszenia zmian ustawowych korzystnych dla służb – przypomina były szef i twórca SKW.
Maciej Walaszczyk