• Piątek, 13 marca 2026

    imieniny: Krystyny, Bożeny, Rodryga

Szok po argentyńsku. I zachwyty nad Chorwacją

Piątek, 22 czerwca 2018 (19:32)

Piłkarski świat cały czas jest w szoku po kompromitującej klęsce reprezentacji Argentyny, a triumfujący Chorwaci wołają głośno: „Halo, halo, to nie ona zagrała słabo, to my tak wspaniale, że nie miała z nami szans”. I trudno im nie przyznać racji.

To był jeden z najbardziej zaskakujących pojedynków na tegorocznym mundialu. Argentyna miała w nim potwierdzić, że jest zespołem nie tylko „na papierze” gotowym do odegrania na turnieju czołowej roli, że jej aspiracje nie wzięły się z niczego i są jak najbardziej uzasadnione. Oczy wszystkich skierowane były głównie w stronę Messiego, czyli tego, kto miał ją poprowadzić do celu. Do przerwy gra „Albicelestes” jeszcze wyglądała jako tako, choć rywale sprawiali trochę lepsze wrażenie, a przede wszystkim byli groźniejsi. W drugiej połowie Argentyna zniknęła. Messi też. Lionel z pewnością zanotował w swej karierze kilka słabszych występów, ale ten czwartkowy był być może najgorszym z najgorszych. Powiedzieć, że snuł się po murawie, to za mało. Jego nie było. Nie było i kolegów, a rozbiórkę Argentyny sprokurował juniorskim błędem bramkarz Wilfredo Caballero, który idealnie wystawił piłkę Ante Rebiciowi. Chorwat z prezentu skorzystał, i to był początek dewastacji „Albicelestes”. Luka Modric i Ivan Rakitic rywali dobili, a akcja, po której piłkarze z Bałkanów zdobyli trzeciego gola, przypominała rywalizację zawodowców z dziećmi. Argentyńczyków stać było jedynie na niespotykane na tym poziomie chamstwo. Nie wiem, o czym myślał sędzia Rawszan Irmatow, pokazując żółtą kartkę Nicolasowi Otamendiemu, który z premedytacją chciał kopnąć w twarz leżącego Rakiticia. Było to najbardziej haniebne zagranie tego mundialu, po którym Argentyńczyk powinien zostać wyrzucony z boiska z hukiem, z karą długiej dyskwalifikacji.

Jego frustracja zobrazowała jednak doskonale stan narodowej drużyny. Totalnie rozbitej, niemającej w sobie ikry, pasji, charakteru. To nie wina Messiego, on jeden i tak niczego by nie zdziałał. Problem jest głębszy, tak naprawdę na którymś z rzędu wielkim turnieju, na którym Argentyna po prostu gra źle.

– To ja przygotowałem taktykę, wymyśliłem plan na to spotkanie. Nie udało mi się znaleźć optymalnego zestawienia, piłkarze nie zagrali tego, co potrafią. Jako trener reprezentacji Argentyny nie przeżyłem jeszcze takiej porażki, więc ból jest ogromny. Pozostaje walczyć w ostatnim spotkaniu i zobaczymy, co to da. A ja błagam o wybeczenie – powiedział trener Jorge Sampaoli.

Chorwacja zaś triumfowała. Po 2:0 z Nigerią rozbiła jednego z wielkich faworytów turnieju, grając, szczególnie po przerwie, futbol ma kosmicznym poziomie. Z pasją, charakterem i myślą, której Argentyna nawet nie dorównywała. – To nie Argentyna była słaba i rozbita, to my zagraliśmy wspaniale. Z pasją, z wielką motywacją, z radością oraz chęcią sprawienia sobie i całej Chorwacji pięknego prezentu. Byliśmy świetni, zatrzymaliśmy Messiego, byliśmy znakomicie przygotowani na taktykę Argentyny i ustawienie 3-4-3 – wyliczał trener Zlatko Dalic, podkreślając, że teraz celem drużyny jest pokora. – Cieszymy się, lecz pozostajemy spokojni. Przecież dopiero osiągnęliśmy to, co zakładaliśmy przed mundialem – dodał.

 

Piotr Skrobisz