• Piątek, 14 grudnia 2018

    imieniny: Alfreda, Jana, Izydora

Antypolski marsz

Wtorek, 6 marca 2018 (04:00)

Ulicami Lwowa przeszło kilkuset banderowców, którzy domagali się wycofania przez Polskę nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

 

Ulicami Lwowa przeszło kilkuset banderowców, którzy domagali się wycofania przez Polskę nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

Kolejny raz Lwów na Ukrainie zalały czerwono-czarne flagi Ukraińskiej Powstańczej Armii. W niedzielę ulicami tego miasta przeszedł marsz ku czci Romana Szuchewycza. Impulsem wydarzenia była 68. rocznica śmierci byłego dowódcy UPA, bezpośrednio odpowiedzialnego za wymordowanie ponad 100 tys. Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

 

Zhańbiony dowódca

– Jest to postać, która w pełni oddaje antypolskie nastawienie wrogich nam środowisk na Ukrainie – mówi „Naszemu Dziennikowi” prof. Mieczysław Ryba (KUL). – Już przed II wojną światową Szuchewycz prowadził aktywną działalność uderzającą w naszą państwowość, m.in. organizował zamachy na przedstawicieli polskich władz. Historia zapamiętała go bardziej jako dowódcę UPA, człowieka, którego sumienie obarcza śmierć setek tysięcy osób, zabijanych w brutalny sposób – podkreśla historyk.

Marsz zorganizowała nacjonalistyczna partia Korpus Narodowy. Jak zwykle podczas banderowskich wystąpień towarzyszyły mu antypolskie hasła. Wśród nich znalazły się transparenty z napisami: „Miasto Lwów nie dla polskich panów” czy „Nasza ziemia – nasi bohaterowie!”. – Rozwój banderyzmu oraz antypolskie wystąpienia na Ukrainie to są zjawiska tożsame i jest to niestety pokłosie milczenia państwa polskiego. Początkowo ruch szowinistyczny stanowił margines, dziś Kijów ideologię OUN-UPA uznał za oficjalną. To ma ogromne znaczenie, bo wpływa na wzajemne relacje – stwierdza prof. Ryba.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Rafał Stefaniuk