Hangar dla wybranych wraków
Piątek, 4 stycznia 2013 (02:22)Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) rozpoczął badanie przyczyn katastrofy Tu-204 rosyjskich linii Red Wings. Powołano komisję techniczną, która jeszcze w ostatnich dniach 2012 roku podjęła zadania.
Nazajutrz po katastrofie, do której doszło w sobotę przed Nowym Rokiem, odczytano zapisy czarnych skrzynek maszyny. Tego samego dnia wrak i szczątki samolotu zostały usunięte z pasa podmoskiewskiego lotniska Wnukowo i przeniesione do hangaru Wnukowskich Zakładów Remontowych Samolotów (WARZ-400), gdzie są poddawane oględzinom. Jak informuje MAK, zespół specjalistów dokonał już wstępnej oceny stanu głównych systemów maszyny.
Linie Red Wings są powiązane kapitałowo z zakładami WARZ-400. Powstały na bazie floty doświadczalnej tego przedsiębiorstwa. Nosiły zresztą początkowo nazwę WARZ-400, a potem Airlines 400. W tych zakładach wykonywano m.in. wszystkie, poza ostatnimi, naprawy okresowe polskich rządowych Tu-154, instalowano w nich też systemy produkcji amerykańskiej TAWS i FMS.
Warto przypomnieć, że po katastrofie smoleńskiej wrak tupolewa przez kilka dni leżał na miejscu upadku, następnie był niszczony przez służby mające go transportować, po czym przeniesiono go na plac na terenie lotniska, na którym znajduje się do dzisiaj. Tymczasem w Smoleńsku tuż przy miejscu katastrofy znajdują się potężne hangary zakładów lotniczych, praktycznie nieużywane, gdyż ich działalność jest wygaszana. Jednak nie skorzystano z tej możliwości i szczątki tupolewa narażono na niszczenie przez prawie dwa lata, to jest do stycznia 2012 r., gdy wybudowano nad wrakiem prowizoryczną wiatę.
Zablokowany pas na Wnukowie został poddany inspekcji i oddany do użytku. Przedtem wykonano pomiary właściwości fizycznych nawierzchni. Wśród możliwych przyczyn katastrofy wymieniano oblodzenie pasa, które spowodowało, że samolot nie mógł na nim się zatrzymać, wypadł z drogi lądowania i rozbił się o nasyp ochronny. Szczątki tupolewa rozsypały się na przechodzącą obok lotniska ruchliwą Szosę Kijowską, która była przez pewien czas zablokowana. Jednak MAK wykluczył tę wersję. Już 15 minut po katastrofie zmierzono współczynnik tarcia nawierzchni. Wyniósł on 0,63. To wartość zupełnie bezpieczna dla lądowania samolotu. Władze portu zapewniają, że półtorej godziny przed lądowaniem Tu-204 pas był oczyszczany i przeglądany. Warunki pogodowe nad Wnukowem podczas katastrofy nie były dobre, ale według MAK i dyrekcji lotniska nie miały one wpływu na stan jego pasów.
Obecnie jako główne wersje przyczyn katastrofy rozważane są złe warunki pogodowe, błędy załogi i awaria systemów hamowania maszyny, w tym tzw. rewersu silnika. Wcześniej rosyjska Federalna Agencja Lotnictwa Powietrznego (Rosawiacja) zwracała producentowi uwagę na niesprawność rewersu tego typu samolotu. Niecałe dwa lata temu Tu-204 innej linii lotniczej wypadł z pasa na lotnisku w Nowosybirsku. Wówczas jednak obyło się bez ofiar.
Samolot wykonywał lot powrotny po rejsie czarterowym do Pardubic w Czechach. Na pokładzie była tylko ośmioosobowa załoga. Trzy osoby zginęły na miejscu, jedna podczas transportu i jedna w szpitalu. Trzy pozostałe są w stanie ciężkim, ale ich stan się poprawia. Mężczyznę i dwie kobiety (byli członkami załogi pokładowej) odwiedził w poniedziałek mer Moskwy Siergiej Sobianin.
Piotr Falkowski