• Piątek, 13 marca 2026

    imieniny: Krystyny, Bożeny, Rodryga

Trener, który nie przegrywa

Poniedziałek, 21 maja 2018 (20:30)

Dean Klafurić, który miał być trenerem tymczasowym, a dla wielu przypadkowym, zapisał się na kartach historii Legii Warszawa jako ten, który doprowadził ją do zdobycia Pucharu Polski i mistrzostwa, nie przegrywając po drodze ani jednego meczu.

Legię objął 15 kwietnia. Wcześniej był asystentem Romeo Jozaka, czyli jednego z największych „niewypałów” w dziejach stołecznego klubu. Chorwat został zwolniony po porażce z Zagłębiem Lubin w pierwszym meczu grupy mistrzowskiej. Wydawało się wtedy, że pogrążona w kryzysie drużyna, przegrywająca mecz za meczem, fatalnie spisująca się przede wszystkim na własnym stadionie, pozbawiona stylu i charakteru, ma nikłe szanse na obronę tytułu. Wielu, nawet zagorzałych sympatyków stołecznego klubu, zatrudnienie Klafuricia też odebrało jako akt desperacji i bezradności właściciela klubu. Były selekcjoner reprezentacji Chorwacji... kobiet nie mógł się bowiem pochwalić żadnym imponującym CV, jego nazwisko nawet w ojczyźnie niewiele mówiło. Trener tymczasowy, na dogranie przegranego sezonu – takie padały głosy.

Tymczasem niedoceniany Klafurić błyskawicznie zakasał rękawy i zabrał się do pracy. Na początek zadbał o to, co zburzył jego poprzednik, czyli atmosferę. Zgrana, szanująca się szatnia jest zalążkiem zgranego zespołu i Chorwat tę oczywistość postarał się wcielić w życie. Z powodzeniem, bo pod koniec sezonu Legia stanowiła prawdziwy zespół, w którym jeden walczył za drugiego i nie odstawiał nogi. Ale – co okazało się przełomem – nowy trener zadbał też o to, by piłkarze wiedzieli, co i jak mają robić na boisku. Poukładał ich, wyznaczył konkretne zadania i legioniści wreszcie wychodzili na murawę ze świadomością, o co mają grać. Za Jozaka miewali z tym problemy. Owszem, Legia nie porywała. Nie była drużyną, na której grę patrzyło się ze specjalnym zachwytem. Jednak realizowała taktykę, była konsekwentna i bardzo dobrze zorganizowana, przede wszystkim w defensywie.

Aż trudno w to uwierzyć, pamiętając o tym, co działo się wcześniej, ale Legia Klafuricia nie przegrała ani jednego meczu – a prawie wszystkie wygrała! Zremisowała tylko jeden, z Jagiellonią w Białymstoku. Pokonała Lecha w Poznaniu, Wisłę w Krakowie oraz w dramatycznych okolicznościach, grając w osłabieniu, Wisłę Płock. I dzięki temu niedocenianemu Chorwatowi awansowała na pierwsze miejsce w tabeli i je utrzymała.

– Byłem pewny od pierwszej minuty pracy jako pierwszy trener, że Legia zdobędzie mistrzostwo. Ani razu w to nie zwątpiłem, bo wiedziałem, że mamy najlepszych zawodników w lidze. Gdybym miał wymienić jeden czynnik decydujący o przemianie Legii, to zwróciłbym uwagę na fakt, że w ośmiu meczach aż 20 zawodników rozpoczęło grę od pierwszej minuty. To świadczy o ich jakości. W piłce najważniejsza jest drużyna, każdy musi pracować na wspólny cel, a my tą drużyną byliśmy – powiedział Klafurić.

Zabrzmi to paradoksalnie, ale trener, który osiągnął tak wiele, może już na Łazienkowskiej nie pracować. Został zatrudniony tymczasowo, do końca sezonu. Działacze nieustannie szukali kogoś z bardziej znanym nazwiskiem, do siedziby klubu trafiło mnóstwo ofert z zagranicy i Chorwat doskonale o tym wiedział i wie. – Nie wiem, jaka będzie moja przyszłość. Na ten moment sezon się skończył, zdobyliśmy dwa tytuły, co było naszym celem. Kocham ten klub, podobnie jak miasto. Chciałbym tu zostać, ale to nie moja decyzja – przyznał.

Co jednak ciekawe, każda kolejna wygrana umacniała jego pozycję i dziś startuje z zupełnie innej niż kilka tygodni temu. Dariusz Mioduski, właściciel Legii, przyznał, że Klafurić ze swym sztabem wykonał „świetną pracę” i jest poważnym kandydatem, by na stanowisku pozostać. Czy jednak tak się stanie, okaże się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.

Piotr Skrobisz