• Piątek, 14 grudnia 2018

    imieniny: Alfreda, Jana, Izydora

III niedziela wielkanocna

Ewangelia

Niedziela, 15 kwietnia 2018 (09:55)

Łk 24,35-48

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba.

A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam!”.

Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.

Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?”. Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich.

Potem rzekł do nich: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma.

I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego”.

 


 

Rozważanie

Święte rany

Znane jest opowiadanie o spotkaniu św. Marcina z postacią, która przedstawiła się jako Chrystus. Rozpoczął się dialog. Miraż wydawał się tak wiarygodny, że święty prawie uwierzył w jego realność. W pewnym momencie, chcąc ostatecznie upewnić się co do prawdziwości osoby, zapytał: „A gdzie są Twoje rany?”. Postać zniknęła. Znakiem rozpoznawczym chrześcijan jest krzyż. Czasem stawia się nam zarzut: – Mówicie, że Chrystus powstał z martwych. Po co wspominać narzędzie męki? Odpowiedź daje nam dziś Jezus: „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem”. Zmartwychwstanie nie unieważnia Golgoty – nadaje jej nowy sens. Jezus nie zmienił świata „z automatu”. Nie zabrał chorób, cierpienia, smutku, samotności. Nie sprawił, że śmierć przestała zbierać swoje żniwo. Ale nadał im sens, nową wartość, sam stając się punktem odniesienia. Pokazał, że „wszystko jest po coś”. Kościół – podobnie jak jego Założyciel – uwiarygodnia się przez swoje rany. Jest wspólnotą ludzi grzesznych, poranionych w widzialnych i niewidzialnych bitwach. Do bólu realną. Posiada jednak moc – płynącą ze stałej obecności Trójjedynego Boga – przywracania utraconej jedności. Kościół jest „szpitalem polowym”, gdzie wszyscy zranieni mogą powrócić do pełni sił.

 

 

Łk 24,35-48