• Sobota, 17 listopada 2018

    imieniny: Elżbiety, Grzegorza, Zbysława

Merkel dostrzega rosnącą pozycję Polski

Poniedziałek, 12 lutego 2018 (20:56)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odbiera Pan słowa kanclerz Merkel o odpowiedzialności Niemców za holokaust?

– Wypowiedź kanclerz Angeli Merkel odczytuję w kontekście wcześniejszego stanowiska, jakie zajął szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel, który podkreślił, iż to Niemcy ponoszą pełną odpowiedzialność za holokaust, i – jak zaznaczył – jego kraj będzie walczył ze zniekształcaniem historii przejawiającym się w używaniu określenia „polskie obozy śmierci”. Sądzę, że wypowiedzi obu czołowych polityków niemieckich nie były przypadkowe, ale zostały wcześniej uzgodnione.

W jakich kategoriach należy oceniać słowa kanclerz Merkel?

– Na ten problem należy spojrzeć nieco szerzej. Mianowicie Niemcy wcześniej miały określoną, mocną pozycję w Europie, ale w tej chwili borykają się z wewnętrznymi problemami czy wręcz z kryzysem. Zrozumiał to nawet Martin Schulz, który zapowiedział rezygnację z przywództwa w swojej macierzystej partii SPD, co więcej, nie będzie się ubiegał o stanowisko ministra spraw zagranicznych w przyszłym rządzie. Sytuacja Niemiec w Europie na przestrzeni ostatnich dwóch, trzech lat jest coraz trudniejsza. Co więcej, mimo podejmowanych prób coś się nie składa i de facto nie widać końca tego kryzysu. Ponadto mamy konflikt czy też kryzys na linii Polska – Izrael, w którym – w jakimś sensie – stroną stały się również Stany Zjednoczone. W tej sytuacji Angela Merkel próbuje budować swoją pozycję, bo nie uwierzę w to, że tylko szacunek dla faktów, umiłowanie prawdy historycznej – tej prawdziwej, a nie tej tworzonej na zamówienie – skłoniły ją do tak zdecydowanej wypowiedzi o odpowiedzialności Niemiec za holokaust. Proszę też zwrócić uwagę, że czas, w jakim padają te słowa, też nie jest przypadkowy. Nie wątpię jednak w szczerość słów kanclerz Merkel, pomimo iż zostały poniekąd wymuszone sytuacją, bo powiedziała o faktach.

A zatem kanclerz Merkel zmienia front?

– Wypowiadając się o odpowiedzialności Niemiec za holokaust, Angela Merkel stała się sprzymierzeńcem Polski. Wprawdzie nie powiedziała tego wprost, ale widać wyraźnie, że czas nagonki na Polskę, szczególnie za sprawą czynników wewnętrznych, które donosiły na własny kraj, że ten czas się skończył. „Ulica i zagranica” nie zdały egzaminu. Natomiast Merkel stwierdziła wyraźnie, że Niemcy są odpowiedzialne za holokaust, i tylko ta świadomość może być podstawą dobrych relacji z Polską, co jest w żywotnym interesie przede wszystkim Niemiec. Można zatem powiedzieć, że Merkel niejako połączyła chęć utrzymania dobrych relacji z Polską z faktami historycznymi.

Czy i jak słowa Merkel mogą się przyczynić do poznania przez świat prawdy o holokauście?

– Ta prawda o holokauście i odpowiedzialności Niemiec za zbrodnie dokonane na ludności żydowskiej jest zakłamywana. Wiemy, co się dzieje w Izraelu, gdzie toczy się ostra walka wyborcza i temat ten podnoszony tu i teraz też nie jest przypadkowy. Tak czy inaczej świat chyba tak do końca żyje tym problemem, jaki sztucznie został wywołany. Cały ubiegły tydzień spędziłem w Parlamencie Europejskim w Strasburgu i muszę powiedzieć, że nikt o tym nie mówi. Ani stacje telewizji francuskiej, ani też nagłówki francuskich gazet nie poświęcały uwagi temu tematowi.

Czy zbliżająca się wizyta premiera Mateusza Morawieckiego ma szanse ocieplić relacje i otworzyć nowy rozdział w relacjach polsko-niemieckich?  

– Nie szedłbym aż tak daleko i nie określałbym tej wizyty mianem otwierania nowego rozdziału między Polską a Niemcami. Jak pamiętamy – także z niezbyt odległej przeszłości – te rozdziały były zbyt często otwierane i niewiele z tego wynikało. Można natomiast powiedzieć, że po kurzu wyborczym, jaki się unosi w Niemczech po wrześniowych wyborach i późniejszej destabilizacji na niemieckiej scenie politycznej spowodowanej niemożnością stworzenia koalicji rządowej, Angela Merkel zaczyna patrzeć bardziej trzeźwo na sytuację nie tylko we własnym kraju, ale również w Europie. I co istotne – jak się wydaje – dostrzega, bo jako doświadczony polityk musi dostrzec, silną, rosnącą pozycję Polski w Europie i na świecie. Szczególnie Angela Merkel zdaje sobie sprawę, że ubiegłoroczna wizyta prezydenta Donalda Trumpa w Polsce oraz zapowiedzi w trakcie i po zakończeniu tej wizyty oraz kontynuowanie ustaleń m.in. w sprawie projektu Trójmorza czy też nieplanowane spotkanie z prezydentem Dudą, które odbyło się z inicjatywy prezydenta Trumpa w Davos, oraz wizyta sekretarza stanu Reksa Tillersona w Warszawie – to wszystko świadczy o wysokiej pozycji Polski i zacieśnianiu relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Angela Merkel jest świadoma, że niewiele brakuje, żeby Niemcy straciły dotychczasową pozycję sojusznika Stanów Zjednoczonych w Europie na rzecz Polski. Wiedząc to, kanclerz Niemiec woli nie mieć nieuregulowanych relacji gospodarczych czy politycznych z Polską.

W kwestii migracji Merkel uważa, że Unia potrzebuje „wspólnego europejskiego systemu azylowego”, a więc skuteczniejszej ochrony granic zewnętrznych oraz uporania się z przyczynami migracji, a z drugiej strony – wypracowania zasad podziału między państwa unijne obciążeń związanych z kryzysem migracyjnym...

– Przecież nie kto inny jak Angela Merkel, zresztą w sposób niezgodny z prawodawstwem niemieckim, zgotowała swoim rodakom, ale też całej Europie problemy nie tylko gospodarcze, ale też w zakresie bezpieczeństwa związane z migracją. Myślę, że powinna sobie zdawać sprawę ze swoich błędów i być może chce to ucywilizować. Tak czy inaczej, póki co w Radzie Europejskiej czy w Parlamencie Europejskim nie widać wyraźnych działań w tym kierunku, chociaż jeśli chodzi o zasady konstruowania unijnego budżetu następnej perspektywy finansowej, jest zapowiedź nakierowania jednego z priorytetów na politykę migracyjną i bezpieczeństwo zewnętrzne. Mówi się też, że oprócz polityki spójności i wspólnej polityki rolnej, czyli dwóch głównych członów, na które szło gros środków finansowych, trzecim elementem będzie sprawa migracji i sprawa bezpieczeństwa zewnętrznego Unii Europejskiej. Merkel zdaje sobie również sprawę, jak trudna sytuacja czeka Niemcy – jako największą siłę gospodarczą i polityczną w Europie – przy konstrukcji budżetu przyszłej unijnej perspektywy. Przypomnę, że będzie to pierwszy wspólny budżet po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii i w tej sytuacji budżet niemiecki będzie głównym elementem składowym budżetu Unii Europejskiej.

W tej sytuacji zaognianie stosunków z Polską byłoby nierozsądne...

– Dokładnie tak. I Merkel to wie. W tej chwili trwają wstępne prace nad tym, co zrobić z nowym budżetem Unii Europejskiej. W interesie wszystkich państw członkowskich jest, aby budżet następnej perspektywy nie był mniejszy od tego z obecnej perspektywy, która powoli dobiega końca, ale problemem jest, jak załatać dziurę po Brexicie. Najprawdopodobniej padnie propozycja zwiększenia składek. W tej chwili składki do wspólnej unijnej kasy kształtują się na poziomie około jednego procenta PKB danego kraju, natomiast dyskutuje się, czy wspólna unijna danina nie powinna wzrosnąć do 1,1 proc. czy nawet do 1,2 proc. PKB. I tu głos Polski jako jednego z największych krajów Unii będzie się bardzo liczył. Ponadto Polska jest najsilniejszym krajem spośród państw tzw. nowej Europy, a zarazem największym beneficjentem środków finansowych. Więc nasza rola będzie tu znacząca. I to jest jedna kwestia. Ponadto Angela Merkel wie, że Niemcy muszą się zająć sprawami Europy, a czas, jaki sama kanclerz przeznaczała na uporządkowanie spraw wewnętrznych w kraju się kończy.         

W CDU też jest niezadowolenie, żeby nie powiedzieć bunt przeciw Merkel…

– Pozycja Angeli Merkel w swojej macierzystej partii, spowodowana m.in. ustępstwami wobec socjaldemokratów, a jednocześnie brak skuteczności w konstruowaniu koalicji rządzącej, zdecydowanie spadła. Wiele wskazuje też, że to będzie ostatnia kadencja Merkel na stanowisku kanclerza Niemiec.  

Jedno tymczasem wydaje się pewne, że wrogo nastawiony wobec Polski Martin Schulz nie będzie szefem niemieckiej dyplomacji oraz przewodniczącym SPD. Schulz gaśnie…?

– Tak to wygląda. Wrogo nastawiony do Polski polityk popełniał duże błędy. Sprawia wrażenie człowieka kompletnie nieprzygotowanego do piastowania funkcji, jakie dotychczas sprawował, czy to na poziomie Parlamentu Europejskiego jako jego przewodniczący, ale również jako szef jednej z największych partii w Niemczech. Byłoby niedobrze, gdyby teraz został praktycznie drugą osobą w rządzie niemieckim jako szef dyplomacji i wicekanclerz. Myślę, że dobrze się stało, iż jego partyjni koledzy pomogli mu dojść do jedynego słusznego wniosku, aby wreszcie udał się na polityczną emeryturę. Porozumienie koalicyjne SPD z CDU, które już odtrąbiono jako fakt i sukces, wcale takim nie jest. Żeby było wiążące, wcześniej muszą się wypowiedzieć w referendum członkowie socjaldemokratów. Natomiast zapowiedź Martina Schulza o rezygnacji z przywództwa w partii ma służyć uspokojeniu nastrojów w szeregach SPD, której członkowie nie życzyli sobie jego osoby na stanowisku ministra spraw zagranicznych Niemiec. Tak czy inaczej fakt, że Niemcy od września 2017 roku nie mają rządu, pozostaje faktem.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki