• Niedziela, 19 sierpnia 2018

    imieniny: Jana, Bolesława, Juliana

Dobry rok Trumpa

Poniedziałek, 5 lutego 2018 (21:16)

W 2017 roku w USA powstały 2 miliony nowych miejsc pracy.

Rok po zaprzysiężeniu Donalda Trumpa oceny jego prezydentury, zarówno wewnętrzne, jak zagraniczne, są bardzo złe – najgorsze ze wszystkich ostatnich gospodarzy Białego Domu. Tymczasem obiektywnie przeprowadzona analiza pokazuje, że prezydent konsekwentnie wywiązuje się z przedwyborczych zapowiedzi, mimo że zmaga się z wewnętrznymi trudnościami – musiał np. zwolnić 34 proc. pracowników Białego Domu, dwukrotnie więcej od Ronalda Reagana, który pod tym względem był rekordzistą w ostatnich 40 latach.

Donald Trump w pierwszym powyborczym przemówieniu wiarygodnie dla rynku kapitałowego obiecał rozwój gospodarczy, wzrost zysków i dwukrotną podwyżkę wynagrodzeń w USA, jak i przeniesienie przemysłu z powrotem do Stanów. Obiecał i zrealizował obniżenie podatków od zysków, co przełożyło się na wzrost wartości akcji.

Boom gospodarczy

Wskutek tych działań w USA nastąpił wzrost notowań giełdowych akcji S&P500 o 23 proc. – najlepszy wynik za rządów wszystkich republikańskich prezydentów. Rekordy zanotował również indeks giełdowy Dow Jones.

Trzyprocentowy wzrost gospodarczy w USA jest o 1 punkt procentowy wyższy od przeciętnej liczonej od 2000 r. Nic dziwnego, że nawet kluczowy barometr w budownictwie jest najkorzystniejszy od 18 lat, a indeks optymizmu wśród małego biznesu znalazł się na drugiej pozycji w 44-letniej historii.

Bezrobocie w USA jest na poziomie zaledwie 4,1 procent. W 2017 r. powstało 2 mln nowych wysokopłatnych miejsc pracy, styczeń 2018 r. był 88. kolejnym miesiącem wzrostu tworzenia, a więc najdłuższym okresem w historii USA. W efekcie aż 46 procent Amerykanów uważa, że sytuacja gospodarki się poprawia, co jest najwyższym wskaźnikiem od czasów prezydenta Clintona.

Głównymi beneficjentami polityki nowej administracji wydają się przedsiębiorstwa przemysłowe, banki (deregulacja sektora i w efekcie wzrost kosztów kredytów hipotecznych o 500 dolarów rocznie) oraz ubezpieczyciele. Wyraźnie na zwycięstwie Donalda Trumpa zyskał sektor usług medycznych, popierający plany wycofania się Republikanów z programu Obamacare (w 2017 r. o 3,2 mln zwiększyła się liczba nieubezpieczonych Amerykanów).

Prezydent Trump, tak jak obiecywał, szeroko korzystał z możliwości stanowienia dekretów. W pierwszym roku wydał ich 58 – najwięcej ze wszystkich ostatnio wybranych prezydentów. Przy czym, co charakterystyczne, pierwszym aktem prezydenta było polecenie dla agencji, aby zamroziły obciążenia ubezpieczycieli.

Z kolei firmy takie jak Apple, które w dużym stopniu są zaangażowane w Chinach i zapowiadają ekspansję w Indiach, początkowo znacząco straciły na wycenie, jednak w wyniku decyzji przeniesienia z powrotem do USA zysków na skalę 252,3 mld dolarów, będą największym beneficjentem uchwalonych ulg podatkowych.

Rywalizacja z Chinami

Głównym deklarowanym wyzwaniem staje się obecnie odwrócenie trendu, wskutek którego Chiny w ujęciu realnym mają PKB wyższe niż USA i wraz ze znacząco szybszym wzrostem gospodarczym stają się coraz poważniejszym konkurentem do przewodzenia światu. W USA od 2000 r. nastąpił spadek udziału przemysłu w PKB o 20 proc., teraz Trump, który obiecał przywrócenie produkcji w Stanach, chce ten proces zatrzymać.

