Europejska propaganda sukcesu
Wtorek, 1 stycznia 2013 (08:32)Dariusz Sobków, dyplomata, były ambasador tytularny Polski przy Unii Europejskiej:
Myślę, że w kilku ważnych dla Polski sprawach był to dobry rok. Po pierwsze, w 2012 roku wyszła na jaw istotna dla Kościoła polskiego i zrazem powszechnego prawda - jeszcze do niedawna nie była tak oczywista dla niektórych. Otóż w Polsce i Europie mamy do czynienia z nowymi formami dyskryminacji chrześcijan. Ta prawda sama w sobie przykra, ale przynajmniej można o tym mówić otwarcie. Chodzi o to, że wartości antykatolickie, antyrodzinne, antypatriotyczne są promowane przez instytucje publiczne i państwowe. Obrona wartości tradycyjnych spotyka się z obrażaniem ludzi Kościoła, niekiedy wyrzucaniem wiernych z pracy za manifestowanie swoich przekonań. Zakony są dyskryminowane w Polsce w swojej posłudze społecznej i gospodarczej - rzecz niespotykana od czasów komunizmu, znana dobrze z czasów zaborów.
Wracają praktyki totalitarne, tym razem w wydaniu państwa liberalnego. To wszystko jest smutne, ale udało się przebić z ważną prawdą o dzisiejszym państwie - oficjalnie demokratycznym i liberalnym, faktycznie zaś inwigilującym swoich obywateli i dyskryminującym Kościół. Nie sposób przypomnieć, na jakie ataki naraził się dyrektor Radia Maryja ojciec Tadeusz Rydzyk CSsR, gdy ponad rok temu przypomniał tę prawdę w Parlamencie Europejskim w Brukseli, powiedział o dyskryminacji przez rząd geotermii toruńskiej. Do tego doszło bezprawne, gdyż formalnie nieuzasadnione, odrzucenie wniosku o przyznanie koncesji dla Telewizji Trwam.
Na szczęście małym sukcesem mijającego roku jest możliwość mówienia o tych sprawach. Ataki na Radio Maryja i dyskryminacja Telewizji Trwam są faktem powszechnie znanym i w większości potępianym przez Polaków. Miliony podpisów w obronie Telewizji Trwam, setki tysięcy manifestujących w całym kraju w obronie wolności słowa, piękna pielgrzymka 7 listopada 2012 roku do Grobu św. Piotra w Rzymie – to znaki odrodzenia wiary w Polsce. Przypomina to trochę takie polskie przedwiośnie, atmosferę końca lat 80. Dzisiaj polskie MSZ kompromituje się przy każdej okazji. Początkiem tego była nota do Watykanu w sprawie brukselskich wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka CSsR. Notę Stolica Apostolska uznała za gest, na który nie pozwoliliby sobie dyplomaci nawet kubańskiego czy afrykańskiego reżimu.
Jak widać, ataki na Kościół w Polsce zawsze kończą się tak samo - kompromitacja reżimu, który dyskryminuje katolików. Zwróćmy także uwagę na to, że prawda przypomniana w 2011 roku przez ojca dyrektora w Brukseli weszła w 2012 roku do języka publicznego. Dzisiaj bardzo wiele osób publicznych, biskupów, polityków, prawników ma odwagę o tym mówić i przestrzegać przed antykatolickimi działaniami państwa liberalnego.
Rok 2012 był czasem budzenia się prawdy w życiu publicznym, a także budzenia się wielu ludzi, którzy domagają się prawdy i sprawiedliwości w życiu medialnym i publicznym w Polsce. Po takim roku wiary w prawdę nadchodzi rok pełen nadziei.
Unia przypomina sypiący się system sowiecki
O ile dla Kościoła w Polsce i w Europie miniony rok był czasem odważnego mówienia o dyskryminacji chrześcijan w naszych krajach, o tyle dla Unii Europejskiej rok 2012 był kolejnym rokiem marazmu i strachu informowania swoich obywateli o rozsypującym się systemie politycznym oraz gospodarczym.
Unia Europejska weszła w okres propagandy sukcesu wbrew faktom i liczbom świadczącym o końcu pewnej ery w Europie. Dotychczasowy system decyzyjny ukształtowany traktatami rzymskimi 1957 roku i rozwinięty traktatem z Maastricht oraz traktatem z Lizbony stał się niewydolny i niezdolny do rozwiązywania problemów europejskich. Nigdy dotąd UE nie znała takiego kryzysu.
Szczyty europejskie zwoływane są co miesiąc, dawniej co pół roku, a mimo to problemy narastają. Połowa młodych Hiszpanów i co czwarty młody Polak nie mają pracy. Pozostali boją się o utratę swoich tzw. McDonald jobs - po naszemu „umowy śmieciowe”. Wykształcony absolwent szkoły marketingu we Francji marzy o pracy w sieci McDonald's jako kelner. W Polsce absolwenci prestiżowych uczelni warszawskich czy krakowskich cieszą się z możliwości wyjazdu do pracy jako barman czy kelnerka w małej mieścinie w Anglii, choć i o to jest już coraz trudniej.
Zamiast nowego projektu europejskiego miniony rok w Brukseli przyniósł nam pomysły o nowych podatkach płynących bezpośrednio do Brukseli oraz kryzys budżetowy na niespotykaną do tej pory skalę - brak uchwalenia budżetu na najbliższe lata. Gdyby nie odwaga premiera brytyjskiego i czeskiego, opinia europejska być może nadal byłaby usypiana obietnicami, że pieniądze biorą się znikąd.
Zamiast odważnej próby odpowiedzi na to, jak zaradzić problemom w nowym 2013 roku, UE zadbała o przyznanie Nagrody Nobla przez parlament Norwegii w dziedzinie pokoju. Ponieważ nikt nie wiedział o tym, że UE kandyduje do tej nagrody, którą utopiono by w przedbiegach, po przyznaniu jej pojawiły się w Brukseli wiele mówiące o tym anegdoty. Jedne mówiły, że jest to nagroda pocieszenia dla najsłabszej organizacji międzynarodowej, inne twierdziły, że Norwegia chce w ten sposób wspomóc budżet UE - Nagrodzie Nobla towarzyszy czek na milion euro.
Najciekawsze porównanie usłyszałem od polskiego dyplomaty: Michail Gorbaczow na rok przed aresztowaniem przez puczystów też dostał pokojowego Nobla i tuż po tym stracił pracę. Unia Europejska pod wieloma względami przypominała w 2012 roku sypiący się system sowiecki. Wszystko wkoło szwankuje, ludzie nie mają godziwej pracy, a władza wręcza sobie medale. Cóż, być może miniony rok nie był dla UE początkiem końca, ale na pewno był końcem początku Unii Europejskiej stworzonej na czasy prosperity gospodarczej. Nadchodzący rok winien być dla UE czasem odważnego definiowania problemów.
Na początek należy mieć odwagę mówienia o swoich problemach bez tematów tabu, takich jak często zbyt wysokie zarobki funkcjonariuszy UE, przerost tworzenia prawa nad pomocą gospodarce UE, rewizja ideologicznego podejścia do spraw klimatycznych. Zamiast tworzenia raportów na temat wpływu zmian klimatycznych na kobietę w 2012 roku, należałoby życzyć wolności mówienia w UE o ideologicznych przyczynach bezrobocia wśród młodych. Wszystkie pozostałe kontynenty świata nie mają tak wielkiego kryzysu finansowego jak UE i nie dostają też Nagród Nobla.
Rok 2013 winien więc chyba być dla UE rokiem hasła: mniej nagród dla przywódców, więcej pracy dla młodzieży.
not. IK