• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Trump wykorzystuje słabnącą pozycję Merkel

Piątek, 4 maja 2018 (23:14)

Z dr. hab. Norbertem Maliszewskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, specjalistą ds. marketingu politycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami dwie ważne wizyty w Białym Domu: prezydenta Emmanuela Macrona i kanclerz Angeli Merkel. Mogliśmy zobaczyć przyjazne gesty Trumpa w stosunku do Macrona i na odwrót. Czy Macron urasta do miana lidera Unii Europejskiej, czy tylko się na takiego kreuje?

– Prezydent Emmanuel Macron próbuje wykorzystać sytuację, w której po Brexicie zmniejszyła się rola Wielkiej Brytanii, widząc w tym swoją szansę. Warto przypomnieć, że Wielka Brytania, która zawsze była poważnym partnerem dla Stanów Zjednoczonych, teraz przestanie mieć wpływ na to, co dzieje się w Unii Europejskiej – to po pierwsze. Po drugie, prezydent Donald Trump, wykorzystując sytuację, gra – można powiedzieć – w dobrego i złego policjanta. Widząc osłabioną Angelę Merkel, która wprawdzie wygrała wybory, utrzymując się na stanowisku kanclerza Niemiec, ale ze słabym rezultatem, słabą legitymacją i z poważnymi problemami dotyczącymi stworzenia koalicji rządowej. Donald Trump to dostrzega, stąd wykorzystuje słabość kanclerz Niemiec i rzekomo daje palmę przywództwa w Unii Europejskiej Emmanuelowi Macronowi. Oczywiście jest to tylko pewnego rodzaju gra o charakterze politycznym, co nie oznacza wcale, że gesty, jakie obserwujemy, przeobrażą się w trwałe sojusze, że dajmy na to Francja stanie się drugą Wielką Brytanią w Unii Europejskiej. Natomiast ta współpraca Stanów Zjednoczonych z Francją będzie oczywiście bliższa, a wszystko po to, żeby jeszcze bardziej osłabiać Angelę Merkel.      

A co z Merkel, której wizyta w Białym Domu – choć cieplejsza niż przed rokiem, to jednak nie przyćmiła gestów Trumpa wobec Macrona?

– Prezydent Donald Trump ma tutaj do ugrania trzy cele, które notabene zapowiedział w kampanii wyborczej. Pierwszy to jest wzrost wydatków PKB państw członków Sojuszu Północnoatlantyckiego m.in. w Unii Europejskiej na obronność do 2 proc. PKB. Cel drugi to zmiana niekorzystnego bilansu w handlu między Stanami Zjednoczonymi a państwami Unii Europejskiej. Przypomnę tylko, że ten bilans jest wyraźnie niekorzystny dla Stanów Zjednoczonych, co oznacza, iż Amerykanie importują z Unii Europejskiej o 150 miliardów dolarów towarów więcej niż eksportują. Prezydent Trump oczekuje więc korekty zmierzającej do obniżenia deficytu tej wymiany handlowej. Konsekwencją tego są zapowiedziane przez prezydenta Trumpa taryfy celne, co z kolei jest szczególnie bolesną sprawą dla Niemiec, które eksportują samochody, a taryfy mocno uderzają w ich przemysł. Przypomnę tylko, że Unia Europejska ostro skrytykowała zapowiedzianą w marcu decyzję prezydenta Donalda Trumpa o wprowadzeniu karnych ceł na produkty stalowe i aluminiowe sprowadzane do Stanów Zjednoczonych. Trzecią kwestią dotyczącą wyborczych obietnic Donalda Trumpa jest sprawa porozumienia nuklearnego z Iranem. Trump w przeciwieństwie do Niemiec czy Francji, które chcą utrzymać status quo, nie wierzy w dobre intencje Teheranu i stąd nie godzi się na ustępstwa dotyczące sankcji wobec Iranu. Osłabiona Angela Merkel w każdej z tych kwestii musi pójść na większy kompromis oczekiwany przez Donalda Trumpa.

Co zatem przed nami?

– Trump będzie parł do realizacji możliwie największej ilości celów. Jeśli chodzi o taryfy celne, to rozwiązaniem może być np. ustalenie pewnych kwot na eksport, tak żeby chronić rynek Stanów Zjednoczonych. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że Iran nie ma szerokiej wymiany handlowej ze Stanami Zjednoczonymi, natomiast ta wymiana jest dużo większa z Unią Europejską, w związku z tym sankcje amerykańskie wobec Teheranu, ale bez wsparcia ze strony unijnej byłyby nieskuteczne, w tej sytuacji Donald Trump musi zabiegać o wsparcie państw Unii w realizacji swojego celu. Wreszcie ostatnia rzecz, mianowicie Niemcy, owszem, obiecują wzrost wydatków na obronność, bo są dużo pod kreską, ale prezydent Trump oczekuje nie deklaracji, ale konkretów. I to, że ubiegłoroczna wizyta Merkel w Białym Domu była chłodna, że wręcz był to dla pani kanclerz zimny prysznic, nie oznacza, że teraz, choć to przyjęcie było dużo cieplejsze, Trump chce wzmocnić Merkel, bo w tyle głowy cały czas ma wspomniane trzy cele, które sobie postawił w kampanii wyborczej.

Z tymi cłami odwetowymi to stanowisko Trumpa chyba nie jest aż tak drastyczne, bo – jak słyszymy – prezydent jednak odroczył o miesiąc wprowadzenie ceł na stal i aluminium importowanych z Unii Europejskiej, Kanady i Meksyku. Czy to jednak nie jest pokłosie wizyt Macrona i Merkel w Białym Domu?

– Nie sądzę. Warto mieć na uwadze, że Donald Trump, zanim został gospodarzem Białego Domu, był biznesmenem i jako prezydent w polityce myśli tak samo, jak myślał w biznesie. Inaczej mówiąc, wszystko, co robi, czyni w sposób przemyślany i jest w tym konsekwentny. Owe taryfy w wysokości 25 proc. na stal i 10 proc. na aluminium to są – można rzec – pierwsze cele negocjacyjne, a alternatywą są kwoty na eksport stali i aluminium. Więc tak naprawdę w końcowym efekcie Donald Trump osiągnie jakiś pośredni cel, ale taki, jaki sobie założył. Dlatego przedłuża negocjacje, daje czas po to, żeby wypracować cel prawdziwy, rzeczywisty, który sobie postawił. Można zatem powiedzieć, że te pierwsze warunki są warunkami brzegowymi, od których się zaczyna rozmowy negocjacyjne. Ważne, aby w efekcie finalnym osiągnąć założony cel.

Nie zmienia to faktu, że Angela Merkel – tak hołubiona przez Obamę – za Trumpa traci wpływy w Białym Domu. Trump wytknął chociażby to, że Niemcy stronią od zaangażowania militarnego, nie rozwijają się w tym względzie i przeznaczają zbyt mało na obronność…

– Jak wspomniałem, obronność to jeden z priorytetów prezydenta Trumpa. Do tej pory Stany Zjednoczone ponosiły ogromne koszty związane z zapewnieniem pokoju na świecie i Trump jako ekonomista chce z tym skończyć, a przede wszystkim dbać o rozwój swojego kraju. Tym samym chce, aby środki przeznaczane na obronność przez poszczególnych członków NATO były proporcjonalne do założeń. O ile chwalona przez prezydenta Trumpa Polska jako jeden z nielicznych krajów przeznacza na obronność 2 proc. swojego PKB, o tyle Niemcy są grubo pod kreską, a ich armia w obecnym stanie pozostawia wiele do życzenia. Nic więc dziwnego, że prezydent Trump wykorzystuje każdą okazję, żeby wytknąć – w tym wypadku Niemcom, że w tym względzie robią za mało. Angela Merkel jeszcze do niedawna była okrzyknięta przywódcą liberalnego świata, ale po ostatnich wyborach w wyniku słabego rezultatu miała trudności ze zbudowaniem koalicji we własnym kraju. Nic zatem dziwnego, że słabnąca w Niemczech Angela Merkel jest również słabsza na arenie międzynarodowej. I Donald Trump wykorzystuje słabość kanclerz Merkel po to, żeby osiągać swoje polityczne cele. Widać nie zamierza jak jego poprzednik Barack Obama wzmacniać Angeli Merkel, bo wie, że wówczas byłoby mu trudniej osiągać swoje cele. Dlatego konsekwentnie korzysta z tej słabości, po to, żeby wynegocjować więcej.  

Jaka Unia Europejska – słaba czy mocna – jest w interesie Stanów Zjednoczonych?

– Unia Europejska powinna być mocna. Natomiast Donald Trump to polityk pragmatyczny, który w swojej polityce kieruje się przede wszystkim interesem wewnętrznym Stanów Zjednoczonych. Proszę sobie przypomnieć, że podobnie było na początku kadencji Baracka Obamy, który też zamierzał się koncentrować głównie na polityce wewnętrznej. Jak wiemy, z czasem to podejście się zmieniło, bo prezydent Obama coraz bardziej stał na stanowisku, że im silniejsza jest Unia Europejska, tym mniej problemów do rozwiązania w polityce zagranicznej spoczywać będzie na Stanach Zjednoczonych. Podejście prezydenta Donalda Trumpa jest diametralnie inne, przy czym Stany Zjednoczone są wciąż w centrum zainteresowania obecnego gospodarza Białego Domu.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki