• Sobota, 17 listopada 2018

    imieniny: Elżbiety, Grzegorza, Zbysława

Niebezpieczne tendencje

Niedziela, 1 lipca 2018 (22:01)

Z JEm. ks. kard. Gerhardem Ludwigiem Müllerem, byłym prefektem Kongregacji Nauki Wiary, rozmawia Beata Falkowska

W Niemczech, ojczyźnie Księdza Kardynała, trwa debata nad udzielaniem Komunii Świętej protestantom. Czy może Eminencja nakreślić przyczyny podziału w niemieckim Episkopacie, który zarysował się na tym tle, i wskazać, jakie koncepcje teologii leżą u podstaw tego sporu?

– Komunia Święta jako sakrament jest wyrazem wiary katolickiej. Nie można przyjmować w Kościele katolickim sakramentu Chrystusa, jeśli nie wyznaje się wiary katolickiej. Jeśli ktoś nie jest katolikiem, ale jest ochrzczony, to w bezpośrednim niebezpieczeństwie śmierci może przyjąć Komunię Świętą, ale nie podczas Mszy św., lecz w formie wiatyku, pod warunkiem, że ta osoba opiera swoje pragnienie Komunii Świętej na wierze katolickiej. Dla protestantów Komunia jest jedynie dodatkiem do wiary, protestant przyjmuje Chrystusa w wymiarze wiary, a nie sakramentu. Rozumienie tej wiary jest u protestantów odmienne niż w Kościele katolickim, u luteran wiara stanowi jednocześnie ufność w otrzymanie zbawienia.

W Kościele katolickim oprócz wiary osobistej, do której każdy jest zobligowany, mamy ogólne, kościelne wyznanie wiary. Ta debata teologiczna jest specyficzna. Wcześniej także we wspólnocie luterańskiej, kalwińskiej czy także w Kościele prawosławnym obowiązywała zasada, że każdy przyjmuje Komunię tylko w ramach swojej wspólnoty. Dopiero w 1973 r. zgodnie z porozumieniem w Leuenbergu odstąpiono od tej praktyki w ramach wspólnot protestanckich. Niestety, teraz pojawiła się wśród niektórych biskupów katolickich w Niemczech tendencja do kierowania się bardziej taktyką polityczną i odbiorem medialnym. Odstępują od rdzenia wiary, relatywizują jej zasady, stąd głosy, że także niekatolicy mogą przyjmować Komunię Świętą w Kościele katolickim. Jeden z biskupów powiedział, że skoro sami katolicy nie rozumieją znaczenia Komunii Świętej, to nie możemy żądać tego od protestantów. Tymczasem my musimy katolików uczyć wiary. Sama reformacja wzięła się także z tego, że biskupi będący książętami nie troszczyli się o katechizację powierzonych im wiernych. Ludzie żyli w nieświadomości, infantylizmie religijnym. Dzisiaj, pięćset lat później, nie możemy używać jako argumentu tego, co było i jest zaniedbaniem.

Skąd ta tendencja do tworzenia dyskusyjnych wyjątków w udzielaniu Komunii Świętej – dla protestantów, także osób po rozwodach, która może zmierzać do przedefiniowania sakramentów?

– To jest polityka przewartościowania. Zamiast troszczyć się o 90 proc. katolików, którzy jeszcze przychodzą na Mszę św. i są prawowierni, próbuje się eksponować mniejszości. W II wieku św. Justyn podał trzy warunki przystąpienia do Komunii Świętej – trzeba być ochrzczonym, przyjmować nauczanie Kościoła i przestrzegać przykazań. Element moralny jest ważny i jak widzimy, ta nauka Kościoła trwa od początku. W Niemczech media cały czas klasyfikują ludzi, także biskupów. Kto jest za Komunią Świętą dla rozwiedzionych, za tzw. małżeństwami dla homoseksualistów itd., ten jest postępowy i jest odbierany pozytywnie. A jeśli ktoś się temu sprzeciwia, bo to jest niedopuszczalne i niezgodne z nauczaniem i Tradycją Kościoła katolickiego, ten jest konserwatywny.

Niektórzy biskupi boją się tego określenia i przypięcia łatki konserwatystów. Biskup jest powołany do tego, żeby służyć Słowu Bożemu i „nastawać w porę i nie w porę”, czyli także wtedy, gdy to nie jest dla niego wygodne. Nie chodzi o to, żeby uśmiechać się do mediów jak gwiazdy sportu. Biskup ma pewną funkcję do spełnienia. W teatrze ważny jest aplauz publiczności, ale nie w Kościele. My nie jesteśmy aktorami, ale apostołami Chrystusa. Święci Piotr i Paweł przybyli do centrum ówczesnego świata, do Rzymu, nie po, żeby być tam komediantami czy gladiatorami, ale aby ponieść śmierć męczeńską za wiarę, którą głosili. Na świadectwie tych męczenników zbudowany jest Kościół. Przed biskupami zachodnich Kościołów stoi zadanie szukania rozwiązań kryzysu, który dotknął Kościół w Europie Zachodniej. Chodzi o to, żeby ludzi, którzy są w Kościele, walczą o Kościół, wspierać, a nie deprecjonować, określać mianem „radykałów”. To tak jakby teraz podczas mundialu kibice danej reprezentacji oklaskiwali przeciwnika. Jeśli ktoś strzela samobójczą bramkę, nie oznacza, że będzie królem strzelców, choć można pocieszać się, że pozwala się w ten sposób zwyciężać innym.

Dzisiaj usiłuje się stworzyć wrażenie, że Magisterium Kościoła stoi w sprzeczności z miłosierdziem i ewangelizacją, że zionie przepaść między Magisterium a osobą i nauczaniem Jezusa Chrystusa. Jak właściwie rozumieć te zależności?

– Miłosierdzie wyraża się w tym, że Chrystus, który był bez grzechu, oddał swoje życie, żeby pokonać grzech i śmierć. To jest wyraz największego miłosierdzia, które Bóg kieruje do człowieka. Dlatego jako ci, którzy naśladują Chrystusa, jesteśmy zobowiązani zostawić swoje grzeszne życie, aby rozpocząć nowe życie w naszym Panu, bo to Chrystus nam w tej drodze przewodzi. Niestety, mamy także w samym Kościele tendencję do twierdzenia, że przykazania Boże są tak trudne do wypełnienia, że muszą być złagodzone i zrelatywizowane. Nie na tym polega pomoc duszpasterzy wobec wiernych. To źle rozumiane miłosierdzie.

To tak jak wybieralibyśmy się w góry, a wśród nas byłaby osoba, która ośmieszałaby tych, którzy wzięli plecaki z prowiantem, wodą, ubraniami, które są potrzebne w czasie wędrówki, i przez pierwsze metry mówiłaby: „Popatrzcie, jak mnie się lekko idzie, bo nie mam tego balastu”. A przecież patrząc perspektywicznie, te wszystkie rzeczy są nam potrzebne, aby wejść na szczyt. Tak samo jest z przykazaniami. Prawdziwe miłosierdzie wyraża się w tym, że człowiekowi, który porzucił na jakimś etapie swego życia przykazania, należy pomóc, a nie utwierdzać go w fałszywym przekonaniu, że wszystko jest dobrze.

Jak zmieniała się w niemieckim społeczeństwie rola kapłana?

– Kiedy byłem młody, wśród najbardziej zaufanych społecznych powołań stali ksiądz, lekarz, nauczyciel. Obecnie poprzez różnego rodzaju skandale próbuje się niszczyć autorytet księży. Mamy do czynienia z generalizowaniem, obserwujemy zjawisko „winy kolektywnej”, kiedy grzechy jednostek są przenoszone na całą społeczność kapłanów.

A postrzeganie swojego powołania przez samych kapłanów? Czy nie nastąpiło przeorientowanie z bycia duchowym ojcem do bycia kumplem?

– To tendencja pasterzy, którzy pasą sami siebie. Jest ona bardzo niebezpieczna. Papież Franciszek często używa tego opisu, że dobry pasterz musi pachnieć swoimi owcami, aby one go rozpoznały. Niewątpliwie tak jest, ale dobry pasterz nie musi błądzić tak jak niektóre owce i być tak nieroztropny. Święty Paweł podkreślał, że pasterz ma pachnieć Chrystusem i Jego nauką.

Może Eminencja zachował jakieś bliskie sercu wspomnienia z dzie-ciństwa związane z życiem Kościoła?

– Byłem ministrantem zafascynowanym swoim proboszczem. Czułem się w parafialnym kościele jak w domu. Człowiek poprzez przykład życia i wiary drugiej osoby, bardzo dużo się uczy. Ja poprzez wiarę mojego proboszcza, jego miłość do wiernych nauczyłem się może więcej niż nauczyłbym się z książek. Przykłady dotykają serca, duszy, zostają głęboko w świadomości. Pojęcia zawsze zostają w mózgu. Nie można oczywiście zestawiać tych kategorii na zasadzie to jest dobre, a to złe. Doświadczenie zawsze stwarza możliwość dołożenia nadbudowy teoretycznej. Każdy z nas wie, co oznacza mieć dobrą matkę, ale tylko nieliczni byliby w stanie opisać, co to znaczy.

W kontekście dyskusji o Komunii Świętej dla protestantów i stosowania zaleceń adhortacji „Amoris laetitia” podnoszony jest wątek znaczenia decyzji poszczególnych Episkopatów, pojawia się postulat „decentralizacji” Kościoła.

– Przede wszystkim należałoby zadać sobie w tym kontekście pytanie, czy pojęcia „decentralizacja” czy „centralizacja” jako termin przeciwstawny są kategoriami właściwymi w rozumieniu Kościoła. Rzym nie jest centrum całego Kościoła, centrum jest Chrystus, a On jest wszędzie. Terminy, które używamy w eklezjologii w tym kontekście, to: Kościół powszechny i lokalny. Wszystkie Kościoły lokalne należą do jednego organizmu Kościoła powszechnego i tylko w tym rozumieniu eklezjologicznym należy postrzegać te rzeczywistości. Jeśli natomiast do ich opisu używamy słów „centralizacja”, „decentralizacja”, już ustawiamy się na złym torze. Ten pociąg, którym jedziemy, będzie jeszcze jechał, ale nie do celu. Kościół składa się ze wspólnot Kościołów lokalnych, na czele których zawsze znajduje się biskup. Kościół rzymski z Papieżem jest Kościołem lokalnym, ale ma to szczególne zadanie, żeby jednoczyć wszystkie Kościoły lokalne w jednej wierze w Jezusa Chrystusa. Stwierdzenie, że nie wszędzie obowiązuje ten sam dogmat, jest fałszywe i niekatolickie. Natomiast interpretacja teologiczna pewnych aspektów związanych z dogmatyką może być oczywiście różna. Biskupi nie mogą zmieniać Objawienia, ale mają je chronić i przekazywać. Nie jesteśmy panami Objawienia, ale jego sługami. Jeśli chodzi o Komunię Świętą – aby móc jej dostąpić, musimy być w stanie łaski uświęcającej i tego żaden biskup, żaden synod nie może zmienić. Jesteśmy świadkami prawdy, a nie tymi, którzy nią zawiadują i stawiają się ponad prawdą. Dużo zamieszania robią media. Często kreują obraz Kościoła niezgodny z rzeczywistością. Sprowadzają całą rzeczywistość Kościoła do gry o władzę, do kreowania podziałów wzorowanych na tych świeckich.

Wspomnijmy słowa Benedykta XVI, który odróżnił prawdziwy Vaticanum II od „soboru mediów”.

– Medialna narracja o Kościele niejednokrotnie sprowadza się do typowania, czy obecnie większe wpływy uzyskała „grupa progresywna” czy „konserwatywna”. To zupełnie błędne myślenie, myślenie światowe niemające żadnego odniesienia do tego, jak mamy postrzegać depozyt wiary, jaki został nam przekazany, nie można go tak prymitywnie ograniczać i szufladkować. W wymiarze objawienia zostało nam przekazane Słowo natchnione – Pismo Święte, setki tysięcy stron komentarzy do Biblii, teologia, tradycja Kościoła, dogmatyka, spuścizna świętych. Dziś nagle okazuje się, że nie ma to żadnego znaczenia, bo w mediach ktoś robi dwie tabelki – w jedną wpisuje m.in. „kapłaństwo kobiet”, tzw. związki homoseksualne, Komunię Świętą dla protestantów, poparcie dla antykoncepcji – i tak definiuje „Kościół postępowy”, a po drugiej stronie umieszcza wszystkich tych, którzy się z nim nie zgadzają.

Jak to się ma do Objawienia? To jest absurd. Jak to się ma do tego, że Pan Bóg stał się człowiekiem i zbawił świat, który powołał do istnienia? To tak, jak gdyby ktoś przyjechał do Polski, nauczył się dziesięciu słów po polsku i chciał rozmawiać o polszczyźnie.

Szufladkowaniu wymykają się święci. To przez nich zawsze Kościół się odnawiał. W czasach zamętu potrzeba nam i zdrowej formacji, i przykładów osobistej świętości?

– Oczywiście. Taki problem jak schizma Kościoła w zachodniej Europie, czyli kwestia Lutra, doprowadził do kontrreformacji, która zaowocowała odnową Kościoła, pojawieniem się świętych, nowych zgromadzeń zakonnych, które odczytały znaki czasu. Sobór trydencki był drogowskazem dla Kościoła w procesie wychodzenia z kryzysu, ukierunkował odnowę chrystocentrycznie, podkreślając, że centrum Kościoła jest Jezus, uwrażliwiał, że biskupi nie mają być książętami, ale pasterzami. Dziś też mamy świętych – bardzo dobrych kapłanów, ale i ludzi świeckich, małżonków, którzy starają się żyć prawdami wiary. Ważne jest to, żeby pasterze dodawali wiernym otuchy i w wymiarze nadziei kroczyli wraz z nimi do przodu, będąc drogowskazem. Trzeba odejść od tej tendencji szufladkowania, dzielenia wiernych i księży. Patrząc z perspektywy historycznej, widzimy, że taka postawa zawsze prowadziła do systemów totalitarnych, gdyż głosząc górnolotne hasła, pozbawiano ludzi człowieczeństwa.

W Polsce jednym z tematów, który gwarantuje otrzymanie etykiety „radykała”, jest kwestia ochrony życia. Toczymy obecnie batalię o usunięcie z polskiego prawa tzw. wyjątków aborcyjnych. Zaangażowanym w nią katolikom zarzuca się, że jesteśmy ludźmi jednego tematu.

– Ochrona życia jest tematem aktualnym, fundamentalnym, najistotniejszym. W ludzkim wymiarze życie jest największą wartością. Nie możemy nie zajmować się tym tematem, a poświęcić się czemuś innemu. Oczywiście, że będziemy wskazywać na potrzebę ochrony każdego życia, bo to nie jest kwestia jakiegoś hobby (jak hodowanie roślin). W kwestii hobby można pozostawić ludziom dowolność, ale nie w tak fundamentalnych kwestiach. Jeśli ktoś odebrał życie dziecku, nie można mówić o innych prawach, które dopuszczamy. Jeśli wszystkie rośliny wytniemy z ogródka, to nie potrzeba już ogrodnika. Nie można ograniczyć się do spraw powierzchownych, dlatego musimy zajmować się tematami, które mają głębokie zakorzenienie.

Naszą wyjątkową Wspomożycielką na te czasy jest Matka Boża, Pogromczyni wszelkich herezji.

– Matka Boża zawsze ukazuje nam Chrystusa, jest dla nas drogowskazem, także w wymiarze ochrony życia. Poprzez swoje „fiat” pokazuje nam, jak opowiadać się za Bogiem, wbrew trudnościom. Często dla współczesnych ludzi problemem jest, że stajemy się elementami systemu, który jest zły. Jeśli ktoś daje mi propozycję zostania dowódcą, to niby jest to dobre, każdy chce dowodzić. Ale jeśli mam być komendantem obozu koncentracyjnego, nie mogę tego przyjąć, bo nie pozwala mi na to moja wiara. Człowiek często jest konfrontowany z wyborem między dobrem i złem. Cierpienie jest częścią naszego życia, cała rzecz w tym, żeby cierpieć za dobro, nie za zło.

Z radością powraca Eminencja do Polski?

– Poznałem tu wielu wspaniałych ludzi, przyjeżdżam tu bardzo chętnie. Podziwiam wiarę Polaków, przywiązanie do wartości rodziny.

Dostrzega Eminencja misję Polski w zlaicyzowanej Europie?

– Tak, szczególnie w kontekście obrony wiary i walki z tym, co narzuca nam wszystkim Unia Europejska – promocja ideologii gender, tzw. małżeństw homoseksualnych, nowych politycznie poprawnych „standardów europejskich”, tak jakby narody Starego Kontynentu nie wiedziały, co to oznacza. Polska jest częścią Europy od wieków, a dziś Bruksela chce udzielać Polsce korepetycji z tego, jak funkcjonuje demokracja, tak jakby polskie władze nie były w stanie same zreformować swojego sądownictwa. Polska ma piękną tradycję wolnościowych zrywów i powstań. To nadal Wasze zadanie. Wymiar materialistyczny nigdy nie doprowadził człowieka do szczęścia, bez wymiaru duchowego nie ma żadnej przyszłości.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska