• Środa, 14 listopada 2018

    imieniny: Serafina, Wawrzyńca

Dokąd zmierza Komisja Europejska

Wtorek, 12 czerwca 2018 (16:42)

Z prof. Karolem Karskim, członkiem Prezydium Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Parlamencie Europejskim odbędzie się w środę kolejna debata o Polsce. Jakie jest zainteresowanie tym tematem w Brukseli?

– Tego typu debaty to ciągłe przywoływanie Polski do porządku, co nie ma już dzisiaj większego znaczenia. Takich jałowych dyskusji na temat różnych krajów odbywa się wiele, ale nikt specjalnie się tym nie emocjonuje. Jak to jest w zwyczaju, poszczególne grupy w Parlamencie Europejskim otrzymują limit czasu wynikający z ich wielkości, a kolejni przedstawiciele tychże grup wypowiadają swoje – zazwyczaj jednominutowe – opinie. W tego typu debatach frekwencja jest zazwyczaj mocno ograniczona, a głos zabierają zarówno ci, którzy chcą coś powiedzieć, jak i ci, którzy chcą sobie podreperować statystykę wypowiedzi. Podczas takich debat na sali plenarnej obecna jest garstka osób. Co również ciekawe, zabierający głos po wykonaniu zadania najczęściej wychodzą z sali, nie słuchając nawet, co inni mają w danej kwestii do powiedzenia. Tak to wygląda z perspektywy Brukseli. Natomiast nam w Polsce tego typu wydarzeniom – zupełnie niepotrzebnie – towarzyszą emocje sprytnie podsycane przez część mediów. Jednak to wszystko nie ma większego znaczenia, bo ten temat zwyczajnie umiera śmiercią naturalną. Dlatego powinniśmy do tego wszystkiego przyłożyć odpowiednią rzeczy miarę – mianowicie będzie to jedna z wielu debat poświęcona jednemu z wielu wyróżnianych w ten sposób państw członkowskich Unii Europejskiej.         

Czy mimo wszystko Parlament Europejski, czy szerzej Unia Europejska nie ma ważniejszych problemów, którymi powinna się zająć?

– Oczywiście, Unia Europejska ma cały szereg realnych problemów: migracje, terroryzm, wzrastający rasizm i deficyt demokracji w państwach zachodnich, do tego dochodzi jeszcze dysfunkcja strefy euro, ale jak widać – zamiast rozwiązywać te kwestie, woli uciekać się do stygmatyzowania poszczególnych państw, odwracając tym samym uwagę od spraw ważnych. Od strony technicznej chodzi tu też o wypełnienie porządku obrad europarlamentu. Tak czy inaczej tego typu wnioski wychodzą lub są wspierane przez Europejską Partię Ludową (EPP), której członkiem jest nasza totalna opozycja, tj. Platforma Obywatelska, i to właśnie temu środowisku zależy – zresztą kolejny już raz – na atakowaniu Polski. Przy miałkości tego typu debat nic z tego jednak nie wynika. Na to wszystko nakłada się postać wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który wykonał ruch wręcz histeryczny. Mianowicie jednego dnia Komisja Europejska ogłasza decyzję, że w tej chwili nie będzie się zajmować Polską i nie będzie podejmować żadnych decyzji na temat Polski, a następnego dnia Timmermans, żeby przykryć swoją absolutną porażkę, korzystając z wcześniej udzielonych mu ogólnych pełnomocnictw, w imieniu tejże Komisji deklaruje przejście do kolejnego etapu procedury art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli występuje przeciwko organowi, który jest jego mocodawcą. To jest przejaw histerii, ale jak wspomniałem, z tego już nic nie wynika. To już nie jest, ani uciążliwe, ani też szkodliwe, ale zważając na rangę, jaką przypisuje sobie Komisja Europejska, jest to po prostu śmieszne. Trzeba się jednak przyzwyczaić do tego i zaakceptować, że momentami tkwimy w tak specyficznym środowisku.

Z jednej strony Jean-Claude Juncker spotyka się z premierem Mateuszem Morawieckim – mówi się nawet, że efekty tych rozmów są pozytywne, a z drugiej strony pojawia się Frans Timmermans, który wydaje się przeczyć wcześniejszym ustaleniom? 

– W mojej ocenie to, z czym mamy w tej chwili do czynienia, jest kompromitacją zarówno Junckera, jak i Timmermansa. Jak wiadomo, strona polska rozmawiała z przewodniczącym Jean-Claude'em Junckerem, który zaciągnął pewne zobowiązania. Tymczasem okazuje się, że jego zastępca Frans Timmermans nieposiadający żadnych własnych kompetencji poza tymi, jakie mu przekaże bądź to Komisja Europejska, bądź to jej przewodniczący, podejmuje działania odwrotne. Oczywiście w ogólnym odbiorze wygląda to tak, jakby Timmermans urwał się Junckerowi ze sznurka, tak czy inaczej kompromituje to obu tych polityków.   

Czy zatem różnice zdań między Junckerem a Timmermansem nie są jakąś grą?

– To, co się dzieje w Brukseli w tej sprawie, jest po prostu żałosne. Widać też, że obaj wspomniani politycy nie są ludźmi zdolnymi do podejmowania zobowiązań, z których się trzeba rozliczyć. 

Dojdzie do głosowania art. 7 w sprawie Polski?

– Takie debaty jak ta o Polsce odbywają się na forum Parlamentu Europejskiego nie pierwszy raz i nikt sobie nie życzy, żeby to się przekładało na innych. W europarlamencie nie ma większości, która mogłaby podjąć taką decyzję, a przypomnę, że potrzeba tu decyzji europarlamentu i Rady Europejskiej. Już raz na forum Parlamentu Europejskiego próbowano podjąć sławetną rezolucję w sprawie uruchomienia procedury z art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej przeciwko Polsce, kiedy europosłowie Platformy głosowali za wszczęciem postępowania, które na końcu miało na celu nałożenie sankcji na nasz kraj. Zdecydowano się na przeprowadzenie takiego głosowania na forum europarlamentu, żeby Komisja Europejska nie musiała angażować się w coś, co gołym okiem widać było, że nie wyjdzie. W związku z tym próbowano w te buty ubrać Parlament Europejski i przegłosowano rezolucję, która zlecała europarlamentarnej komisji LIBE (ds. wolności obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych) przygotowanie raportu o Polsce, który następnie miał być podstawą do sięgnięcia po artykuł 7. I ta rezolucja owszem przeszła, ale zwykłą większością głosów, tymczasem w Traktacie o Unii Europejskiej jest mowa o tym, że aby jakąkolwiek procedurę z art. 7 uruchomić i dalej ją prowadzić, potrzeba zgody 2/3 posłów Parlamentu Europejskiego. Tym samym cały ten plan spalił na panewce, w związku z tym na następnej sesji plenarnej cichcem się z tego wycofano. Widać było, że w Parlamencie Europejskim nie ma aż tylu złych ludzi, którzy chcieliby zaszkodzić Polsce.

Dlatego sama Komisja Europejska przystąpiła do działania, które też nie musi zakończyć się po myśli przeciwników Polski…?         

– Komisja Europejska z Timmermansem w roli głównej zabrnęła tak daleko, że uruchomienie tej procedury było w zasadzie dla niej wizerunkową koniecznością. Co ciekawe, wcześniej próbowała tego dokonać cudzymi rękoma, ale – jak wiadomo – się nie udało. Europarlament też dał wyraz, że nie chce zajmować się sprawą Polski, że nie ma wymaganej traktatami większości, żeby uruchamiać czy dalej prowadzić czynności wynikające z art. 7.

Jak długo może jeszcze potrwać to grillowanie Polski?

– Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, czy w tej chwili trwa grillowanie Polski, czy Komisja Europejska sama siebie grilluje. A ci, którzy wołają „grillujemy” – Timmermans, totalna opozycja et consortes – sami de facto skaczą po rozgrzanym ruszcie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki