• Wtorek, 22 maja 2018

    imieniny: Wiesławy, Heleny, Julii

Skoczkowie… i nie tylko oni

Piątek, 9 lutego 2018 (21:52)

Na dwóch poprzednich zimowych igrzyskach, w Vancouver i Soczi, polscy sportowcy zdobywali po sześć medali. Teraz, w Pjongczangu, wydaje się, że każdy jeden krążek wywalczony przez naszych reprezentantów będzie sukcesem, choć oczywiście liczymy na dwa, trzy. Może nawet więcej, bo przecież skoczków narciarskich stać na wszystko.

Do Korei Południowej wybrało się 62 Polaków. Może nie jest to spektakularnie dużo w porównaniu z innymi krajami, ale to i tak najliczniejsza kadra w historii występów Biało-Czerwonych w zimowych igrzyskach. Są w niej prawie wszyscy medaliści z Vancouver i Soczi, brakuje tylko jednej panczenistki, Katarzyny Woźniak. Są olimpijscy debiutanci, w których pokładamy ciche nadzieje, licząc na miłe niespodzianki z ich strony. Są i tacy, dla których sam wyjazd do Pjongczangu był spełnieniem marzeń, tacy, którzy na pewno nie będą się liczyli w walce o wysokie cele, ba, zajmą miejsca z tyłu stawki, ale normy kwalifikacyjne wypełnili, stąd do Korei polecieli. Najstarszą zawodniczką w kadrze jest biatlonistka, 38-letnia Magdalena Gwizdoń, najmłodszą panczenistka Karolina Bosiek, która 20 lutego obchodzić będzie 18. urodziny. Dla innej łyżwiarki szybkiej, Katarzyny Bachledy-Curuś, igrzyska w Pjongczangu będą piątymi w karierze. Debiutowała w Salt Lake City w 2002 roku. 

Licząc na Stocha i kolegów

Mówiąc o medalach, myślimy przede wszystkim o skoczkach narciarskich. W jutrzejszym konkursie na normalnym obiekcie wystąpi czterech z nich i wszyscy mają szansę odegrać w nim czołową rolę. Wszyscy, nie tylko Kamil Stoch, lider kadry, człowiek, który może w Pjongczangu dokonać niemożliwego. W historii skoków nie było bowiem zawodnika, który na dwóch kolejnych igrzyskach zdobył komplet złotych medali w konkursach indywidualnych. Cztery krążki z najcenniejszego kruszcu ma w kolekcji Szwajcar Simon Ammann, ale sięgał po nie w Salt Lace City i Vancouver. W Turynie, czyli „pomiędzy”, sztuka ta mu się nie udała. Teraz Stoch może zapisać się na kartach kronik i ma wszelkie dane ku temu, by to zrobić. Do rywalizacji przystąpi w roli faworyta, jest mocny, w formie, głodny sukcesu, pewny siebie – ale rywali będzie miał więcej niż godnych i o tym nie można zapominać. Choćby… w kolegach, bo i Dawid Kubacki, i Stefan Hula, i Maciej Kot mogą nagle „eksplodować”. Szczególnie Kubacki, prezentujący ostatnio świetną dyspozycję, skaczący daleko, pięknie. Szalenie mocni są Niemcy, Norwegowie, nie można zapominać o Austriakach i Słoweńcach. Olimpijska rywalizacja zapowiada się niezwykle ciekawie, dramatycznie, bo prawdopodobnie najlepszych będą dzieliły minimalne różnice punktowe.

Skoczkowie w Korei wystąpią w trzech konkursach – dwóch indywidualnych i drużynowym. Nasi w każdym będą walczyli o medale, w każdym medal mogą (by nie rzec – powinni) zdobyć. Hurraoptymiści liczą, że w którymś z indywidualnych (a może obu) na podium stanie nawet dwóch Biało-Czerwonych i takie myślenie wcale nie wydaje się li tylko życzeniowe, lecz podparte formą prezentowaną przez podopiecznych Stefana Horngachera.

Kowalczyk, czyli niewiadoma

O medalu marzy też Justyna Kowalczyk. Ba, dla niego nasza utytułowana biegaczka narciarska dalej biega, haruje, poświęca się. Przez ostatnie cztery lata robiła wszystko, by przygotować formę na Pjongczang. Z jakim skutkiem? Zobaczymy. W Pucharach Świata w minionych sezonach wyraźnie ustępowała najlepszym. Nie osiągała już takich sukcesów jak kiedyś. Nawet sama przyznała, że nie jest już tak samo szybka i mocna jak przed laty. Ale to nadal zawodniczka, która może wszystko. Zawodniczka, która sięgała po olimpijskie złoto, biegnąc ze złamaną stopą. W Pjognczangu, teoretycznie, mogłaby zostać najbardziej utytułowaną zawodniczką w historii polskiego sportu. Ma w kolekcji pięć medali olimpijskich, w tym dwa złote, srebrny i brązowy. Więcej krążków zgromadziła tylko wielka dama lekkiej atletyki, Irena Szewińska – siedem (3-2-2). Oczywiście to nierealne, bo pani Justyna trzech medali w Korei nie zdobędzie. Ale ten jeden, jedyny? Kto wie, sprint czy 30 km ze startu wspólnego rozgrywane jej ulubioną techniką klasyczną będą stanowiły okazję, by raz jeszcze zapisać się na kartach historii.

Marząc o niespodziankach

Cztery lata temu w Soczi zachwycili panczeniści. Złoto zdobył Zbigniew Bródka, srebro drużyna kobiet, brąz drużyna mężczyzn. Na powtórkę nie ma co liczyć, bo Bródka od tamtych igrzysk przestał nawiązywać walkę z najlepszymi, męska drużyna w ogóle nie wywalczyła kwalifikacji, został team pań i z nim wiązać będziemy największe nadzieje. Po cichu liczymy na Natalię Czerwonką, najlepszą w tej chwili naszą panczenistkę, która w pucharowych zawodach zajmowała już miejsca w okolicy podium. Medal wywalczony przez łyżwiarzy byłby miłą niespodzianką.

A może na podium stanie któraś z naszych biatlonistek? Ich trener przyznał, że każdą z jego podopiecznych stać na to, by skutecznie powalczyć o medal i… trzymajmy się tego. Gwizdoń, Krystyna Pałka, Monika Hojnisz i przede wszystkim Weronika Nowakowska są doświadczone, mają już na koncie sukcesy w imprezach dużej rangi i… z pewnością ich rywalizacji przyglądać się będziemy z wielką uwagą. I nadziejami też, szczególnie w biegu sztafetowym, w którym Polki z powodzeniem mogą pokusić się o niespodziankę.

Poza tym mamy utalentowaną trójkę w short-tracku, mamy Karolinę Riemen-Żerebecką w ski crossie. 62 osoby to więcej niż w Soczi (59) i zdecydowanie więcej niż w Vancouver (47). W Salt Lake City, gdzie swoje pierwsze olimpijskie medale zdobywał Adam Małysz, wystąpiło zaledwie 30 reprezentantów Polski.

PKOl złoty krążek wywalczony w Pjongczangu wycenił na 120 tysięcy złotych, srebrny na 80, a brązowy na 50 (90, 60 oraz 37,5 tys. dla każdego w przypadku rywalizacji drużynowej). Trenerzy otrzymają odpowiednio 60, 40 i 25 tys.

I mamy nadzieję, że „kasa” będzie musiała zostać otwarta już jutro. W sobotę bowiem, w pierwszym dniu rywalizacji o medale, odbędą się m.in. konkurs skoków na normalnym obiekcie, biatlonowy sprint kobiet i bieg łączony z udziałem Justyny Kowalczyk.

Piotr Skrobisz