Holendrzy rządzą
Wtorek, 13 lutego 2018 (20:38)Nie było niespodzianki w wyścigu łyżwiarzy szybkich na 1500 m, zdominowanym przez faworyzowanych Holendrów. Najlepszy z Polaków Zbigniew Bródka zajął 12. miejsce.
Przed czterema laty, na igrzyskach w Soczi, Bródka sprawił sensację – kto wie, czy nie największą w historii igrzysk. W wielkim stylu wygrał rywalizację na 1500 m, zostawiając w pokonanym polu m.in. tych, dla których panczeny są sportem narodowym. Holendrów. Był to wielki, gigantyczny sukces strażaka z Domaniewic, sukces na razie ostatni. W następnych latach pojawiły się bowiem problemy. A to z odnalezieniem się w nowej sytuacji, z ułożeniem odpowiedniego programu treningowego, zakładającego „wszystko”, wreszcie ze zdrowiem. Bródkę trapiły kontuzje, wypadki, przez które tracił sporo tygodni pracy, także przed igrzyskami. Do Pjongczangu pojechał jednak, by walczyć. By dać z siebie wszystko. I dał. Zanotował być może najlepszy występ w obecnym sezonie, ale to wystarczyło do 12. miejsca. Zajął je z czasem 1.46,31 min.
Pozostali nasi reprezentanci wypadli gorzej, choć po cichu liczyliśmy na błysk talentu Konrada Niedźwiedzkiego, mającego za sobą kilka lat treningów z Holendrami. Niestety, uplasował się on na 20. pozycji (1.47,07). 16. zajął Jan Szymański (1.46,48).
Dziś nikt nie potrafił się wcielić w rolę „Bródki z Soczi” i zastopować Pomarańczowych. Holendrzy rządzili, złoto wywalczył Kjeld Nuis (1.44,01), srebro Patrick Roest (1.44,86), a chwile radości mieli też gospodarze, bo brąz trafił w ręce Min Seok Kima (1.44,93). Nuis, choć to olimpijski debiutant, do Pjongczangu przyjechał w roli faworyta i udowodnił, że jest niesamowicie mocny i szybki. Mimo… nerwów. – Stresowałem się straszliwie, ale na szczęście umiałem poradzić sobie z presją. Chciałem potwierdzić, że jestem najszybszy – przyznał.
Był to czwarty olimpijski finał w łyżwiarstwie szybkim w Pjongczangu. Czwarty wygrany przez Holendrów. W Soczi zgarnęli osiem z dwunastu możliwych do wywalczenia złotych medali. Teraz w powszechnej opinii mogą pójść jeszcze dalej i krążków z najcenniejszego kruszcu zdobyć jeszcze więcej.
Piotr Skrobisz