Stawiając na Boga, wygrał życie
Środa, 2 stycznia 2013 (10:10)Z ks. bp. Marianem Rojkiem, ordynariuszem diecezji zamojsko-lubaczowskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak wspomina Ksiądz Biskup śp. ks. abp. Ignacego Tokarczuka?
- Myślę, że tak jak dla każdego księdza również dla mnie ks. abp Tokarczuk był przykładem człowieka bezgranicznie kochającego i oddanego Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Był kapłanem, biskupem zatroskanym o los każdego człowieka. Przede wszystkim był jednak pasterzem i ojcem.
Również dla kleryków…
- Oczywiście! Dla wszystkich. Wspominam moje pierwsze kontakty z ks. abp. Tokarczukiem sięgające czasów studiów seminaryjnych w Przemyślu, które rozpocząłem w 1974 r. Jako alumni byliśmy zobowiązani przez władze komunistyczne do służby wówczas jeszcze w Ludowym Wojsku Polskim, w jednostce kleryckiej w Bartoszycach. W trakcie rozmów z oficerami sprawującymi funkcje polityczne, a także z dowódcami dawano nam wyraźnie do zrozumienia, że to, iż tak wielka liczba kleryków z Przemyśla jest powoływana do wojska, jest pewną formą restrykcji za zdecydowaną postawę ks. abp. Tokarczuka, który był nieugięty wobec systemu komunistycznego.
Mieliśmy wówczas świadomość, kim jest nasz ordynariusz. Byliśmy jednocześnie dumni z naszego pasterza i biskupa, który nawet ze strony władz reżimowych był przedstawiany jako człowiek stojący bardzo wyraźnie po stronie zasad chrześcijańskich, który nie idzie na żadną współpracę czy jakiekolwiek ustępstwa. To dawało odwagę do pokonywania trudności, z którymi się spotykaliśmy podczas dwuletniej służby. Tym samym nasz ordynariusz zdobywał jeszcze większy szacunek i autorytet w końcu jeszcze u młodych chłopców, bo przecież niedługo po maturze.
A jak te kontakty wyglądały już po powrocie z wojska do seminarium?
- Te relacje objawiały się zarówno w kontaktach liturgicznych podczas nabożeństw, jak i w kontaktach bardziej bezpośrednich przy różnych rozmowach. W takich momentach czuło się wielki szacunek i respekt wobec pasterza. Zawsze trwaliśmy w oczekiwaniu na słowo ks. abp. wyraźnie ukazujące postawę, jaką powinien przyjmować każdy chrześcijanin, katolik i Polak w tych trudnych czasach. Jako klerycy zauważaliśmy także powagę i ogromny szacunek, jakim ks. abp. Tokarczuka darzyli księża. Dotyczyło to jego decyzji i stanowisk w wielu sprawach. Było też wiadomo, że ksiądz arcybiskup zawsze staje po stronie księży, którzy w jakikolwiek sposób są pociągani do odpowiedzialności za to, że kochają Kościół, że budują Kościół zarówno ten duchowy, jak i materialny i że kochają ludzi. Wszyscy mieli świadomość i pewność, że na księdzu arcybiskupie zawsze można polegać, a on nie zawodził.
Ksiądz arcybiskup Tokarczuk udzielił Księdzu Biskupowi święceń kapłańskich…
- Było to 7 czerwca 1981 r. w katedrze przemyskiej, zaraz potem zostałem skierowany do pracy na parafii. Po roku wówczas jeszcze ks. bp Tokarczuk wysłał mnie na studia specjalistyczne do Rzymu. Był to trudny czas, chociażby z uwagi na problemy wizowe, dlatego w trakcie pięcioletnich studiów tylko raz byłem w Polsce w okresie świątecznym. Była to jednak okazja do spotkania się z moim ordynariuszem, który interesował się, jak przebiega nauka i przygotowania do doktoratu.
Czy ks. abp Tokarczuk był znany wówczas także w Rzymie?
- W trakcie studiów miałem możliwość spotykania się z kapłanami z innych krajów, ale także z przedstawicielami Kurii Rzymskiej. Kiedy tylko przedstawiałem się, że jestem z Polski, z diecezji przemyskiej, momentalnie było przywoływane nazwisko ks. abp. Tokarczuka, jego postać, nieugięta postawa, jego zaangażowanie. To był dodatkowy powód do dumy i bodziec, który wewnętrznie podnosił człowieka na duchu i jeszcze bardziej uświadamiał, że oto pochodzę z diecezji, której przewodzi tak wielki człowiek. Powszechnie znane były przedsięwzięcia ks. abp. Tokarczuka w zakresie tworzenia sieci parafialnej, budowy świątyń, a więc udostępniania duszpasterstwa każdemu człowiekowi.
Jak współpraca układała się już po powrocie Księdza Biskupa do kraju?
- Już po studiach i powrocie do diecezji ksiądz arcybiskup z jednej strony starał się wykorzystać wiedzę swoich kapłanów zdobytą w trakcie studiów, z drugiej jednak strony dbał o to, żeby kapłan, także ten po studiach, był zaangażowany w pracę duszpasterską. Inaczej mówiąc, żeby nie zapominał o podstawowym powołaniu kapłana, jakim jest służba ludowi Bożemu bezpośrednio na froncie duszpasterskim. Dlatego pracując w Seminarium Duchownym w Przemyślu, zarówno ja, jak i inni wykładowcy czy wychowawcy zgodnie z sugestią naszego pasterza angażowaliśmy się w pomoc duszpasterską na parafiach: w niedziele, święta czy chociażby przy okazji spowiedzi.
Czas pracy pasterskiej ks. abp. Tokarczuka nie był łatwy…
- Mijały lata, czas weryfikował osoby, wydarzenia, a ksiądz arcybiskup trwał przy swoim, realizując program duszpasterski, który nakreślił na początku biskupiej drogi, obejmując w 1966 r. stery diecezji przemyskiej. Bezpośrednia walka z systemem reżimowym, podejmowanie wielu decyzji nie było dla niego łatwe, ale to, jak sobie radził z przeciwnościami, świadczyło o jego wielkości i odpowiedzialności. Ksiądz arcybiskup zdawał sobie sprawę, że w pojedynkę będzie mu trudno, dlatego bardzo liczył na współpracę ze strony świeckich, ale przede wszystkim ze strony swoich księży i kleryków. My z kolei zdawaliśmy sobie z tego sprawę, byliśmy dumni ze swego pasterza, którego wspieraliśmy modlitwą i zaangażowaniem. W ten sposób to wspólne dzieło wzrastało, będąc radością dla ks. abp. Tokarczuka, ale także dla nas, kapłanów, którzy byliśmy członkami wspólnoty Kościoła przemyskiego. Jestem przekonany, że wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób zetknęli się z księdzem arcybiskupem i jego licznymi dziełami, doceniają jego osobę, charakter, jasność myślenia, homilie oraz zasady, którymi się kierował i którymi żył do końca.
Co pozostawił nam po sobie zmarły arcypasterz w tym wymiarze duchowym?
- Spuścizna, jaką po sobie pozostawił ks. abp Tokarczuk, jest ogromna i trudno to wyrazić jednym zdaniem. Na pewno tym, co na długo pozostanie nam w pamięci, są jego słowa, homilie, jego mądre przemyślenia, jego wizje prorocze, które jak widzimy - już na naszych oczach się sprawdziły i wciąż sprawdzają w historii Polski i Europy. Wreszcie pozostanie nam i pewnie jeszcze niejeden raz będzie podstawą do przemyśleń i refleksji dorobek literacki, naukowy, cała spuścizna ks. abp. Tokarczuka, która już w pewnym stopniu została opracowana, ale z pewnością będzie przedmiotem kolejnych badań i prac naukowych.
A w wymiarze materialnym…?
- Ks. abp Tokarczuk pozostaje niedoścignionym wzorem budowniczego kościołów, kaplic, plebanii czy domów parafialnych. Tworząc sieć parafialną na terenie archidiecezji przemyskiej, przybliżył duszpasterstwo wiernym. Wszystko po to, żeby nie musieli przemierzać wiele kilometrów, by móc pomodlić się i uczestniczyć we Mszy św. w świątyni. Ksiądz arcybiskup w tamtych niełatwych przecież czasach budził w ludziach poczucie wspólnoty i zatroskania o dobro wspólne, począwszy od zwyczajnych, codziennych spraw po wejście na głębię duchową. Zależało mu, żeby ludzie utożsamiali się z Kościołem, żeby coraz bardziej wrastali we wspólnotę wierzących i wzrastali w modlitwie. Ks. abp Tokarczuk był przykładem człowieka, który kierował się Dekalogiem, jest i pozostanie dla nas namacalnym wzorem, że Słowo Boże, łaska Boża i zasady ewangeliczne nie są oderwane od rzeczywistości, ale sprawdzają się w życiu. I nawet wtedy, kiedy są trudniejsze okresy, stawiając na Pana Boga, stawiamy na trwały fundament i wychodzimy z opresji obronną ręką. Śp. abp Tokarczuk to przykład, że trzeba mieć jasne i klarowne zasady i że warto trzymać się tych zasad.
Z czego wyrastała i w czym tkwiła siła księdza arcybiskupa?
- Przede wszystkim jego siła tkwiła w osobistym związku z Panem Bogiem. Ta jego moc wyrastała z modlitwy i głębokiego życia duchowego, jakie prowadził. Siłę do realizacji kolejnych zadań czerpał z autentycznej miłości do Kościoła i Ojczyzny. Był wielkim patriotą. Fundamentem Jego zasad była rodzina. Wywodził się przecież z rodziny wierzącej, zaangażowanej duchowo. Na tych zasadach, na tych fundamentach się opierał, na nich budował i dzięki temu był tak wielkim człowiekiem, który wygrał swoje życie.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki