• Czwartek, 26 kwietnia 2018

    imieniny: Marzeny, Klaudiusza

Gospodarka

Pochylnie pracują

Piątek, 6 kwietnia 2018 (02:51)

Stocznia Szczecińska chce odzyskać dawną pozycję w światowym przemyśle okrętowym.

W ciągu ostatnich dwóch lat zwodowano w Szczecinie 84 jednostki, stocznia weszła w nowy dla niej obszar tzw. konstrukcji offshorowych, czyli przeznaczonych do instalacji na morzu, częściowo w zanurzeniu, na przykład części nabrzeży, wiatraków itp.

Rocznie w Szczecinie powstaje 70 tys. ton konstrukcji okrętowych. Pracuje tu ponad 2 tys. osób, wciąż przyjmowane są nowe. – Stocznia wstała z kolan. Od kwietnia 2016 roku generujemy zyski, mamy trwałą rentowność. Odeszliśmy od wynajmowania kubatury na rzecz aplikowania technologii. Z własnych środków zainwestowaliśmy w proces odtworzenia stoczni 10 mln zł. Mamy nieobciążony długami majątek, w pełni funkcjonujący. Jest przygotowana, żeby stawić czoła rynkowi okrętowemu. Nasze wejście do krwioobiegu europejskiego przemysłu stoczniowego jest już faktem – mówi Andrzej Strzeboński, prezes Stoczni Szczecińskiej SA.

Stocznia na tle Europy, a zwłaszcza Azji, nie jest jeszcze duża, ale tzw. kompaktowa, czyli jest w stanie zbudować statek od surowej blachy do gotowej, samodzielnie pływającej jednostki. Obecnie są to głównie statki małe, ale wszyscy czekają na duże pełnomorskie jednostki, które wkrótce też mają tu powstawać.

W praktyce na terenie stoczni pracują jej firmy partnerskie, podwykonawcy. Sama stocznia zatrudnia ok. 300 osób, a ok. 2 tys. pracuje w firmach stworzonego dwa lata temu Szczecińskiego Konsorcjum Okrętowego.

Własne możliwości stoczni to przede wszystkim dźwigi, suwnice, pochylnie, nabrzeże. Poza tym pracownicy spółki prowadzą wstępną obróbkę blach, ich oczyszczanie (śrutowanie) i malowanie. – Bez naszego know-how, technologii, bez naszego przygotowania blach, cięcia, transportu, udźwigowienia nic by się nie dało zrobić – przekonuje prezes Strzeboński.

 

Piotr Falkowski Szczecin