• Środa, 11 marca 2026

    imieniny: Konstantego, Ludosława

Nieugięty, zawsze stał po stronie prawdy

Niedziela, 30 grudnia 2012 (15:40)

Ks. prałat Stanisław Czenczek, wiceoficjał Sądu Metropolitalnego w Przemyślu

 

Odszedł wielki Polak i prawdziwy patriota. Dla mnie ks. abp Ignacy Tokarczuk był  postacią, która odcisnęła niezwykłe piętno na życiu naszej archidiecezji, ale także w całej Polsce i poza jej granicami.

Z jednej strony był to człowiek wielkiej miary, z drugiej zaś pokorny, prosty kapłan. Jego wielkość polegała na ogromnym zawierzeniu Panu Bogu, któremu oddał całe swoje życie i posługiwanie.

Nigdy nie szukał siebie, był człowiekiem wielkiego serca i  wielkiej bezinteresowności. Najlepiej świadczy o tym wypowiedź pani doktor, do końca opiekującej się chorym, która dzisiaj, zwierzając się, powiedziała, że ksiądz arcybiskup nic nie miał, bo wszystko rozdał.

Jego wielkość przejawiała się w realizowaniu wiary nie tylko w odniesieniu do posługi duszpasterskiej, ale także w stosunku do każdego człowieka, bez wyjątku. Doniosłość roli, jaką odegrał ks. abp Tokarczuk w historii Kościoła w Polsce, najlepiej oddają słowa bł. Jana Pawła II, który podczas historycznej wizyty w Rzeszowie 2 czerwca 1991 r. powiedział:

„Drogi biskupie Ignacy! Na przestrzeni lat Twego posługiwania stałeś się wobec Kościoła i społeczeństwa walczącego o swe suwerenne prawa rzecznikiem, świadkiem i autorytetem. Ufam, że i teraz – w nowej sytuacji – to Twoje świadectwo jest nieodzowne”.

Z przyszłym biskupem przemyskim spotkałem się podczas studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ksiądz Tokarczuk był wówczas dyrektorem Domu Księży Studentów i przydzielał mieszkania. To było nasze pierwsze spotkanie, a potem za kilka miesięcy ogłoszono, że będzie nowym ordynariuszem przemyskim.

Zawsze z szacunkiem traktował drugiego człowieka, kapłana. Dla niego najważniejsze było dobro dusz. Często powtarzał, że zbawienie dusz jest najwyższym prawem. Dlatego nie liczył się z pseudoprawami, którymi władze komunistyczne łamały obywateli, zabierając im osobistą wolność. Powtarzał, że złe prawo to żadne prawo i nie trzeba słuchać władzy, która takim prawem się posługuje.

Przez wiele lat władze komunistyczne nie pozwalały księdzu arcybiskupowi na wyjazd do Rzymu z wizytą ad limina apostolorum, która jest obowiązkiem każdego biskupa ordynariusza. W końcu jednak władze przyznały paszport i ksiądz, wówczas jeszcze biskup, Tokarczuk mógł wreszcie wyjechać do Rzymu.

W Watykanie został wezwany do Sekretariatu Stanu, gdzie były naciski, aby złagodził swoją politykę wobec ówczesnych władz państwowych w Polsce, przedstawiających księdza arcybiskupa w Rzymie jako osobę, która nie liczy się z prawem i z którą w żaden sposób nie da się współpracować.

Nie pomogły jednak sugestie Stolicy Apostolskiej, która realizując politykę wschodnią, naciskała, żeby ks. abp Tokarczuk był jednak łagodniejszy wobec władz. Ksiądz arcybiskup odpowiedział stanowczo, że wie, czym jest komunizm, i nawet za cenę zwolnienia go z urzędu ordynariusza przemyskiego nie ustąpi. Z czasem, kiedy Papieżem został Jan Paweł II, który doskonale wiedział, co znaczy żyć w systemie totalitarnym, sytuacja się zmieniła.

Do Polski przyjechał nadzwyczajny pełnomocnik Stolicy Apostolskiej ks. abp Luigi Poggi, który przybył specjalnie do Przemyśla i przeprosił ks. abp. Tokarczuka za wspomniane naciski. Uznając, że był to błąd polityczny, Stolica Apostolska przyznała ks. abp. Tokarczukowi rację. Cała ta historia najlepiej świadczy o nieugiętości i konsekwencji ks. abp. Ignacego Tokarczuka i jego proroczej wizji, że komunizm upadnie. Był bezkompromisowy, broniąc wartości, a zwłaszcza prawdy, którą cenił ponad wszystko. Stał nieugięty na straży prawa i wolności człowieka.

                                            

not. Mariusz Kamieniecki