Włochy
Cztery dekady zabijania
Poniedziałek, 21 maja 2018 (04:00)Po 40 latach od zalegalizowania aborcji Włochy odnajdują prawdę o życiu.
Tegoroczny Marsz dla Życia w Rzymie zorganizowano dokładnie w rocznicę wejścia w życie tragicznej ustawy. – W czasie tych 40 lat zabito sześć milionów Włochów. Musimy pamiętać o tych ofiarach i mówić wyraźnie, że nie chcemy takiego prawa. Jednocześnie mówimy nasze zdecydowane „nie” projektowi ustawy o eutanazji, który od grudnia jest w parlamencie – mówi „Naszemu Dziennikowi” Virginia Coda Nunziante, przewodnicząca komitetu organizującego marsz. Ze względu na zagrożenie legalizacją eutanazji na marsz zaproszono Viviane Lambert, matkę Vincenta Lamberta, Francuza, któremu grozi śmierć z braku wody i pożywienia.
Duchowe wydarzenie
– Jesteśmy pro-life. Mówimy „stop aborcji” – podkreślają ludzie młodzi i starsi. Przybyło ich kilka tysięcy z całego kraju. Wydarzenie odbywa się w stylu odpowiadającym włoskiej żywiołowości. Głośne okrzyki, śpiewy, bębny. W porównaniu z tego rodzaju marszami znanymi na przykład z USA w Rzymie oczywista jest inspiracja religijna większości uczestników, podczas gdy w innych krajach inicjatorzy usiłują powoływać się raczej na uniwersalne zasady, prawo naturalne i fakty naukowe. Rzymski marsz jest natomiast wydarzeniem duchowym. Uczestnicy przynieśli różańce, obrazy, figury Matki Bożej i św. Józefa, jest wielu księży, kleryków, sióstr zakonnych.
„Tak dla życia, nie dla aborcji”, „Aborcja to przemoc” – głoszą transparenty. Niektóre są bardziej złożone: „Aborcja jest pierwszą na świecie przyczyną śmierci kobiet”, „Aborcja ma dwie ofiary: jedną pozbawia życia na ziemi, drugą – życia wiecznego”.
Większość uczestników to ludzie młodzi, uczniowie, studenci. – Wierzymy w życie, dziecko nienarodzone to człowiek jak każdy inny. Nie wierzę w to, co mówią feministki – zapewnia nas Maria Angela z Umbrii, studentka prawa.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym