Odszedł pasterz wielki i wyjątkowy
Sobota, 29 grudnia 2012 (18:01)Z ks. bp. Janem Niemcem, biskupem pomocniczym diecezji kamieniecko-podolskiej na Ukrainie, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Dzisiaj w Przemyślu zmarł JE ks. abp Ignacy Tokarczuk. Jak wspomina Ksiądz Biskup tę bez wątpienia wielką postać?
- Ks. abp Ignacy Tokarczuk był wielkim człowiekiem i wyjątkowym pasterzem. Był kapłanem wielkiej wiary, dla którego Ewangelia była drogowskazem po niełatwych drogach życia. Nie płaszczył się przed chwilową racją stanu, zawsze podkreślał znaczenie prawdy w życiu chrześcijanina i w życiu narodu. Gdy byliśmy klerykami Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu, którym później udzielił święceń kapłańskich, był niedoścignionym wzorem człowieka oddanego bez reszty posłudze duszpasterskiej. Jako klerycy patrzyliśmy ze zdumieniem na zmagania bp. Tokarczuka z władzą komunistyczną, która robiła wszystko, żeby przeszkodzić jego działaniom zmierzającym do umocnienia Kościoła na obszarze dawnej diecezji przemyskiej. Każdy z kapłanów także tych, którzy byli prześladowani przez ówczesne reżimowe władze, miał możliwość do niego pójść, zwierzyć się z trudności, otrzymać wsparcie i mądrą radę.
Ksiądz abp Tokarczuk był także otwarty na potrzeby Wschodu…
- Kiedy bywałem u niego jeszcze jako kapłan pracujący na Ukrainie, a potem biskup, zawsze wspominał o miejscach, które pozostały za wschodnią granicą. Kiedy odwiedziłem go ostatnio, w swojej sypialni wskazał na mapę wiszącą nad łóżkiem, na której zaznaczał placówki – kościoły, które pozostały na Wschodzie. Można śmiało powiedzieć, że mimo podeszłego wieku i choroby był na bieżąco, gdy chodzi o sytuację Kościoła na Ukrainie.
Jak określiłby Ksiądz Biskup postawę zmarłego hierarchy?
- Nazwałbym go w pewnym sensie prorokiem naszych czasów. Jeszcze jako kleryk pamiętam jego niezwykle odważne kazania, w których zapowiadał bliski koniec systemu komunistycznego. Podkreślał, że dom budowany na piasku, bez fundamentów nie ma szans na przetrwanie i prędzej czy później musi runąć. Był przekonany, że system komunistyczny oparty na kłamstwie nie może trwać w nieskończoność. Posiadał ogromne doświadczenie poparte wielką wiedzą, którymi dzielił się z księżmi. Miał także wyjątkową umiejętność, mianowicie potrafił o sprawach trudnych mówić w sposób prosty, jasny, bardzo klarowny.
Z czego wyrastała ta umiejętność?
- Myślę, że podstawy tego daru należy szukać w przywiązaniu do Ewangelii. Ksiądz abp Tokarczuk był człowiekiem Ewangelii, a słowa Pana Jezusa były dla niego zasadniczym nakazem: „Niech wasza mowa będzie: Tak – tak; nie – nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37). Ta jego klarowność i przejrzystość słów, czynów, postaw, jego otwartość uwiarygodniały go w oczach wiernych. Kiedy 23 czerwca br. z okazji 25. rocznicy naszych święceń kapłańskich i 70. rocznicy święceń kapłańskich Księdza Arcybiskupa całym rocznikiem odwiedziliśmy go w Pałacu Arcybiskupim w Przemyślu, wspominał, że już najwyższy czas przygotować się do odejścia z tego świata. Mówiąc to, nawiązał do spotkania ze Sługą Bożym ks. kard. Wyszyńskim w 1981 r. tuż przed jego śmiercią. Prymas Tysiąclecia wspominał wtedy i cieszył się, że wschodnia część Polski – diecezja przemyska, poprzez działania jej ordynariusza została umocniona w wierze. Wspominając ten fakt, abp Tokarczuk podkreślił, że teraz, po latach, chce powiedzieć księdzu Prymasowi, wierząc, że jest święty, iż zadanie to wykonał.
Tym, co szczególnie uderzało, był indywidualny sposób traktowania osób przez ks. abp. Tokarczuka. Z czego to wynikało?
- Ta otwartość wynikała z jego natury i spojrzenia na człowieka jako osobę. Pamiętam, jak podczas wspomnianego spotkania rocznikowego, kiedy po odśpiewaniu „Barki” poprosiliśmy o błogosławieństwo i chcieliśmy już odejść, żeby nie nadwerężać sił Księdza Arcybiskupa, on sam zaproponował, żeby każdy indywidualnie podszedł do niego i chwilę porozmawiał. Ta chwila znacznie się przedłużyła, a abp Tokarczuk, rozmawiając z każdym, pytając, gdzie pracuje, na jakiej parafii z trzech diecezji: przemyskiej, rzeszowskiej i sandomierskiej, bardzo się ożywił. To, co mnie zaskoczyło, to ogromna wiedza, doskonała pamięć i nieprzeciętna orientacja szczegółów dotyczących konkretnych parafii, świątyń czy plebanii. To świadczyło, że mimo upływu lat doskonale jest zorientowany w sytuacji tych trzech diecezji. To świadczy, że cały czas żył wydarzeniami dotyczącymi Kościoła i to nie tylko Kościoła przemyskiego, ale także Kościoła w Polsce i w ogóle Kościoła powszechnego.
Pracuje Ksiądz Biskup na Ukrainie, na terenach, które przed wojną należały do Polski, skąd pochodził ks. abp Tokarczuk. Niestety, nigdy nie udało mu się odwiedzić terenów, gdzie się urodził…
- Jak już wspomniałem, odwiedzałem ks. abp. Tokarczuka, jak tylko to było możliwe. Pamiętam, kiedy jeszcze jako młody biskup pojechałem do Łubianek Wyższych, byłem nawet w miejscu, gdzie kiedyś stał dom rodziny Tokarczuków. Kiedy przybyłem do Przemyśla, żeby opowiedzieć o tym Księdzu Arcybiskupowi, w czasie rozmowy zapytałem, dlaczego nigdy nie odwiedził tego miejsca. Wbrew temu, co sądzili, a nawet opowiadali inni, że nie powrócił tam ze względu na przemiany społeczno-polityczne, usłyszałem zgoła inną odpowiedź. Ksiądz Arcybiskup powiedział mi, że nie pojechał w to miejsce, bo pamięta i zna tych ludzi, którzy wymordowali jego najbliższych. "Gdybym tam przyjechał, to jak ci ludzie, o których wiem, że zamordowali moich najbliższych krewnych, czuliby się i jak spojrzeliby mi w oczy?" – martwił się abp Tokarczuk. To świadczy, że nie myślał o sobie, ale o tych Ukraińcach, którzy z powodów nacjonalistycznych mordowali Polaków, w tym jego bliskich. Jego też chcieli zabić, ale szczęśliwie udało mu się ujść z życiem.
Jak wspomina Ksiądz Biskup spotkania z ks. abp. Tokarczukiem?
- Tych spotkań było wiele, a wszystkie cechowała ogromna życzliwość i serdeczność ks. abp. Tokarczuka. Pamiętam, że nigdy nie przywiązywał uwagi do rzeczy materialnych. Pewnego razu zaprosił mnie do swojej sypialni i zastanawiał się, co by mi podarować. Pokazał mi wówczas jakiś medal w pięknym etui, który otrzymał, i ofiarowując mi go, powiedział: "Proszę to przyjąć, będzie ksiądz biskup miał po mnie pamiątkę". Ten medal jest do dziś na Ukrainie, a jego wartość jest teraz szczególna, po śmierci Księdza Arcybiskupa, bo stanowi prawdziwe wspomnienie. Podczas tego samego spotkania dał mi jeszcze dużą paczkę czekoladek, które od kogoś otrzymał, żebym zawiózł je dzieciom w mojej diecezji. To wszystko pokazuje postać człowieka, który nie przywiązywał wagi do rzeczy materialnych. Przyjmował je i ofiarowywał dalej, bardziej potrzebującym, nie zatrzymując dla siebie. To był wyjątkowy, wielki człowiek. Mam nadzieję, że z Nieba będzie zawsze za nami orędował.
Dziękuję za rozmowę.