• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Będziemy dochodzić swoich praw w sądach

Wtorek, 20 marca 2018 (19:49)

Ze Szczepanem Wójcikiem, prezesem Instytutu Gospodarki Rolnej, hodowcą norki amerykańskiej, rozmawia Krzysztof Losz

 

Sejmowa Komisja Ustawodawcza ma jutro wydać opinię na temat dwóch projektów ustawy o ochronie zwierząt; oba zakładają wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt futerkowych. To zwiastuje, że projektami szybko zajmą się też komisje rolnictwa i ochrony środowiska.

– Pewnie tak będzie, widzimy bowiem pośpiech w Sejmie, bo te projekty są procedowane szybciej niż ustawy, które leżą w komisjach znacznie dłużej. Nadanie jej tak szybkiego biegu jest zastanawiające, muszą działać jakieś siły polityczne, aby przesuwać kolejkę ustaw. I dlatego ubolewam, że nie zostaliśmy zaproszeni na posiedzenie komisji ustawodawczej, gdzie moglibyśmy przedstawić nasze stanowisko. Niestety, wyczuliśmy niechęć do naszej obecności na posiedzeniu komisji.

 

Przewodniczący komisji powiedział, że nie zaproszono także przedstawicieli organizacji ekologicznych, bo merytoryczna dyskusja nad ustawą ma się odbyć na posiedzeniu innych komisji, a ta wydaje tylko opinię.

– Hodowcy mają właśnie szereg argumentów prawnych przeciwko projektowanym przepisom. Wielu prawników zgłasza przecież zastrzeżenia co do zgodności niektórych zapisów w obu projektach z polską Konstytucją i prawem unijnym. I dotyczy to przede wszystkim wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych. I zobaczymy, jakimi opiniami prawnymi będzie dysponować komisja ustawodawcza.

 

Ale zwolennicy zakazu przekonują, że w wielu państwach UE on obowiązuje, czyli jest zgodny z prawem unijnym.

– To nie jest tak do końca. A to dlatego, że w niektórych państwach unijnych taki zakaz wprowadzano, ale z innych powodów niż w Polsce. U nas podnoszony jest argument troski o dobrostan zwierząt i – jak to zresztą opisał „Nasz Dziennik” – wprowadzenie z tego powodu zakazu hodowli norek, szynszyli, lisów czy innych zwierząt futerkowych jest złamaniem zasady proporcjonalności stanowionego prawa. Jeśli chodziłoby o dobrostan, to państwo ma już teraz instrumenty, aby zamykać hodowle, gdzie zwierzęta są przetrzymywane w złych warunkach. Takie hodowle to jednak margines w naszej branży. Posłowie nie biorą zaś pod uwagę w ogóle kwestii ekonomicznych.

 

Jakich?

– Przede wszystkim tego, że budżet państwa będzie musiał zapłacić ogromne odszkodowania hodowcom. Wielu z nas ma do spłaty duże kredyty inwestycyjne, a skoro mamy w ciągu czterech lat wygasić hodowlę, to nie będziemy w stanie ich spłacić. Kto to zrobi? Logiczne jest, że taki obowiązek powinien spaść na państwo, my bowiem nie zbankrutujemy, tylko państwo zakaże nam prowadzić swojej działalność. A kwestia odszkodowań za zamykane fermy? Nie mam wątpliwości, że hodowcy będą dochodzić swoich racji w polskich sądach, a jak będzie trzeba, to i w międzynarodowych trybunałach. W Norwegii, gdzie mają być zamykane fermy, państwo płaci 1000 euro rekompensaty za każdą samicę ze stada podstawowego. Tylko że to jest bogate państwo i tam w dodatku hodowla jest nieduża. Gdyby takie odszkodowania mieli dostać polscy hodowcy, ich kwota wyniosłaby kilka miliardów euro. Posłowie powinni się więc poważnie zastanowić nad konsekwencjami przyjęcia ustawy w takim kształcie, jaki jest w projekcie.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

Krzysztof Losz