• Czwartek, 26 kwietnia 2018

    imieniny: Marzeny, Klaudiusza

Zaczynają się prawdziwe emocje

Piątek, 13 kwietnia 2018 (15:26)

Tu każdy punkt może być na wagę złota, tytułu bądź utrzymania – piłkarze ekstraklasy rozpoczynają dziś walkę w grupach mistrzowskiej i spadkowej, w przeciwieństwie do lat minionych, z zachowaniem dorobku zdobytego w sezonie zasadniczym.

Jak sympatycy futbolu doskonale pamiętają, w rozgrywkach poprzednich, po 30 ligowej kolejce, dzielona była nie tylko tabela, ale i punktowa zdobycz wszystkich drużyn. Różne to wywoływało komentarze. Jedni taki system chwalili, przekonując, że dzięki niemu zmagania są ciekawsze. Drudzy wskazywali, że to rozwiązanie chore i niesprawiedliwe. W końcu postanowiono, że ekstraklasa nadal będzie toczyła się według schematu 30+7, ale bez kontrowersyjnego dzielenia punktów.

W minioną sobotę ligowcy zakończyli sezon zasadniczy. Ostatnia kolejka przyniosła zmianę na fotelu lidera i tak z pierwszego miejsca wyścig o tytuł rozpocznie Lech. Poznaniacy na taki stan rzeczy zapracowali. Po okresie, gdy grywali tak sobie, mecze udane przeplatając kiepskimi (szczególnie na boiskach rywali, gdzie notorycznie nie potrafili wygrywać), złapali wiatr w żagle, wygrali cztery kolejne mecze, w tym z Jagiellonią Białystok, Wisłą Kraków i Górnikiem Zabrze (żadna drużyna z czołówki nie miała tak ciężkiego kalendarza na finiszu), i to zaowocowało awansem na pozycję lidera. Lech nabrał przy tym siły mentalnej i na Bułgarskiej już nikt nie ukrywa, o co będzie walczył. Tytuł to jedyny cel interesujący poznaniaków. Trener Nenad Bjelica mówi o tym wprost, z pewnością w głosie i przekonaniem, że jego zespół na mistrzostwo stać. Dziś wieczorem zmierzy się z Koroną Kielce i będzie mógł wykonać kolejny krok do przodu.

Po sezonie zasadniczym uformowała się trójka, która między sobą powinna stoczyć bój o wszystko. Ta trójka, prócz Lecha, to Jagiellonia i Legia. Białostocczanie i warszawianie mają na kontach o punkt mniej od „Kolejorza”. To niewiele, pozwalające przypuszczać, że wszystko może się rozstrzygnąć nawet w ostatniej kolejce. Na Łazienkowskiej nikt nawet sobie nie wyobraża, by Legia mogła oddać tytuł. W Białymstoku, po ostatnich wpadkach, hurraoptymizmu nie widać, ale paradoksalnie dla Jagiellonii mniejsza presja może się okazać kluczem do sukcesu. „Jaga” jutro spotka się z Górnikiem Zabrze i to może być najciekawszy mecz całej kolejki, biorąc pod uwagę sytuację w tabeli oraz ambicje i perspektywy obu tych drużyn. Ślązacy po wybitnej jesieni wiosną spuścili z tonu i jeśli chcą jeszcze powalczyć w lidze o coś więcej, nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów. Legia z kolei podejmie Zagłębie Lubin i będzie mogła udowodnić, że ostatnia wygrana z Pogonią stanowiła zapowiedź powrotu na właściwe tory.

Z uwagą przypatrywać się będziemy również poniedziałkowemu starciu obu Wiseł. Ta z Płocka w pięciu ostatnich meczach zdobyła aż 13 punktów, awansowała na czwarte miejsce w tabeli i wysłała sygnał o treści: uważajcie na mnie, bo jeszcze mogę sporo namieszać. Wisła Kraków po efektownej wygranej na Łazienkowskiej zanotowała kiepskie występy z Lechem i Sandecją i jeśli marzy się jej jeszcze włączenie się do walki o czwarte miejsce, musi z Płocka wrócić z tarczą.

Sytuacja w grupie mistrzowskiej jest arcyciekawa. Wspomniane czwarte miejsce może – jeśli Legia Warszawa zdobędzie Puchar Polski i zakończy sezon na podium – zagwarantować udział w kwalifikacjach Ligi Europejskiej. Teoretycznie szanse, by je zająć, mają wszystkie ekipy plasujące się obecnie na lokatach 4.-8. Stąd każdy ma o co walczyć i o co grać.

W grupie spadkowej nic nie grozi Arce i Cracovii – mają tak dużą przewagę nad konkurentami, iż ich trenerzy mogą spokojnie sprawdzać młodzież. Ale pozostała szóstka niczego pewna być nie może. W najtrudniejszym położeniu znajduje się Sandecja – do bezpiecznego miejsca traci pięć punktów, a ostatni mecz wygrała 17 września. W niedzielę zmierzy się ze Śląskiem Wrocław, który w 2018 roku też nie zaznał smaku zwycięstwa.

Program 31. kolejki: piątek: Arka Gdynia – Lechia Gdańsk (18.00; sędzia Paweł Raczkowski, Warszawa), Lech Poznań – Korona Kielce (20.30; Krzysztof Jakubik, Siedlce); sobota: Cracovia – Piast Gliwice (15.30; Paweł Gil, Lublin), Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze (18.00; Tomasz Kwiatkowski, Warszawa), Legia Warszawa – KGHM Zagłębie Lubin (20.30; Tomasz Musiał, Kraków); niedziela: Pogoń Szczecin – Bruk-Bet Termalica Nieciecza (15.30; Bartosz Frankowski, Toruń), Śląsk Wrocław – Sandecja Nowy Sącz (18.00; Piotr Lasyk, Bytom); poniedziałek: Wisła Płock – Wisła Kraków (18.00; Artur Aluszyk, Barlinek).

 

 

Piotr Skrobisz