• Sobota, 14 marca 2026

    imieniny: Leona, Matyldy, Jarmiły

Carlitos jest jeden

Poniedziałek, 19 marca 2018 (22:02)

Po niedzielnym meczu z Wisłą Kraków trener piłkarzy Legii Warszawa Romeo Jozak wie, że nie ma w składzie ani jednego Carlitosa, choć przed spotkaniem zarzekał się, że takowych „posiada kilku”.

Hiszpański napastnik „Białej Gwiazdy” jest obecnie największą gwiazdą naszej ekstraklasy i bezsprzecznie jednym z najlepszych piłkarzy, jacy trafili do Wisły w ostatnich latach – a prawdopodobnie i jednym z najlepszych, jacy trafili do niej kiedykolwiek. I to nie tylko dlatego, że strzela mnóstwo bramek – a strzela, bo dziś z 20 golami na koncie prowadzi w klasyfikacji najlepszych snajperów, przed swym rodakiem, Igorem Angulo z Górnika Zabrze. Carlitos ma jednak to „coś”, co, przynajmniej w naszych realiach, czyni z niego zawodnika absolutnie wyjątkowego i niepowtarzalnego. Błysk w oku, przebojowość, znakomitą technikę, umiejętność odnajdywania się w sytuacjach, wygrywania indywidualnych pojedynków. Na jego boiskowe poczynania patrzy się z prawdziwą przyjemnością, tak jak patrzy się na piłkarza, dla którego kibice wypełniają trybuny. Dzieje się tak również dlatego, że jest pozytywnym, wesołym człowiekiem, który piłkę kopie z uśmiechem na ustach, cieszy się tym, co robi, czerpie z tego radość i frajdę. Jesienią sam wygrał dla Wisły kilka spotkań, co było o tyle łatwiejsze – albo trudniejsze – że poprzedni trener „Białej Gwiazdy” Kiko Ramirez hołdował prostej taktyce polegającej na słaniu do Hiszpana długich piłek z nadzieją, że ten zrobi z niej użytek. Robił nieraz, dzięki czemu drużyna spod Wawelu trzymała się w górnej połówce tabeli.

Dziś Wisła pod okiem Joan Carrillo gra zupełnie inaczej, dojrzalej, mądrzej, ale nadal Carlitos jest tym, od którego zależy najwięcej. I po kilku ciut słabszych występach złapał taki wiatr w żagle, który dopomógł mu w zdobyciu Łazienkowskiej.

Wisła nie wygrała z Legią od 2010 roku. Obie drużyny wciąż wiele dzieli. Faworytem niedzielnego była Legia, ale na boisku działy się rzeczy niebywałe, bo warszawianie zostali przez krakowian całkowicie zdominowani. W koncercie „Białej Gwiazdy” pierwsze skrzypce odgrywał nie kto inny jak Carlitos, który najpierw wykorzystał rzut karny, a potem zanotował asystę sezonu przy trafieniu Frana Veleza. Hiszpan mógł zdobyć zresztą więcej goli, ale nikt nie wybrzydzał.

To o tyle ciekawe, że przed niedzielnym meczem prowadzący Legię Jozak był pytany o Carlitosa. Docenił umiejętności napastnika spod Wawelu, ale szybko dodał, że ma w drużynie „kilku takich Carlitosów”. Ciekawe, kogo miał na myśli, bo w niedzielę na boisko nie posłał żadnego.

A Carlitos, ten prawdziwy i nie do podrobienia, świętował, potwierdzając swoje niezaprzeczalne piłkarskie walory. Aż nie chce się wierzyć, że do Krakowa trafił z drugiej drużyny Villarealu, że ma za sobą nieudane epizody w ligach rosyjskiej i cypryjskiej. W naszej błyszczy, zwraca na siebie uwagę i… jest niemal pewne, że pod Wawelem długo miejsca nie zagrzeje. Ma z Wisłą podpisany roczny kontrakt z opcją przedłużenia o kolejny sezon. Krakowianie z pewnością z niej skorzystają, choć woleliby, by Hiszpan związał się z nimi na dłużej. Czy to możliwe? Raczej nie, bo wydaje się, że Carlitosowi po takim sezonie marzą się większe wyzwanie, a wiślacy, jeśli nie skłonią go do pozostania na Reymonta, to latem zdecydują się go sprzedać, bo ich klubowa kasa nie jest wypełniona monetami gwarantującymi spokojny byt. Jak będzie, co się wydarzy, zobaczymy jednak za kilka miesięcy, na razie warto wykorzystywać okazję do podziwiania popisów hiszpańskiego zawodnika.

Piotr Skrobisz