• Środa, 14 listopada 2018

    imieniny: Serafina, Wawrzyńca

Lotnisk mamy dostatek

Poniedziałek, 4 czerwca 2018 (23:02)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Jaka jest Pana ocena tej inicjatywy, która ma być gotowa do 2027 roku?

– Nie ukrywam, że głosowałem przeciwko ustawie, zgodnie z którą ma powstać Centralny Port Komunikacyjny. W mojej ocenie, są rzeczy ważniejsze, które muszą zostać ujęte w jeden spójny system. Tymczasem odnoszę wrażenie, że na dzisiaj w tej dziedzinie mamy za sobą kilka mało trafionych inwestycji, np. lotnisko w Radomiu czy lotnisko Gdynia-Kosakowo, mamy niedokończone autostrady czy szlaki kolejowe, które miały być gotowe jeszcze na Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej Euro 2012, a dodatkowo słyszymy, że w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej na lata 2021-2027 nie będzie środków na tego typu inwestycje. Inaczej mówiąc, Centralny Port Komunikacyjny to gigantomania – inwestycja, która będzie bardzo, bardzo droga, a do tego jej realizacja będzie się odbywała przy ogromnym oporze społeczności lokalnej. Zatem pytanie, jakie w tym momencie należy postawić, brzmi: czy nie lepiej te pieniądze przeznaczyć na wykonanie podstawowej, elementarnej, poważnej infrastruktury drogowej czy kolejowej, która jest podstawą dla wielu regionów?

A zatem?

– Patrzę na to z perspektywy mojego regionu – Warmii i Mazur, który jest totalnie wykluczony komunikacyjnie. I jeśli to zaniedbanie w najbliższym czasie nie zostanie nadrobione, to będziemy mieli dobrze skomunikowany Śląsk, centralną Polskę, będziemy mieli autostrady północ – południe, wschód – zachód, ale Warmia i Mazury nadal będą komunikacyjnie wykluczone. To jest dowód na to, że wciąż nie mamy spójnego systemu komunikacyjnego, a jednocześnie mamy tendencję do gigantomanii. Oczywiście rozumiem ideę Centralnego Portu Komunikacyjnego, która jest – owszem – ciekawa. Przypomnę, że w okresie międzywojennym, kiedy Rzeczpospolita nie miała portu morskiego, Gdynia też była portem wioskowym, który trzeba było zbudować niemal od zera, i to się stało i to był ów cud gospodarczy. Tyle że dzisiaj lotnisk ci u nas dostatek, ale wiele do życzenia pozostawia ich zsynchronizowanie i odpowiednie wykorzystanie ich potencjału.

Surowa ocena.             

– Uważam, że ocena moja idei budowy CPK byłaby zupełnie inna, gdybyśmy rozmawiali o tej inicjatywie jakieś 20 lat wcześniej. Szkoda, że przespaliśmy szansę i poszliśmy w kierunku rozdrobnienia, efektem czego są porty lokalne. Musimy działać znacznie wcześniej, a nie podejmować takie decyzje, kiedy właściwie jest już po fakcie, kiedy inni kończą podobne inwestycje i niedługo będą otwierać swoje terminale lotnicze. Swoją szansę zmarnowaliśmy 20 lat temu. Gdyby wtedy w tzw. międzyczasie nie powstało tak wiele portów lotniczych, także z wykorzystaniem dużych środków unijnych na infrastrukturę lotniczą itd., a zdecydowano się na budowę jednego wielkiego portu, to dzisiaj nie byłoby tego tematu. Natomiast w tej chwili mówimy o czymś właściwie już po fakcie.

Mówiąc o gigantomanii, wpisuje się Pan w retorykę Rafała Trzaskowskiego, który podał w wątpliwość ten projekt, wskazując, że po co nam CPK, skoro podobna inwestycja jest realizowana w Berlinie…

– Absolutnie nie. Nie da się ukryć, że CPK to jest gigantomania. Czy jest sens budować port lotniczy między Łodzią, gdzie notabene też jest lotnisko, a Warszawą, przecież mamy też lotnisko w Modlinie, które także ma swój potencjał? To, że Polska jest państwem tranzytowym, jeśli chodzi o linie kolejowe i drogi, nie ulega wątpliwości, ale czy będziemy potentatem lotniczym, jeśli chodzi o centra, to mam poważne wątpliwości. Natomiast pewne jest, że ciągle nie wykorzystujemy własnego potencjału w komunikacji drogowej i kolejowej. Powiedzmy to sobie uczciwie: w komunikacji lotniczej nigdy nie będziemy potentatem, są bowiem państwa znacznie bardziej atrakcyjne od nas. Takie są realia i nie chodzi tu wcale o o to, czy „kochamy” CPK w Berlinie czy też nie. Natomiast chciałbym, żebyśmy tu i teraz uzupełnili nasz potencjał, który jest poważny, a zatem żebyśmy popracowali nad czymś, co jest możliwe i realne do zrobienia. Chodzi o transport wschód – zachód i północ – południe i właśnie na tym skupiłbym swoją uwagę. Z kolei jeśli chodzi o budowanie portu lotniczego w szczerym polu – pomiędzy Warszawą a Łodzią – uważam to za inwestycję wątpliwą.

Czego dotyczą te obawy?

– Oczywiście jest to przedsięwzięcie wykonalne, bo jeśli ma się środki, to właściwie wszystko można zrobić. Ale czy to da się wkomponować w całościowy system, to jest zasadne pytanie. Zwracam też uwagę, że realizacja takiego przedsięwzięcia potrwa kilka lat, a w tym czasie inni, którzy przed nami o tym pomyśleli, będą zbierać owoce swoich wysiłków. Innymi słowy, jest to kopiowanie pomysłów realizowanych już na gruncie europejskim czy światowym. Czy w tej sytuacji powinniśmy wydawać niemałe pieniądze, czy raczej przeznaczyć środki na wyrównanie wykluczenia komunikacyjnego, jak chociażby w takich regionach jak wspomniane już Warmia i Mazury, gdzie drogi lokalne są w fatalnym stanie. Każdy, kto tam mieszka bądź choć raz odwiedził te piękne rejony Polski, wie, o czym mówię. To jest biała plama na transportowej mapie Polski i to tutaj potrzeba środków na dokończenie tego, co powinniśmy zrobić już dawno, ale czego z różnych przyczyn politycznych, niefortunnych decyzji gospodarczych ciągle niestety nie mamy. Tak czy inaczej Rafał Trzaskowski troszczy się o Berlin, a mnie na sercu leży rozwój lokalnej Polski. I to jest zasadnicza różnica.  

Innymi słowy, istnieje zagrożenie, że skupimy się na kosztownym projekcie, co spowoduje, że nie wystarczy nam pieniędzy na realizację zapóźnień komunikacyjnych drogowych czy kolejowych?

– Dokładnie tak. Mówimy o ogromnym CPK wartym miliardy złotych, które ma powstać od zera. Pomijając już – zresztą wspomniane – podłoże społeczne i opór z tym związany, bo nie jedna wioska przestanie istnieć i coś z tymi ludźmi trzeba będzie zrobić, gdzieś ich rozlokować, jest to także kwestia pracy. Należy się też zastanowić, czy jesteśmy gigantem lotniczym i czy powinniśmy aż tak rozwijać tę dziedzinę, zaniedbując przy tym inne, ważniejsze – moim zdaniem – kwestie, o których już wspomniałem. Mam tutaj duże wątpliwości. Podobnie rzecz ma się, jeśli chodzi o porty morskie. Owszem, jesteśmy ważnym państwem w basenie Morza Bałtyckiego, ale potentaci morscy leżą nad oceanami. Przyjąłbym zatem taką oto logikę: wykorzystajmy najpierw to, co mamy realnie, a nie kreujmy czegoś tylko po to, żeby móc odtrąbić sukces.   

Zadowolenia z decyzji o powstaniu CPK w Polsce nie kryją Amerykanie. Generał Ben Hodges podkreślił, że w znaczący sposób poprawiłoby to bezpieczeństwo w regionie, ułatwiając szybki przerzut wojsk…

– Dobrze, ale czy desantu wojsk nie można zrealizować poprzez posiadane już lotniska? Mamy przecież kilka regionalnych portów lotniczych. Ponadto jest Port Lotniczy w Szymanach pod Szczytnem, który de facto jest lotniskiem do dyspozycji wojska – zresztą jak każdy inny port, jeśli taka zaistnieje potrzeba. Dlatego podchodziłbym do tego bardzo spokojnie, w wyważony sposób. Cóż stoi na przeszkodzie, żeby pieniądze na powstanie CPK przeznaczyć na rozwój lokalnych lotnisk, na połączenie komunikacyjne tych lotnisk, co byłoby interesujące? Na przykład połączenie Szczecina szybką koleją z portem lotniczym Szczecin-Goleniów, ponadto zorganizowanie większej ilości wewnętrznych połączeń lotniczych m.in. z Warszawą. Potrzebne jest też rozwiązanie problemu portu lotniczego w Gdyni-Kosakowie, gdzie wciąż hula tylko wiatr, bo Komisja Europejska orzekła, że pieniądze włożone w budowę są niedozwoloną pomocą publiczną. Potencjał zatem jest, trzeba tylko rozwiązać kilka problemów i zacząć działać, a lotniska – te, które mamy – niech służą pasażerom.                         

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki