Zawsze bardzo trafnie diagnozował sytuację w kraju
Środa, 2 stycznia 2013 (21:38)Ksiądz prof. dr hab. Stanisław Nabywaniec z Instytutu Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego, autor dwutomowej publikacji poświęconej dziejom diecezji przemyskiej, głównie w okresie rządów ks. abp. Ignacego Tokarczuka („Sprawa obiektowa nr 1: Kościół: Kościół przemyski w świetle akt rzeszowskiej bezpieki (1944-1989)”)
Moje wspomnienia o ks. abp. Tokarczuku sięgają lat szkolnych. Pierwszy raz, jako uczeń I klasy szkoły podstawowej, zobaczyłem biskupa, kiedy przyjechał do naszej miejscowości. Zatrzymał się przed szkołą, a nasz proboszcz przedstawił go jako nowego ordynariusza diecezji przemyskiej.
W 1969 r. ks. bp Tokarczuk udzielił mi sakramentu bierzmowania, jednak bliżej mogłem poznać i słuchać go dopiero jako kleryk Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Szczególnie czekaliśmy na patriotyczne kazania wygłaszane przez naszego ordynariusza z okazji większych uroczystości, jak chociażby Bożego Ciała. Przyznam, że nigdy nie zawiódł naszych oczekiwań. Zawsze bardzo trafnie diagnozował sytuację jaka w danym momencie panowała w kraju. Mocno akcentował wszelkie przejawy łamania przez władze komunistyczne praw gwarantujących każdemu człowiekowi wolność sumienia i wyznania.
Już po święceniach kapłańskich, których w 1983 r. udzielił mi wówczas jeszcze biskup Tokarczuk, jako wikariusz parafii w Ustrzykach Dolnych miałem okazję przeżywać jedną z wizytacji kanonicznych przeprowadzanych przez ordynariusza przemyskiego.
Muszę przyznać, że byłem zbudowany sposobem wizytowania parafii, które odbywało się w atmosferze spokoju. Tradycją wizytacji były indywidualne spotkania biskupa z kapłanami pracującymi w danej parafii. Ksiądz arcybiskup zawsze zaczynał od najmłodszego i padło na mnie – miałem wówczas niewiele ponad rok kapłaństwa.
Właśnie wówczas biskup Ignacy podjął decyzję o skierowaniu mnie na studia specjalistyczne, czym – nie ukrywam – byłem zaskoczony. Początkowo rozmowa za bardzo się nie układała. Ja byłem trochę onieśmielony tym, że biskup zaproponował mi samodzielną placówkę. Widząc moje zaskoczenie, w pewnym momencie ks. bp Tokarczuk zwrócił uwagę na moją biblioteczkę i powiedział: Widzę, że ksiądz ma dużo książek, więc pójdzie ksiądz na studia. I tak oto po roku od tej rozmowy znalazłem się na studiach na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.
Wcześniej wezwał mnie jeszcze do siebie i spytał, jaki kierunek mnie interesuje. Zaproponowałem historię Kościoła i byłem znów nieco zdziwiony, że biskup się zgodził, bo również dwóch innych księży wybrało ten kierunek.
Po każdym kolejnym roku studiów spotykałem się z moim ordynariuszem. Interesował się postępami w nauce, doradzał, ale także pytał o życie w diecezji, rozmawialiśmy m.in. na tematy związane z budownictwem sakralnym. Kiedy obroniłem doktorat i przyjechałem do Przemyśla, żeby o tym poinformować, ks. abp Tokarczuk od razu zaproponował kontynuację pracy naukowej, co zgodnie z jego wolą mogłem później realizować.
Ksiądz arcybiskup Tokarczuk był i wciąż pozostaje dla nas, kapłanów, szczególnym wzorem duszpasterza. Przykładem człowieka odważnego, który bez względu na okoliczności zawsze piętnował zło w życiu politycznym, społecznym czy gospodarczym. W tym wszystkim zawsze kierował się duchem Ewangelii, patrząc na człowieka w świetle Bożych przykazań. Często podkreślał, że obejmując urząd ordynariusza przemyskiego, nie miał jakiegoś szczególnego, wymyślonego przez siebie programu duszpasterskiego, ale jego programem był Dekalog – tablice z Dziesięcioma Przykazaniami, które zamieścił w swoim herbie biskupim.
Przez cały długi czas swego pasterzowania odwoływał się do tego programu zawartego w Dekalogu. Uważał, że Słowo Boże nie może być oderwane od rzeczywistości, ale powinno odnosić się do bieżących wydarzeń. Wskazywał, jak w oparciu o Boże przykazania poprawiać, korygować i zmieniać świat na lepsze.
not. Mariusz Kamieniecki