• Czwartek, 20 września 2018

    imieniny: Eustachego, Filipiny

Kiedy w grę wchodzą interesy Berlina

Sobota, 9 czerwca 2018 (20:49)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Słowenia to kolejny kraj, w którym wybory wygrywa antyimigrancka Słoweńska Partia Demokratyczna (SDS). O czym świadczy ten zmieniający się front?

– W Europie na przestrzeni ostatnich lat było dużo, za dużo zamachów terrorystycznych. Część z nich została przeprowadzona przez drugie czy trzecie pokolenie imigrantów, co niejako nakazuje łączyć te tragiczne w skutkach wydarzenia z kryzysem migracyjnym. Nie łudźmy się, te osoby nie asymilują się ze społeczeństwem kraju, do którego przybywają, tworzą własne enklawy, co sprzyja zamachom. Efekt jest taki, że duża część społeczeństw europejskich czuje się zagrożona i dlatego przy urnach wybiera takie ugrupowania, które mówią bądź są wprost za rozwiązaniem problemu migracyjnego, powstrzymując falę migrantów u granic Unii Europejskiej. Natomiast tracą ci, którzy albo wręcz zapowiadają politykę otwartych drzwi, albo na zasadzie poprawności politycznej mówią o konieczności tolerowania, asymilowania się z imigrantami. Tyle tylko, że efekty takiego podejścia do sprawy – jak widać – rozmijają się z rzeczywistością. Duża część społeczeństw państw europejskich stoi na stanowisku, że jeśli chce się komuś pomagać – w tym momencie uchodźcom – to należy to tak robić, aby nie szkodzić ani sobie, ani owym uchodźcom, a więc w państwach ich pochodzenia. Inna kwestia, że owi przybysze nie są to w przeważającej części uchodźcy, tylko imigranci ekonomiczni.

Rosnące niezadowolenie obywateli kolejnych państw wynika z niechęci do Unii Europejskiej czy raczej z niechęci unijnych decydentów?

– Z ostatnio przeprowadzonych badań wynika pewien paradoks. Mianowicie są wzrosty – w Polsce i w różnych innych krajach – jeśli chodzi o ocenę obecności poszczególnych krajów w Unii Europejskiej, natomiast coraz gorzej są oceniane tzw. elity liberalne. Chodzi tu zarówno o partie, jak i o polityków, którzy w swojej działalności kierują się poprawnością polityczną czy wręcz przekonują do polityki „otwartych drzwi”. I te dwie rzeczy większość społeczeństw potrafi dzisiaj rozdzielić. W różnych państwach członkowskich Unii Europejskiej są partie konserwatywne i nikt nie myśli tam o wychodzeniu z Unii, tylko raczej o uporządkowaniu Unii, która zbacza z toru i coraz mniej ma wspólnego z ideą Unii, która była w głowach ojców założycieli. Dlatego nie chodzi tu wcale o stworzenie nowego tworu w postaci superpaństwa europejskiego, czego domagają się niektórzy, ale raczej o uporządkowanie istniejącej już Wspólnoty Europejskiej, Unii Europejskiej wielu ojczyzn.

Ostatnio do propozycji Angeli Merkel, aby kraje nieprzyjmujące migrantów ponosiły koszty swoich decyzji i rekompensowały to w jakiejś innej formie, krytycznie odniósł się premier Czech Andrej Babisz. 

– Kanclerz Angela Merkel niestety nie wyciąga wniosków z wydarzeń na unijnej scenie politycznej, a jako doświadczony polityk powinna. Przez to jej polityczna pozycja ostatnio bardzo osłabła, głównie ze względu na politykę migracyjną. Co więcej, Angela Merkel sposób prowadzenia wewnętrznej polityki Niemiec przenosi do polityki międzynarodowej. Jest także coraz bardziej wyraźny problem z jednością Unii Europejskiej, natomiast narzucanie siłą solidarności, narzucanie wizji politycznej, jak rozwiązywać problem migracji, służy temu, aby dzielić Europę. Można też postrzegać, że jest to działanie pragmatyczne, czyli chodzi tak naprawdę o to, żeby w jakiejś mierze zepchnąć do narożnika kraje tzw. nowej Unii, kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Można się też spodziewać, że priorytetem polityki unijnej zdominowanej przez politykę niemiecką będzie teraz strefa euro i wizja reform tejże strefy i jej głębsza integracja. Kanclerz Merkel zapowiada bowiem integrację w ramach strefy euro, utworzenie nowych instytucji, m.in. w 2019 roku ma powstać Europejski Fundusz Walutowy (EFW), który m.in. w dobie ewentualnych poważnych kryzysów mógłby wspierać banki i kraje strefy euro. W ten sposób EFW miałby stabilizować sytuację finansową w 19 państwach unii walutowej. Ale to nie wszystko. Bo jeśli się bliżej przyjrzeć polityce spójności w ramach nowej perspektywy finansowej Unii na lata 2021-2027, to widać wyraźnie, że polityka spójności ma służyć wzmacnianiu takich państw jak Włochy czy Hiszpania oraz krajów, w których występuje waluta euro, w których bardziej niż gdziekolwiek indziej obecne są różnego rodzaju problemy, m.in. wspomniany kryzys migracyjny. Należy więc sądzić, że taki jest kierunek polityki Unii Europejskiej pod dominacją Niemiec.

Czym powinna się charakteryzować ta polityka?                        

– Krótko rzecz ujmując, ta polityka ma się charakteryzować wzmacnianiem państw strefy euro kosztem krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Natomiast pretekstem ma być to, że nie przyjmują one imigrantów, nie solidaryzują się z polityką kanclerz Angeli Merkel, którą notabene krytycznie oceniają nie tylko państwa unijne, ale również sami Niemcy.  

Węgrom, Polsce, Czechom, Słowenii czy innym państwom uda się zmienić, przywrócić dawny kształt coraz bardziej wypaczanych reguł Unii Europejskiej?

– Do tego potrzeba solidarności ze strony państw Europy Środkowej i Wschodniej, chociażby tzw. Dziewiątki Bukaresztańskiej, czyli państw wschodniej flanki NATO. Przypomnę tylko, że „Dziewiątka Bukaresztańska” skupiająca w swych szeregach takie kraje jak: Polska, Bułgaria, Czechy, Słowacja, Węgry, Litwa, Łotwa, Estonia i Rumunia, to międzynarodowy format, którego celem jest ochrona wspólnych interesów tej grupy. Jeżeli Komisji Europejskiej uda się podzielić te kraje, a przecież są takie starania chociażby ze strony Brukseli, to wówczas tę politykę wzmacniania strefy euro będzie dużo łatwiej zorganizować. Ten coraz bardziej wyraźny spór pomiędzy krajami takimi jak Niemcy, Francja a państwami Europy Środkowej i Wschodniej niestety coraz mocniej się krystalizuje. Pytanie jest następujące: czy niektóre z tych państw w końcu obudzą się, a wówczas będzie można realizować cele za pomocą asertywnej polityki, trzymając się tożsamości właściwej dla naszego regionu, czy może uda się te państwa podzielić, rozbić ich jedność i niejako wyłuskać ich przychylność przy pomocy różnych przywilejów albo zmianą paradygmatu rozdzielania środków unijnych – innymi słowy przy pomocy przekupstwa.     

Budzić zaczynają się także Włosi, którzy mają dość dyktatu Niemiec. Dobitnie świadczy o tym chociażby nie tak dawna wypowiedź Matteo Salviniego, że Niemcy nie będą wskazywać im kandydata na ministra finansów. Ostatnio Włosi wyrazili swój sprzeciw wobec przyjmowania imigrantów…

– Owszem, polityka otwartych drzwi Angeli Merkel budzi coraz większy sprzeciw nawet wśród sojuszników Niemiec, dlatego ten kontrast może być jeszcze większy. Włosi widzą, że bezrefleksyjne przyjmowanie imigrantów muzułmańskich może zagrażać ich bezpieczeństwu i dlatego chcą postawić temu tamę. Natomiast jak wygląda solidarność, której w sprawie imigrantów domagają się Niemcy, widzą także państwa bałtyckie – chociażby na przykładzie gazociągu Nord Stream 2, który pokazuje, na ile liczą się interesy państw krajów Unii Europejskiej, kiedy w grę wchodzą interesy Berlina. Dlatego kraje te obawiają się, że znajdą się w sytuacji podobnej jak Polska i Węgry. Proszę pamiętać, że są to kraje mniejsze od nas, dlatego będzie łatwiej je sobie podporządkować. Ale ten spór o zasady będzie trwał jeszcze przez najbliższe lata, a jego efekty trudno jest dzisiaj przewidzieć. Wszystko będzie zależało m.in. od zabiegów i skuteczności polskiej dyplomacji oraz uświadomienia innym krajom, że wpływ Komisji Europejskiej, że wpływ Niemiec na politykę migracyjną oraz głębsza integracja państw strefy euro może zagrażać interesom nie tylko Polski czy Węgier, ale także interesom innych państw Wspólnoty.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki