Fundusze za suwerenność
Piątek, 4 stycznia 2013 (02:13)Ratyfikacja paktu fiskalnego przesunięta na luty. Sejm przeprowadzi debatę po szczycie budżetowym UE, gdy już będzie wiadomo, ile środków na najbliższe siedem lat przyznali Polsce unijni płatnicy netto.
Ratyfikacja paktu fiskalnego została wczoraj zdjęta z porządku obrad Sejmu. O usunięciu tego punktu poinformował wicemarszałek Cezary Grabarczyk (PO) po posiedzeniu Prezydium Sejmu.
Do czwartkowego poranka na stronach sejmowych widniała informacja, że projekt ustawy zezwalającej na ratyfikację paktu będzie rozpatrywany na pierwszym w tym roku posiedzeniu Izby. Marszałek Ewa Kopacz poinformowała, że debatę przesunięto na wniosek rządu.
– Projekt ustawy ratyfikacyjnej będzie rozpatrywany w lutym, po szczycie budżetowym UE planowanym na początek lutego – poinformowała Kopacz.
Wybór terminu debaty potwierdza wcześniejsze nieoficjalne informacje, że ratyfikacja przez Polskę traktatu fiskalnego może być jednym z warunków przyznania nam przez Niemcy większych funduszy w nowym siedmioletnim budżecie UE. Kolejnym warunkiem uzyskania tych środków jest najprawdopodobniej wyznaczenie przez Polskę daty przyjęcia euro i wprowadzenie naszego kraju do tzw. węża walutowego. Procedura ta polega na „topieniu” rezerw walutowych banku centralnego w walce z atakami spekulacyjnymi w celu podtrzymania przez dwa lata stabilnego kursu złotego.
– Nie można także wykluczyć, że przesunięcie terminu ratyfikacji nie wiąże się z obietnicą dodatkowych funduszy z UE, lecz wynika z prostej kalkulacji marketingowej rządu, który chce okrasić informację o ratyfikacji tej niekorzystnej umowy sosem unijnych pieniędzy uzyskanych na szczycie budżetowym – zwraca uwagę poseł Krzysztof Szczerski (PiS).
– Odsunięcie ratyfikacji kompromituje całą dotychczasową argumentację rządu, jakoby należało go szybko ratyfikować, aby uzyskać miejsce przy stole obrad strefy euro. Teraz okazało się, że jednak nie będziemy przy stole, lecz w karcie dań. Rząd będzie musiał poszukać nowych argumentów na rzecz przyjęcia paktu – komentuje Szczerski. Nie ma, jego zdaniem, żadnych gwarancji, że negocjacje budżetowe w UE zakończą się z początkiem lutego.
Pakt fiskalny jest traktatem przygotowanym pod egidą Niemiec. Traktat wymusza na krajach euro-strefy utrzymywanie ścisłej dyscypliny fiskalnej pod rygorem kar. Deficyt strukturalny finansów publicznych w tych krajach nie może przekraczać 0,5 proc. PKB, co w praktyce oznacza konieczność rezygnacji przez zadłużone rządy z większości wydatków budżetowych na cele społeczne i rozwojowe. Dla siedemnastu krajów euro przyjęcie traktatu jest obowiązkowe, pozostałe kraje członkowskie Unii mogą, ale nie muszą do niego przystąpić. Traktat ma wejść w życie w tym roku, pod warunkiem że ratyfikuje go 12 z 17 krajów euro.
Poza paktem zdecydowały się pozostać Wielka Brytania i Czechy, natomiast premier Tusk w marcu podpisał pakt fiskalny w imieniu Polski, a obecnie jego rząd zabiega w Sejmie o zgodę na jego ratyfikację przez prezydenta.
Rząd zapewnia, że postanowienia paktu zaczną obowiązywać Polskę dopiero po przyjęciu wspólnej waluty, jednak przyznaje, że niektóre nakazy Polska może przyjąć „dobrowolnie”.
Ratyfikację paktu poparły sejmowe komisje: Spraw Zagranicznych, ds. UE oraz Finansów Publicznych głosami koalicji PO – PSL, SLD i Ruchu Palikota. Nielogiczną argumentację zwolenników paktu pokazała „Gazeta Wyborcza”, pisząc: „Polska powinna ratyfikować pakt fiskalny, bo nas nie dotyczy”.
Sejmowa prawica – PiS i Solidarna Polska stanowczo sprzeciwiają się ratyfikacji z przyczyn merytorycznych. Podnoszą, że jest to traktat pozaunijny, który rozbija solidarność europejską. Wskazują też, że jest szczególnie niekorzystny dla krajów biedniejszych, jak Polska, które muszą inwestować w modernizację i podnoszenie konkurencyjności, jeśli chcą dogonić unijną czołówkę pod względem rozwoju gospodarczego i poziomu życia obywateli.
Pakt zabrania im zaciągania kredytu budżetowego na inwestycje. Pakt ingeruje głęboko w suwerenne podejmowanie przez kraje decyzji budżetowych, więc jego ratyfikacja, w myśl Konstytucji, musi być przeprowadzona na podstawie art. 90 Konstytucji większością dwóch trzecich głosów w Sejmie i Senacie. Ponieważ z arytmetyki sejmowej wynika, że zwolennicy paktu nie posiadają w Sejmie takiej większości, rząd wystąpił do Sejmu o zgodę na ratyfikację zwykłą większością głosów według art. 89 Konstytucji.
Podparł się przy tym „ekspertyzami prawników”, którzy – zgodnie z zamówieniem – ocenili, że można zastosować uproszczony tryb z uwagi na to, że postanowienia paktu odbierające Polsce suwerenność budżetową zaczną nas wiązać dopiero po przyjęciu euro. PiS zapowiedziało, że w tej sytuacji nie weźmie udziału w głosowaniu nad ratyfikacją.
Równolegle rząd rozpoczął kampanię na rzecz pozbawienia kraju suwerenności monetarnej, tj. przystąpienia Polski do euro. Premier twierdzi, że referendum w tej sprawie było zbędne, ponieważ Polacy zgodzili się na przyjęcie euro w referendum akcesyjnym. Do realizacji tych planów konieczna jest jednak zmiana Konstytucji.
Traktat akcesyjny nie wyznacza konkretnej daty przystąpienia Polski do euro. To oznacza, że mamy prawo odwlekać decyzję, jak długo chcemy. Dlatego każda próba wprowadzenia euro w Polsce, zgodnie z prawem i regułami demokracji, musi być poprzedzona referendum, w którym Polacy wypowiedzą się w sprawie proponowanej daty przyjęcia wspólnej waluty.
Małgorzata Goss