• Środa, 14 listopada 2018

    imieniny: Serafina, Wawrzyńca

Wojna handlowa to droga donikąd

Poniedziałek, 4 czerwca 2018 (14:25)

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, prezesem Zarządu Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Oddział Wojewódzki w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Politycy europejscy są mocno rozczarowani amerykańskimi cłami na import stali i aluminium z Unii Europejskiej, jakie weszły w życie…

– Do 9 maja 2018 r. wielu Polaków liczyło, że Donald Trump nie podpisze ustawy Just Act 447 w sprawie restytucji mienia ofiar holokaustu. Stało się jednak inaczej. Decyzja o cłach na import stali i aluminium z Unii Europejskiej jest zgodna z amerykańskim prawem.  Natomiast interesujące jest to, że prezydent największej potęgi gospodarczej świata decyzję o wprowadzeniu aż o 25 proc. wyższych ceł na stal i 10 proc. na aluminium podjął w okresie wzrostu gospodarki światowej i dynamicznego wzrostu handlu. Światowy eksport towarów wzrósł w 2017 r. w stosunku do 2016 r. o 4,7 proc., a eksport usług o 7,4 proc. Co ciekawe, w 2017 r. produkcja stali w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 4 proc. do 81,6 mln ton, co dało Ameryce czwarte miejsce w świecie, po Chinach (831,7 mln ton), Japonii (104,7 mln ton) i Indiach (101,4 mln ton). Drastyczny wzrost ceł na stal i aluminium z Unii Europejskiej do Stanów Zjednoczonych dziwi ze względu na fakt, że roczny unijny eksport stali do Ameryki to tylko ok. 5 mln ton. Wystarczyłoby, żeby Trump zaproponował np. ograniczenia kwotowe importu, np. do 5 mln ton stali z Unii rocznie, a prezydent Macron nie musiałby mówić o błędzie. 

Czym zatem kierował się Trump, wprowadzając cła?

– Powodów jest kilka. Według Trumpa stal ma żywotne znaczenie dla amerykańskiej gospodarki i dla sektora wojskowego. Wprowadzenie ceł to realizacja przez prezydenta Trumpa obietnicy wyborczej, że będzie walczył o odrodzenie amerykańskiego przemysłu – w jego ocenie – dławionego od lat przez import taniej stali, głównie z Chin, które jego zdaniem prowadzą od lat politykę dumpingu, tj. sprzedaży na eksport towarów poniżej kosztów produkcji. Wprowadzenie ceł to również bezpośrednie następstwo raportu ministerstwa handlu, w którym stwierdzono, że import stali i aluminium zagraża bezpieczeństwu narodowemu Stanów Zjednoczonych. Jeszcze kilkanaście lat temu amerykańscy producenci stali byli światowymi liderami. Obecnie w dziesiątce największych producentów stali na świecie przewodzi indyjski ArcelorMittal, a za nim są trzy korporacje chińskie, dwie japońskie, południowokoreańska i kolejna indyjska. Warto też przypomnieć, że import stali z Chin do Stanów Zjednoczonych został praktycznie zablokowany w 2016 r. poprzez podwyższenie stawki celnej aż o 522 proc.

Wprowadzając podwyższone cła Stany Zjednoczone nie izolują się od świata?

– Nie sądzę. Stanom Zjednoczonym izolacja absolutnie nie grozi. To największy od lat importer towarów i usług na świecie, w 2017 r. o wartości ponad 2,3 bilionów dolarów, przed Chinami 1,7 bilionów dolarów i Niemcami 1,1 bilionów dolarów. To drugi po Chinach (2,1 bilionów dolarów) eksporter na świecie z 1,5 bilionów dolarów. Natomiast stalowo-aluminiowe zamieszanie może w największym stopniu odbić się na światowym przemyśle motoryzacyjnym. W 2016 r. wartość importowanych na rynek amerykański samochodów wyniosła 173 mld dolarów, a sprzedanych przez firmy zlokalizowane w Stanach Zjednoczonych 53 mld dolarów. M.in. ten właśnie deficyt nie podoba się Donaldowi Trumpowi. Warto przypomnieć, że w 1930 r., w czasach początku światowego kryzysu gospodarczego, Kongres Stanów Zjednoczonych przyjął ustawę wprowadzającą wysokie cła na tysiące produktów importowanych do Stanów Zjednoczonych. W odpowiedzi inne kraje postąpiły podobnie i wówczas nastąpiło załamanie światowego handlu. Dzisiaj potrzeby i dynamika rozwoju Chin, Indii oraz innych krajów azjatyckich, Ameryki Południowej i Afryki stanowi antidotum na politykę celną Waszyngtonu. Tak czy inaczej Stany Zjednoczone nie izolują się. Działania administracji Donalda Trumpa to czasami chaotyczne poszukiwanie nowego miejsca w zmieniającym się układzie sił w gospodarce światowej. 

Unijni politycy zaczynają mówić o odwecie…

– Taka jest ulubiona rola polityków, zwłaszcza unijnych. Donald Trump wielokrotnie pokazał, że raczej nie lubi europejskich polityków. Ale łączne PKB (według parytetu siły nabywczej) krajów Unii Europejskiej (20,4 bilionów dolarów w 2017 r.) jest od kilku lat większe od PKB Stanów Zjednoczonych (18,9 bilionów dolarów). Ponadto różnica prawie 200 milionów konsumentów na korzyść Unii jest ważna z punktu widzenia korporacji amerykańskich eksportujących do Europy. Szczególnie dla sprzedawców usług: Google, Amazon czy Facebook. Wyższe opodatkowanie ich produktów można załatwić w Brukseli w ciągu jednego dnia. Z drugiej strony odwet to zły pomysł zwłaszcza dla europejskiego przemysłu samochodowego. Kuriozalne dla europejskich polityków są twierdzenia Trumpa, że cła na stal i aluminium narzucane na europejskich dostawców są w interesie bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych, kraju lidera struktur NATO.

Czy reakcja unijnych dygnitarzy oznacza, że szykuje się wojna handlowa?

– Czy obłożenie przez Unię cłami amerykańskich dżinsów, soku pomarańczowego, motorówek czy Burbona oznacza wojnę? Wojna handlowa to droga donikąd. Tracą obie strony. Droższa importowana stal i aluminium to wyższe ceny dla amerykańskich konsumentów. Ponad sto działających w Stanach Zjednoczonych hut nie zacznie nagle produkować taniej, bo pojawiły się cła. Co najwyżej amerykańscy producenci uzyskają zyski nadzwyczajne na modernizację swoich hut i stalowni. Wojny handlowej nie będzie, chyba że unijni politycy postanowią wesprzeć amerykańskich lewaków i ich marzenia o impeachmencie, czyli usunięciu z urzędu prezydenta Donalda Trumpa.

Jest szansa, żeby Unia nadal była wyłączona spod wprowadzonych w marcu, a obowiązujących od 1 czerwca amerykańskich ceł?

– To jest możliwe w każdej chwili. Wystarczy, o czym już wspomniałem, by wprowadzić dla Unii np. ograniczenia kwotowe, do zaakceptowania przez Niemcy i problem jest rozwiązany.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział, że jest to zły dzień dla światowego handlu. Oświadczył też, że Unia wprowadzi cła odwetowe na amerykańskie produkty. Czy Unia może się postawić Trumpowi m.in. za pomocą Światowej Organizacji Handlu?

– 31 maja br. w Paryżu, dzień przed wejściem w życie amerykańskich ceł na stal i aluminium, Roberto Azevedo, dyrektor wykonawczy działającej od 1 stycznia 1995 r. Światowej Organizacji Handlu (kontynuatorki utworzonej w 1947 r. organizacji o nazwie Układ Ogólny w sprawie Taryf Celnych i Handlu – GATT), podczas konferencji Organizacji Gospodarczej i Rozwoju apelował do jej uczestników, m.in. ministrów handlu 35 krajów członkowskich, by mieli na uwadze, że „ stabilność systemu handlu jest fundamentem dla gospodarczego dobrobytu”. Azevedo wzywał, aby wystrzegać się eskalacji konfliktu, który spowoduje zakłócenie światowego handlu. Światowa Organizacja Handlu może tylko apelować i proponować, ale decyzje podejmą Donald Trump, Angela Merkel i Emmanuel Macron.

Jak cła na stal i na aluminium z Unii Europejskiej mogą przełożyć się na kondycję unijnych producentów, o których Komisja Europejska tak się nagle martwi?

– Główny problem europejskich producentów stali to niskie, na poziomie poniżej 70 proc., wykorzystanie zdolności produkcyjnych, ograniczone inwestycje w modernizację obiektów, badania i rozwój oraz duża aktywność tanich chińskich dostawców. Mimo to rok 2017 był bardzo dobry dla producentów stali w Unii. Jej produkcja wzrosła u wszystkich największych producentów. Niemcy zanotowały wzrost o 3,5 proc. (produkcja 43,6 mln ton), Włochy o 2,9 proc. (24 mln ton), Francja o 7,6 proc. (15,5 mln ton), Hiszpania o 6,2 proc. (14,5 mln ton).

A w Polsce…?

– W Polsce produkcja stali wzrosła o 14,8 proc. do 10,3 mln ton i tylko żal, że specjaliści od wyprzedaży majątku narodowego oddali kilkanaście lat temu polskie huty i stalownie za kilka procent wartości zagranicznym inwestorom. Natomiast dla europejskich producentów głównym zagrożeniem są tanie dostawy z Chin i polityka klimatyczna.

Unijni politycy liczą, że protekcjonizm Trumpa się skończy. To chyba za mało…?

– Według Światowej Organizacji Handlu, poziom ceł w Stanach Zjednoczonych jest niższy niż w Unii Europejskiej i na świecie. Średnia wstawek amerykańskich to 3,5 proc., w Unii – 5,2 proc., a w Chinach – 10 proc. Szczególnie jest to widoczne przy produktach rolnych. Obniżane od lat 50. stawki celne sprzyjały rozwojowi światowej gospodarki i handlu. W ostatnich kilkunastu latach drastycznie jednak zaczął rosnąć deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych. W 2017 r. było to ok. 800 mld dolarów. Prawie połowa tego deficytu to chińska nadwyżka. Zmniejszanie ceł i barier handlowych – zdaniem prezydenta Trumpa – jest główną przyczyną miliardowych deficytów. Lekarstwem na ogromny deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych mogą być kolejne pomysły protekcjonistyczne Donalda Trumpa.

Problem dotyczy też Meksyku i Kanady, kraje te od lipca zapowiadają cła odwetowe: Meksyk – na amerykańską wieprzowinę, jabłka czy sery, a Kanada m.in. na whisky…

– Decyzje Donalda Trumpa to przykre uderzenie w ideę NAFTA, tj. działającą od 1994 r. Północnoamerykańską Strefę Wolnego Handlu obejmującą trzy kraje: Kanadę, Stany Zjednoczone, Meksyk. Z Kanady Amerykanie importują 16,1 proc. stali, a z Meksyku 9 proc. Najszybciej i zdecydowanie zareagowali Kanadyjczycy, oświadczając, że cła odwetowe będą na tym samym poziomie, co amerykańskie, na produkty o łącznej wartości 16,6 mld dolarów kanadyjskich. Co najciekawsze, połowa amerykańskiego eksportu stali trafia do Kanady i Stany Zjednoczone mają nadwyżkę 2 mld dolarów w handlu stalą z Kanadą. Kanadyjczycy dostarczają do Ameryki duże ilości aluminium dla producentów samolotów i czołgów. Kanada zamierza przenieść problem amerykańskich ceł na forum NAFTA i Światowej Organizacji Handlu. Kanadyjski przypadek potwierdza, że analitycy prezydenta Trumpa niestety, ale nie wykazali się starannością i logiką w swoich działaniach.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki