Niemcy żegnają się z węglem
Sobota, 29 grudnia 2012 (08:17)Z końcem bieżącego roku zamknięta zostanie niemiecka kopalnia w Kamp-Lintfort w Dolnej Nadrenii. Likwidacja górnictwa w Niemczech niesie za sobą szereg negatywnych konsekwencji w innych dziedzinach gospodarki.
Jak wyjaśnia portal Deutsche Welle, subwencjonowane wydobycie węgla kamiennego przestało się opłacać. W rezultacie w Niemczech z niegdyś ponad stu kopalni pozostają czynne już tylko trzy.
Wydobycie węgla kamiennego ostatecznie skończy się za sześć lat, a wraz z nim cała epoka. Należy przypomnieć, że to właśnie górnictwo przez dziesięciolecia ukształtowało charakter zagłębia Ruhry – dla wielu było też gwarancją egzystencji. Obecnie tamtejsi górnicy muszą szukać sobie innych zajęć. Premier Nadrenii Północnej-Westfalii Hannelore Kraft obiecała dla załogi Kamp-Lintfort pomoc strukturalną.
Po zamknięciu kopalń w Kraju Saary węgiel kamienny wydobywany jest już tylko w Nadrenii Północnej-Westfalii. Portal podaje, że koncern RAG zatrudnia jeszcze 18 tys. górników. Po II wojnie światowej było ich znacznie ponad pół miliona. Górnicy stali się symbolem powojennego, niemieckiego cudu gospodarczego. Górnictwo jest także istotnym elementem gospodarki. Widoczne to było po zakończeniu II wojny światowej, kiedy zapotrzebowanie na węgiel było ogromne.
Ze względu jednak na położenie zasobów węgla w Zagłębiu Ruhry i wysokie wymagania dotyczące bezpieczeństwa koszty wydobycia były tu znacznie wyższe niż w innych częściach naszego globu. Zbyt wysokie, by mogły być na świecie konkurencyjne. Od lat wydobycie węgla kamiennego jest więc w Niemczech subwencjonowane. Coraz niższe na świecie ceny surowców naturalnych i konkurencja z Chin sprawiają, że niemiecki węgiel kamienny dawno już nie jest na światowym rynku konkurencyjny.
Z analizy Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) wynika, że popyt na węgiel będzie wzrastał, mimo że właśnie węgiel uchodzi za szczególnie szkodliwe dla klimatu źródło energii.
Górnictwo węgla kamiennego nie jest jedyną dziedziną niemieckiej gospodarki, która stała się nierentowna.
Kryzys przechodzi cały przemysł ciężki. Przykładem jest największy w Niemczech koncern stalowy ThyssenKrupp, który zakończył 2011 rok na minusie ze stratą pięciu miliardów euro. Zarząd koncernu - podaje Deustche Welle - w jego centrali w Essen myśli wręcz o całkowitym wycofaniu się z branży metalowej.
Likwidacja kopalń niesie także konsekwencje dla zakładów Opla, które nie bez powodu zostały zlokalizowane w Bochum. Gwarantowały bowiem pracę i były symbolem perspektyw dla Zagłębia Ruhry. W chwili obecnej produkcja Opla w Bochum dobiega końca.
Zamknięcie kopalni pociągnie za sobą szereg zwolnień w innych, powiązanych z górnictwem branżach. Przykładem może być port w Duisburgu będący największym rzecznym portem w Europie. Uważany on jest za symbol przeobrażeń strukturalnych w Zagłębiu Ruhry. Przeobrażenia te udają się jednak nie wszędzie. Zamknięcie kopalni oznacza dla wielu ludzi utratę pracy. Wszystko to powoduje, że Zagłębie Ruhry, niegdyś region, o którym mówiono, że napędza niemiecką gospodarkę, walczy obecnie z ogromnym bezrobociem i ubóstwem. Według analizy parytetowego związku organizacji charytatywnych (DPW) właśnie w Zagłębiu Ruhry bieda rośnie najszybciej, a jeszcze kilka dziesięcioleci temu sytuacja była zupełnie inna.
IK