Bjoergen na szczycie
Niedziela, 25 lutego 2018 (19:49)Nie udało się… Justynie Kowalczyk marzył się olimpijski medal w biegu na 30 km techniką klasyczną, zajęła w nim 14. miejsce, dalekie od oczekiwanego, upragnionego. Daleko od założonego celu. Wygrała ta, z którą przez lata Polka toczyła porywające pojedynki, Norweżka Marit Bjoergen.
Kowalczyk z dzisiejszym startem wiązała ogromne nadzieje. Miał być jej, do niego się przygotowywała. Właściwie przez ostatnie lata, dwa, trzy, podkreślała, że startuje tylko dla tej właśnie olimpijskiej „trzydziestki” w Pjongczangu. Że wszystko, co przed – występy, treningi, wyrzeczenia – służą jak najlepszemu przygotowaniu się do tego biegu, biegu, w którym chciała powalczyć o kolejny medal. Taką piękną klamrę spinającą jej karierę.
Niewiele go zapowiadało. Od igrzysk w Soczi nie odnosiła już spektakularnych sukcesów. Biegi, w których przypominała „dawną Justynę”, można było policzyć na palcach jednej ręki. Ale wierzyliśmy, że w Pjongczangu dokona niemożliwego. Nie dokonała. Najpierw odpadła w ćwierćfinale sprintu, z którym też wiązała duże nadzieje. Wtedy mówiliśmy, że to konkurencja nieprzewidywalna, że trzeba mieć w niej trochę szczęścia, a to szczęście lubiło Polkę w ostatnich latach omijać. Potem przyszedł udany sprint drużynowy z Sylwią Jaśkowiec, w którym Kowalczyk pokazała duże „serducho”. Wreszcie nadeszła niedziela, wyczekiwana „trzydziestka” – i nic. I bańka pękła. I sukces nie nadszedł.
Pani Justyna od początku nie biegła tak, by dać nadzieję. Była wolna, zbyt wolna od rywalek, nie potrafiła przyspieszyć, wyzwolić w sobie energii niezbędnej, by walczyć o najwyższe cele. Najwyżej plasowała się na pomiarze czasu ulokowanym na szóstym kilometrze – na 10. pozycji. Potem spadała i traciła. Miejsce, czas. W końcówce, przez chwilę, zdawało się, że może zdoła zaatakować czołową dziesiątkę, bo przesunęła się na 12. lokatę. Nie zdołała, spadła na 14. i na takiej minęła metę.
Smutna. Nie załamana, ale smutna. – Było ciężko, niesamowicie ciężko. Po siedmiu kilometrach krzyknęłam do trenera Wierietielnego, że nic z tego nie wyjdzie i zaraz potem czołówka mi uciekła. Zrobiłam wszystko, by ten bieg okazał się moim najlepszym. Pracowałam mocno, bardziej profesjonalnie niż kiedykolwiek, ale nie dało to oczekiwanego wyniku. Najwyraźniej nie jestem już w stanie wrócić do dawnego poziomu – przyznała Kowalczyk. Dziś nie potrafiła albo nie chciała rozmawiać o przyszłości. Nie wiadomo, czy dokończy obecny sezon Pucharu Świata, czy wystartuje w kolejnym. Obiecała, że pojawi się w mistrzostwach Polski za miesiąc i wtedy udzieli, prawdopodobnie, konkretnych odpowiedzi.
Dziś cieszyli się inni. Finka Krista Parmakoski ze srebrnego medalu, Szwedka Stina Nilsson z brązowego i przede wszystkim ona. Ona, czyli Bjoergen. Norweżka dokonała bowiem czegoś niewyobrażalnego, nie tylko wygrywając w wielkim stylu, niezagrożenie, prowadząc niemal od startu do mety – ona zdobyła swój 15. w karierze złoty medal olimpijski. Ósmy złoty. To liczby absolutnie rekordowe, jeśli chodzi o zimowe igrzyska. Tylko jej rodacy, biatlonista Ole Einar Bjoerndalen i biegacz Bjoern Daehlie, osiem razy stali na najwyższym stopniu olimpijskiego podium, ale żaden z nich nie wywalczył 15 olimpijskich krążków. Bjoergen została dziś najbardziej utytułowanym sportowcem w historii.
Wyniki biegu na 30 km techniką klasyczną: 1. Marit Bjoergen (Norwegia) 1:22.17,6 godz, 2. Krista Parmakoski (Finlandia) strata 1.49,5 min, 3. Stina Nilsson (Szwecja) 1.58,9, 4. Ingvild Flugstad Oestberg (Norwegia) 2.00,4, 5. Charlotte Kalla (Szwecja) 2.57,2... 14. Justyna Kowalczyk 5.04,2.
Piotr Skrobisz