• Piątek, 14 grudnia 2018

    imieniny: Alfreda, Jana, Izydora

Puste sieci

Poniedziałek, 5 marca 2018 (02:54)

Stan ryb w Bałtyku jest tak zły, że polscy rybacy nie będą mogli wykorzystać i tak skąpych limitów połowowych

Rybacy, naukowcy i politycy biją na alarm, gdyż polska część Morza Bałtyckiego zaczyna być coraz bardziej uboga w ryby. Z roku na rok jest coraz gorzej, zwłaszcza z dorszem. Nie dość, że ryb jest mniej, to jeszcze pogarsza się ich jakość.

To, co trafia do sieci, pokazywali rybacy w Gdyni na niedawnym spotkaniu z posłami i przedstawicielami Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Na pokłady kutrów są wyciągane coraz częściej ryby małe, chude, choć dorosłe. Z takiej ryby jest niewiele mięsa, a więc i zarobek dla rybaka niewielki. Czasami wręcz takie połowy oznaczają straty. – To tylko skóra i ości – mówią rybacy.

Najgorsza sytuacja panuje w Zatoce Puckiej. Armatorzy, którzy łowili tu regularnie od lat, twierdzą, że tak źle jak teraz nie było nigdy wcześniej. – Zatoka jest w stanie agonalnym, nawet najstarsi Kaszubi nie pamiętają czegoś takiego – ocenia Henryk Indyk, rybak z Helu.

Choć mamy dopiero początek marca, to już teraz rybacy przewidują, że nie wykonają unijnego limitu połowów dorsza, który wynosi około 34 tys. ton. Już w ubiegłym roku wyłowiliśmy tylko 57 proc. limitu. Teraz może być jeszcze gorzej. Świadczą o tym dane z pierwszych tygodni 2018 roku. – W ubiegłym roku o tej porze Polska miała wykorzystaną kwotę połowową dorsza na 800 ton. W tym roku zaledwie na 400 ton – argumentuje Grzegorz Hałubek, doradca ministra gospodarki morskiej.

Dla rybaków to tragedia, gdyż dorsz od wielu lat był najcenniejszą bałtycką rybą, której połowy były najbardziej opłacalne, bardziej niż śledzia czy szprota. Ale ławice tych mniejszych ryb też maleją.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz, współpraca Artur Kowalski