Jest wiele pożytecznych owoców naszej posługi
Poniedziałek, 31 grudnia 2012 (11:05)Z siostrą Taidą Lolo ze Zgromadzenia Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim, pracującą 11 lat na Syberii w Usolu Syberyjskim, 70 km na zachód od Irkucka, rozmawia Jacek Dytkowski
Jaka jest geneza klasztoru Sióstr Albertynek w Usolu Syberyjskim?
- Początek albertyńskiego dzieła miłosierdzia na Syberii jest związany z rokiem jubileuszowym - 2000, kiedy to władze naszego zgromadzenia odpowiedziały pozytywnie na prośbę o. biskupa Jerzego Mazura i oficjalnie ogłosiły „nabór chętnych” do pracy na Syberii. Jeszcze zimą 2001 r. było wiadomo, kto pojedzie. Wśród trzech sióstr znalazłam się również ja. Ucieszyłam się, gdyż odczytałam ten fakt jako „przybicie pieczątki woli Bożej” na moim zgłoszeniu. O chęci wyjazdu poinformowałam przełożonych w lipcu 2000 r., zaraz po przyjeździe z Narodowej Pielgrzymki do Rzymu. Tam, na placu św. Piotra rozeznałam, że powinnam jechać na Syberię. Wcześniej rozważałam tę decyzję. Usłyszawszy o wyjeździe, powiedziałam sobie, że właściwie nic mi nie stoi na przeszkodzie. Przemawiało za tym wiele argumentów. Po pierwsze, stara jeszcze nie jestem - miałam wtedy 35 lat. Posiadałam przygotowanie do pracy z dziećmi, ponieważ wcześniej pracowałam w domu samotnej matki, w domu pomocy społecznej dla dzieci i młodzieży upośledzonych umysłowo. Ponadto ukończyłam socjologiczne studia zaoczne o specjalności pracy socjalnej na Uniwersytecie Jagiellońskim, język rosyjski dosyć dobrze pamiętałam ze szkoły podstawowej i liceum. Poza tym kulturę i mentalność narodu rosyjskiego odbierałam jako zbliżoną do polskiej, chociażby ze względu na słowiańskie korzenie.
Klimat syberyjski Siostry nie przerażał?
- Wręcz przeciwnie, wydawał mi się o wiele bardziej znośny niż tropikalny. Pomyślałam, że trzeba się tylko bardziej ubierać i to wszystko. Wyjazd na Syberię trzyosobowej albertyńskiej wspólnoty nastąpił 5 września 2001 r. Do Irkucka przyleciałyśmy 6 września. Pierwsze pół roku spędziłyśmy gościnnie w Kurii Biskupiej w Irkucku, gdzie razem z innymi przygotowującymi się do duszpastersko-misyjnej pracy przechodziłyśmy kurs języka rosyjskiego i znajomości historii i kultury Rosji. Oficjalnie 11 lutego 2002 r. zaczęłyśmy systematyczną pracę w Usolu Syberyjskim, liczącym 83 tys. ludzi mieście, zubożałym po pieriestrojce.
Jakie funkcje pełni klasztor w okolicy Usola Syberyjskiego?
- Zgodnie z życzeniem o. biskupa w Usolu Syberyjskim przejęłyśmy prowadzenie projektu pomocowego „Znaleźć swoje miejsce w życiu" przewidzianego na 3 lata i sponsorowanego przez Caritas Polska. Projekt obejmował 50 dzieci, z których część – około 15 - spała na rurach ciepłego ogrzewania. Pozostałe miały rodziny, ale ich dysfunkcyjność sprawiała, że pociechy były pozostawione same sobie. Były głodne, źle ubrane, brudne, notorycznie wagarowały, włóczyły się po ulicach, narkotyzowały się wąchając środki chemiczne, żebrały, popełniały drobne kradzieże. To dzieci, dla których domem była ulica. Ona ich „przygarniała, karmiła, wychowywała i uczyła”.
Praca z tymi dziećmi odbywała się od podstaw. Jak w klasycznej definicji pracy socjalnej zawierała sieć działań mających na celu taką pomoc w zaspokajaniu potrzeb, która w przyszłości dawała możliwość usamodzielnienia. Do dzisiaj nasze działania pomocowe organizujemy w myśl zasady naszego założyciela św. Brata Alberta: „Biedakowi trzeba najpierw dać jeść, potem trzeba dać mu ubranie, potem dach nad głową, potem pracę, a na końcu trzeba mówić mu o Bogu”, stosując gradację potrzeb. Pracując z dziećmi, zapoznałyśmy się także z ich rodzinami.
Jak w praktyce wygląda pomoc?
- Od rozpoczęcia naszej pracy do dziś organizujemy gorące posiłki. Od kilku lat przygotowujemy je same. W miarę potrzeb comiesięcznie od kilku lat wydajemy produkty spożywcze i środki czystościowe dla 35 rodzin. Pomagamy w zakupie odzieży sezonowej i szkolnej oraz w całym procesie uczenia.
Wypełnianie obowiązku szkolnego jest warunkiem korzystania z naszej pomocy. Na początku niektórym dzieciom trzeba było „torować drogę” powrotu do szkoły, a potem dopiero wymagać, żeby do niej uczęszczały. W razie potrzeb pomagamy także w remoncie mieszkań i zakupie niezbędnych sprzętów. To wszystko jest możliwe dzięki sponsorom indywidualnym i zbiorowym, różnym organizacjom z kraju i z zagranicy. Być może ktoś z Czytelników tego wywiadu wspiera nasze albertyńskie dzieło miłosierdzia na Syberii. W imieniu wspólnoty, zgromadzenia i własnym pozdrawiamy bardzo serdecznie i gorąco dziękujemy.
Pomoc materialna to nie wszystko, żeby sprowadzić na dobrą drogę dzieci pochodzące nierzadko z patologicznych rodzin…
- Od 2002 roku prowadzimy świetlicę socjoterapeutyczną dla dzieci i młodzieży. Ma ona przede wszystkim cel profilaktyczny, żeby „utrudnić dzieciom” ucieczkę z „niekochających, dysfunkcyjnych rodzin i ciasnych i zaniedbanych mieszkań” na ulicę, gdzie się można „bardzo szybko wykoleić”. W świetlicy praktykujemy indywidualne podejście do każdego dziecka i przyjmujemy je takim, jakie jest. Organizujemy różne atrakcyjne zajęcia. Komputerowe, sportowe, muzyczne, plastyczne, teatralne, turystyczne i katechetyczne, m.in. latem „wakacje z Bogiem” nad Bajkałem. Dzieci mają bardzo dużo talentów. Świetlicę traktują jako swój kąt. Często przyprowadzają jeszcze swoich kolegów i koleżanki niekoniecznie z biednych rodzin. Same sprzątają. Aktualnie mamy już dorosłych wychowanków. Stąd też drobne remonty wykonuje sama młodzież.
Ile dzieci mają Siostry pod swoją opieką?
- Dzieci przebywających pod naszą opieką jest i zawsze było około 50, w różnym wieku. Aktualnie najmłodsze przychodzące do świetlicy mają około 2,5 roku, a najstarsze są po dwudziestce. Celem naszej pracy wychowawczej było ułatwić dzieciom start życiowy, żeby fakt, iż urodziły się w dysfunkcyjnych rodzinach, nie ciążył na nich jak przekleństwo. Patrząc z perspektywy czasu, widzę, że w wielu wypadkach to się udało. Dużo naszych pierwszych podopiecznych skończyło szkoły, otrzymało wykształcenie: zawodowe, średnie lub wyższe. Mają pracę. Chłopcy wyszli z wojska. Mają nawet swoje samochody, ciasny własny kąt i rodziny. Mówią do nas: "Co byśmy bez was zrobili?". Młodsi uczą się, zamiast „włóczyć”. Rozwijają swoje talenty. Kilku gra na gitarach i chętnie uczą innych. Nasza praca jest potrzebna i cieszymy się z tego, dalej „czyniąc wszystkim dobrze” - jak mówiła nasza współzałożycielka bł. Matka Bernardyna.
Dużo Polaków mieszka w tym rejonie?
- Jak twierdzi tutejszy historyk Irkucjanin polskiego pochodzenia Bolesław Sergiejewicz Sziostakowicz, każdy piąty mieszkaniec Usola i Irkucka ma polskie pochodzenie. Polacy na Syberii znaleźli się jako zesłańcy popowstaniowi, jako dobrowolni osiedleńcy jeszcze za czasów carskich i jako ofiary represji i przymusowych przesiedleń w 1940 r. i kolejnych latach. Ludzi o polskich korzeniach spotykamy w naszej parafii w Usolu na spotkaniach polskich organizowanych przez Konsulat RP w Irkucku przy współpracy polskich wspólnot w Usolu i w Irkucku. Spotykamy ich także na co dzień - w urzędach, sklepach i tramwajach. Zwykle sami się odzywają, słysząc nasz polski akcent, i opowiadają swoją historię rodzinną. To są miłe spotkania dla obydwu stron.
Jak w Usolu Syberyjskim wyglądają święta Bożego Narodzenia?
- Nie jest to łatwe pytanie. Trzeba zacząć od tego, że w Usolu jak w każdym z rosyjskich miast po pieriestrojce Rożdiestwo (tak się nazywa Boże Narodzenie) jest oficjalnie obchodzone 7 stycznia według juliańskiego kalendarza używanego w prawosławnej Cerkwii. To dzień wolny od pracy i nauki. W telewizjach pokazuje się transmisje głównych nabożeństw z Moskwy i z lokalnych kościołów prawosławnych. To dzień, w którym wierzący i praktykujący prawosławni gromadzą się na uroczystych nabożeństwach, a następnie świętują z pięknymi tradycjami w domach w rodzinnym gronie. Jest też stary prawosławny zwyczaj kolędowania. Tego dnia rozlega się piękny i radosny dźwięk dzwonów. Już od początku grudnia w sklepach jest dużo bardzo ładnych kartek z życzeniami z napisem: „Z Nowym Godom i Rożdiestwom”.
Ludzie nawet na ulicach pozdrawiają siebie nawzajem „Z Rożdiestwom”. Jednocześnie jest to dzień, w którym niewierząca większość mieszkańców naszego miasta nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego, o co w tym święcie chodzi. Wiedzą tylko, że jest to święto, więc trzeba świętować. Każdy to robi, jak umie. Niestety, w wielu przypadkach „przy kieliszku”. To, co nam, Polakom, kojarzy się z Wigilią i z Bożym Narodzeniem - a więc oprócz religijnego wydźwięku, kontekstu i znaczenia ze spotkaniem całej rodziny, wzajemnymi życzeniami, ciepłą atmosferą - ma miejsce w Usolu i w każdym zakątku Rosji wieczorem 31 grudnia i w noc noworoczną. Wtedy jest choinka, świąteczne dania, podarki i „szampanskoje”, i nie tylko...
A wierni Kościoła katolickiego?
- W Usolu Syberyjskim kto czuje się i jest katolikiem, niezależnie od pochodzenia, obchodzi Wigilię 24 grudnia i Boże Narodzenie 25 i 26 grudnia. Są to oczywiście normalne dni pracy. Wierni spotykają się z całą wspólnotą parafialną w kaplicy pod wezwaniem św. Rafała Kalinowskiego w Usolu. Jeżeli cała rodzina jest katolicka, to obchodzą święta w tym czasie. Natomiast znam rodziny, gdzie żona jest katoliczką, a mąż wyznania prawosławnego. Świętują wtedy dwa razy, podobnie jak na Wielkanoc. Tradycyjnie wspólnota parafialna spotyka się także na wspólnym kolędowaniu, wystawiane są scenki bożonarodzeniowe przygotowane przez dzieci i młodzież z prowadzonej przez nas świetlicy. Ponadto bliskość polskiego Konsulatu odkrywa przed mieszkańcami Usola o korzeniach polskich czy też wręcz „czystymi Polakami” możliwość świątecznego spotkania, czy to przy tradycyjnie polskiej Wigilii i kolędowaniu, czy na koncercie kolęd.
Tego rodzaju spotkania są już od kilku lat organizowane przez Konsulat przy współpracy parafii katedralnej w Irkucku z aktywnym zaangażowaniem okolicznych polskich wspólnot zakonnych. Na zakończenie chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytając ten artykuł, zechcieli w ten sposób odwiedzić „nasze” Usole, potowarzyszyć nam chociażby przez chwilę w naszej posłudze na pięknej syberyjskiej ziemi. Gdyby ktoś z szanownych Czytelników był zainteresowany pomocą biednym dzieciom i rodzinom, którym na co dzień posługujemy, serdecznie dziękujemy i podajemy numer konta:
Zgromadzenie Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim MISJE, ul. Woronicza 10, 31-409 Kraków. Nr konta:92 1020 2892 0000 5902 0022 7181 z dopiskiem "Dla dzieci Syberii".
Dziękuję za rozmowę.
Jacek Dytkowski