• Niedziela, 24 czerwca 2018

    imieniny: Jana, Danuty, Janisława

Przetarg zawieszony w próżni

Niedziela, 10 czerwca 2018 (21:59)

Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Świdniku, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jakie informacje na temat przetargu śmigłowcowego docierają do polskich producentów, do PZL Świdnik?

– Nie mogę się wypowiadać za zarząd spółki, bo nie wiem jakie w tej kwestii posiada informacje, natomiast jeśli chodzi o stronę społeczną, to informacji nie mamy żadnej. Skądinąd wiadomo przecież, że trwają przetargi na zakup śmigłowców dla wojsk specjalnych i Marynarki Wojennej. Jak pamiętamy, była mowa o wielu priorytetach, tymczasem wszystko w zasadzie zostało przewrócone do góry nogami. I tak nagle priorytetem stały się śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych i ratownictwa morskiego dla Marynarki Wojennej, ale te, które mogłyby lądować na naszych fregatach. O tym wcześniej nic nie było mówione, że te śmigłowce są do wymiany, natomiast teraz okazało się, że to jest najpilniejsza potrzeba, jeśli chodzi o potrzeby śmigłowcowe. Póki co nie mamy też żadnego kontaktu z kierownictwem resortu obrony, stąd brakuje nam wiarygodnych informacji.

   
Czy to nie dziwne, bo sprawa – jak zapowiadał jeszcze minister Antoni Macierewicz, ale także obecny szef MON Mariusz Błaszczak – miała zmierzać do finału, tymczasem nic na to nie wskazuje?

– Sprawa – jak mogłoby się wydawać – rzeczywiście zmierzała do finału, bo pod koniec I kwartału tego roku mieliśmy spotkanie w ramach zespołu trójstronnego ds. restrukturyzacji i modernizacji przemysłu obronnego, gdzie był obecny wiceminister obrony Sebastian Chwałek i to z jego ust padły słowa, że w sprawie przetargu śmigłowcowego jeszcze w kwietniu tego roku do firm- oferentów zostaną wystosowane zaproszenia do złożenia ofert ostatecznych na śmigłowce dla wojsk specjalnych, a w maju na śmigłowce dla Marynarki Wojennej. Wiceminister Chwałek uzasadniał też, że to ta sama ekipa w Inspektoracie Uzbrojenia zajmuje się jednym i drugim przetargiem, stąd ten miesięczny poślizg między jednym a drugim zaproszeniem. Co by jednak nie powiedzieć, padły konkretne terminy, tyle że minął kwiecień, maj, dziś mamy czerwiec, a zapowiadane zaproszenia wciąż nie zostały wystosowane.  

Na razie Mielec sprzeda przynajmniej dwa śmigłowce Black Hawk policji. A co ze Świdnikiem?

– Właściwie to nie wiadomo, co ze Świdnikiem. Nic zatem dziwnego, że próbujemy się dopominać o jakiekolwiek informacje. Jak wiadomo, 37 śmigłowców Sokół jest obecnie w użytkowaniu przez Wojsko Polskie. Był już wcześniej rozpoczęty program modernizacji tych maszyn do wersji Głuszec. Jednak po zmodernizowaniu ośmiu śmigłowców program ten został wstrzymany. Jako PZL Świdnik zwracaliśmy się do MON, aby podjąć temat modernizacji, ujednolicenia wszystkich tych śmigłowców, które są w różnych wersjach produkcyjnych, z różnych lat. Zaproponowaliśmy nawet MON, że jesteśmy w stanie zmodernizować te śmigłowce do najnowszej wersji, jaka była produkowana w Świdniku. Ponadto mamy też w stopniu zaawansowanym, bo trwają właśnie próby w locie – nowe łopaty do śmigłowca Sokół, które poprawiają jego właściwości i osiągi lotne. Jest też możliwość zamontowania nowego uzbrojenia, jak np. pociski przeciwpancerne typu Spike. I tego typu propozycje z naszej strony zostały skierowane do MON, ale niestety brak odzewu. Temat modernizacji Sokoła był podjęty na zespole trójstronnym i przedstawiciele Inspektoratu Uzbrojenia odpowiedzieli nam, że, owszem, widzą taką potrzebę, natomiast w budżecie MON nie ma pieniędzy, żeby móc ruszyć z takim programem.

Powrócmy do śmigłowców dla policji. Dlaczego z ubiegania się o ten kontrakt został wyłączony PZL-Świdnik, który jak żaden inny producent ma doświadczenie w dostawach śmigłowców dla polskiej policji?

– Z tym doświadczeniem to wszystko prawda, natomiast w tej chwili – z naszych własnych wyrobów dostępne są: śmigłowiec SW-4 – popularny puszczyk – używany w Dęblinie oraz W-3 Sokół. Natomiast sprzęt, na jaki zdecydowała się policja, a więc S-70i Black Hawk, jest to śmigłowiec wyższej kategorii niż sokół, który, nie ukrywajmy, nie jest w stanie zastąpić wysłużonych już w policji maszyn. Oczywiście w ofercie są jeszcze śmigłowce naszego właściciela, czyli Leonardo Helicopters, a więc większe maszyny, ale jak widać, z jakichś powodów policja i MSWiA postanowiły wszcząć procedurę zakupu pozaprzetargowego, a więc z tzw. wolnej ręki, pomijając nas. Z jednej strony można by się cieszyć jako PZL Świdnik, bo MSWiA pokazuje, że można w taki sposób pozaprzetargowy dokonywać zakupów, że nie ma przymusu za każdym razem ogłaszać przetargu, że da się skierować zamówienie do zakładu, który rękoma polskich pracowników produkuje najwyższej jakości sprzęt. Ale z drugiej strony – tak jak pan redaktor pyta – dlaczego PZL Świdnik został wyłączony, dlaczego nie zaprosili np. dwóch oferentów, to trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że nie narażę się mocno kolegom z PZL Mielec, ale wydaje mi się, że jest to trochę polityczna decyzja i realizacja zapowiedzi, które wcześniej składał minister Macierewicz. 

Ale z tego, co pamiętam, to Macierewicz podobne obietnice składał także w Świdniku…              

– Zgadza się. Przypomnę tylko, że ostatnie zapowiedzi Antoniego Macierewicza jako szefa MON z końca października 2017 roku dotyczyły chociażby śmigłowców Anakonda, które obecnie modernizujemy w Świdniku. Minister Macierewicz powiedział wtedy, że jego resort chce nie tylko modernizować te śmigłowce, ale po przeanalizowaniu sytuacji rozważyć kupno następnych takich śmigłowców do funkcji ratowniczych na morzu. Rozważał też powstanie trzeciej bazy śmigłowcowej nad morzem właśnie z myślą o celach poszukiwawczo-ratowniczych. Natomiast nic z tych rzeczy – jak do tej pory – nie przełożyło się na zamówienia.

A co na to wszystko właściciel PZL Świdnik koncern Leonardo Helicopters?     

– Trudno się nam rozmawia z właścicielem, żeby wyłożył nowe środki na modernizację czy to śmigłowców Sokół, czy SW-4. Jak wspomniałem wcześniej, propozycje z naszej strony zostały skierowane do MON, ale jest problem z naszym właścicielem, bo skoro nasz kluczowy klient, a więc Wojsko Polskie, nie daje nawet sygnału, że widzi taką potrzebę modernizacji, to trudno się dziwić, że nasz włoski właściciel nie chce wykładać pieniędzy na badania, certyfikacje. I tutaj kółko się zamyka. Jako związki zawodowe dobijamy się do właściciela, żeby znalazły się pieniądze na modernizację, żeby pokazać klientom, że ciągle się rozwijamy, wzbogacając naszą ofertę o wyroby konkurencyjne, ale odpowiedź z Włoch brzmi, że, owszem, możemy liczyć na wsparcie, ale wówczas, kiedy będzie zainteresowanie ze strony odbiorców. 

Strona społeczna zabiega o spotkanie z ministrem Mariuszem Błaszczakiem, ale bez efektu... 

– Wiadomo, że gdyby teraz do takiego spotkania doszło, to musieliby nam powiedzieć, że nie ma pieniędzy na modernizację śmigłowców, a tym bardziej na nowe zakupy. Sytuacja wygląda tak, że resort obrony milczy, a my się domyślamy.

Czy strona społeczna będzie wciąż zabiegać o takie spotkanie?  

– Ostatnio po walnym zebraniu delegatów Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” zwróciliśmy się z prośbą o spotkanie, tyle że już nie tylko do ministra obrony, ale do samego premiera Mateusza Morawieckiego – ze skargą na MON. Na poniedziałek zaplanowane jest posiedzenie rady sekcji, więc będzie wiadomo, z jakim rezultatem spotkał się ten nasz apel, czy odpowiedź przyszła czy jeszcze nie. Póki co cały czas wśród załóg jest niepewność, tym bardziej że zaczyna nam brakować pracy. Dlatego z niepokojem czekamy na decyzje, co z przetargiem śmigłowcowym. Chcemy mieć jasną, klarowną sytuację, tymczasem opieramy się tylko na domysłach, na nieoficjalnych informacjach, a tak się na dłuższą metę pracować nie da.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki