Ewangelia
Niedziela, 4 marca 2018 (09:33)J 2,13-25
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: „Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!” Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: „Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie”.
W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?” Jezus dał im taką odpowiedź: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo”.
Powiedzieli do Niego Żydzi: „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?”
On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.
Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku.
ROZWAŻANIE
Uwolnić serce
Jezus – jak sam o sobie mówił, „cichy i pokornego serca” – bierze do ręki bicz ze sznurków i na placu świątynnym wypędza przekupniów, bankierów, handlarzy. „Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!”. „Przecież zawsze tak było” – tłumaczyli się Żydzi. Przecież tak jest wygodniej: po co wlec przez długą drogę zwierzęta, które miały być złożone na ofiarę – nie lepiej kupić na miejscu, aby dopełnić religijnego obowiązku? Zresztą sykle świątynne można było wymienić tylko w kantorach na miejscu.
Dlaczego więc Jezus narusza wygodne dla wszystkich, powszechnie akceptowane status quo? Przecież kupcy ułatwiali ludziom spełnianie powinności! Czyni to, ponieważ szala fałszu, kunktatorstwa, jakie przy tej okazji narastały, niebezpiecznie przechyliła się w stronę absurdu. W relację z Bogiem wdarła się mentalność handlowa. Coś za coś! Został On sprowadzony do poziomu kontrahenta. Jezus ostro napiętnował przekonanie, że u Boga można sobie coś „kupić”, „załatwić”, „zakombinować”. Chodziło o uwolnienie serc od takiego – nieobcego przecież również nam – myślenia. Dalekiego od ducha Ewangelii. Może nawet bluźnierczego.
Miłości Boga nie można kupić. Ona po prostu jest. Nie musimy za wszelką cenę próbować do niej „doskakiwać”, używać jakichkolwiek gierek, by ją zdobyć. Jedyną odpowiedzią na nią może być tylko nasze życie, miłość rozumiana jako służba.
ks. Paweł Siedlanowski