• Piątek, 14 grudnia 2018

    imieniny: Alfreda, Jana, Izydora

Prawda o Niemcach, Żydach i Polakach

Głos świadka

Wtorek, 27 lutego 2018 (21:10)

Widział, jak „rękoma Żydów śmierć zadawano Żydom!”. W cyklu „Prawda o Niemcach, Żydach i Polakach” fragment poematu Icchaka Kacenelsona „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie”. 

OD REDAKCJI:


Poemat „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie”
Icchaka Kacenelsona (1886-1944), żydowskiego poety
i dramaturga, jest czymś więcej niż tylko wstrząsającym
utworem poetyckim.
To także, zważywszy na okoliczności powstania utworu,
cenny dokument i świadectwo. Kacenelson od 1940 roku
przebywał wraz z rodziną w getcie warszawskim. Ocalał
wraz z najstarszym synem z wielkiej wywózki Żydów
do Treblinki w sierpniu 1942 roku. Potem brał udział
w powstaniu w getcie. W 1943 roku w ramach prowokacji
zwanej „akcją Hotelu Polskiego” został wywieziony
do obozu Vittel we Francji. Tam powstała „Pieśń o
zamordowanym żydowskim narodzie”. Kacenelson zdążył
przed śmiercią – został zamordowany 1 maja 1944
w KL Auschwitz – przekazać gorzką prawdę:
kto współuczestniczył w zagładzie jego narodu.


„Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie”
w przekładzie Jerzego Ficowskiego ukazała się
w języku polskim w 1986 roku.


 

„Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie”

(fragment)

[…] Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska,

Jak dzieci, żony i mężów, i starców mych siwogłowych

Niby kamienie i szczapy na wozy oprawca ciskał

I bił bez cienia litości, lżył nieludzkimi słowy.

 

Patrzyłem na to zza okna, widziałem morderców bandy –

O, Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą…

I ręce załamywałem ze wstydu… wstydu i hańby –

Oto rękoma Żydów śmierć zadawano Żydom!

 

Zdrajcy, co w lśniących cholewach biegli po pustej ulicy

Jak ze swastyką na czapkach – z tarczą Dawida, szli wściekli,

Z gębą, co słowa im obce kaleczy, butni i dzicy,

Co nas zrzucali ze schodów, którzy nas z domów wywlekli,

 

Co wyrywali drzwi z futryn, gwałtem wdzierali się, łotrzy,

Z pałką wzniesioną do ciosu – do domów przejętych trwogą,

Bili nas, gnali starców, pędzili naszych najmłodszych

Gdzieś na struchlałe ulice. I prosto w twarz pluli Bogu.

 

Odnajdywali nas w szafach i wyciągali spod łóżek,

I klęli: „Ruszać, do diabła, na umschlag, tam miejsce wasze!”

Wszystkich nas z mieszkań wywlekli, potem szperali w nich dłużej,

By wziąć ostatnie ubranie, kawałek chleba i kaszę.

 

A na ulicy – oszaleć! Popatrz i ścierpnij, bo oto

Martwa ulica, a jednym krzykiem się stała i grozą –

Od krańca po kraniec pusta, a pełna, jak nigdy dotąd –

Wozy! I od rozpaczy, od krzyku ciężko jest wozom...

 

W nich Żydzi! Włosy rwą z głowy i załamują ręce.

Niektórzy milczą – ich cisza jeszcze głośniejszym jest krzykiem.

Patrzą… Ich wzrok… Czy to jawa? Może zły sen i nic więcej?

Przy nich żydowska policja – zbiry okrutne i dzikie!

 

A z boku – Niemiec z uśmiechem lekkim spogląda na nich,

Niemiec przystanął z daleka i patrzy – on się nie wtrąca,

On moim Żydom zadaje śmierć żydowskimi rękami!

Popatrz na wozy! Na hańbę, rozpacz, na mękę bez końca! […]