Deficyt USA w handlu z Chinami, który wzrósł do 2,1 proc. amerykańskiego PKB, też miałby ulec zdecydowanej redukcji. Idealnym rozwiązaniem byłoby zmuszenie Chin do aprecjacji juana na wzór umowy „Plaza Accord” z 1985 r. względem jena. Osiągnięcie tego celu pozwoliłoby rozwiązać główne problemy polityczne i gospodarcze USA. Tyle że Chiny na realizację takiej polityki się nie godzą, nie chcąc tak jak Japonia popaść w dziesięciolecia stagnacji.

Polityka polegająca na tym, by miejsca pracy wróciły do USA, obłożenie cłami importu z Chin, spotka się z zapowiadanymi retorsjami w ramach strategii „tit-for-tat”. Prezydent Chin w Davos dość jasno zresztą postawił sprawę, że jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, to wojna handlowa nie będzie miała zwycięzców i wszyscy na tym stracą. Chiny chcą skorzystać z tego, że udało im się zdominować światową wytwórczość przemysłową, jednocześnie teraz wchodzą w najnowsze technologie, a chińscy pracownicy bardzo szybko się bogacą. Państwo Środka zapowiada, że nie będzie się biernie przyglądać działaniom protekcjonistycznym USA, co grozi wojną handlową.

Skutki ewentualnego konfliktu na tym polu wyliczył i upublicznił Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Według jego szacunków, obroty handlowe w ciągu pięciu lat spadłyby o 14 proc., inwestycje o 4,5 proc., a PKB całego świata obniżyłoby się o 1,5 proc. Jednocześnie wpływowe środowiska biznesowe w USA raczej dążą do tego, by korzystając na zapowiadanych obniżkach podatków i ekspansji inwestycyjnej, w sposób łagodny hamować ekspansję chińską, nie narażając biznesu amerykańskiego obecnego w Chinach na znaczące straty.

Antyamerykańska unia

Wybór Rexa Tillersona, szefa ExxonMobil, na sekretarza stanu, osoby, która bezpośrednio negocjowała umowy biznesowe z administracją Władimira Putina, pokazał całemu światu, w tym i Chinom, że planowane były starania o sojusz z Rosją. Nowemu prezydentowi idealnym rozwiązaniem wydawało się porozumienie z Rosją, które z jednej strony rozwiązałoby problemy na Bliskim Wschodzie, w tym Izraela, a z drugiej ułatwiło działania mające na celu zneutralizowanie chińskiego kolosa poprzez okrążenie go przez Indie, Japonię i Rosję.

I właśnie polityka międzynarodowa jawi się jako główny przegrany początku kadencji prezydenta Trumpa. Wprawdzie działania na Bliskim Wschodzie to pasmo triumfów – najbardziej widowiskowe było pokonanie Państwa Islamskiego, niemniej geopolitycznie znaczenie Rosji bardzo wzrosło, a nawet sprawia ona wrażenie, że w polityce światowej uniezależniła się od Chin. Odprężenie z Pekinem doprowadziło do boomu gospodarczego na świecie, ale dało też czas oddechu groźnemu kolosowi.

W Europie umacnia się antyamerykański sojusz francusko-niemiecki. Odprężenie z Chinami przyniosło wzmocnienie militarne USA w krajach Bliskiego Wschodu – zarówno w Iraku, Afganistanie, Kuwejcie, Bahrajnie, Katarze, jak i ZEA, w sumie o 17 770 żołnierzy. Jednocześnie zaostrzenie stosunków militarnych z Koreą Północną okazało się idealną osłoną do przeniesienia w region Chin trzech flotylli lotniskowców, jak i wzmocnienia amerykańskiej obecności wojskowej w Japonii, bez wzbudzania światowego alarmu.

Niestety, wydaje się, że Polska niewystarczająco korzysta z możliwości, które stwarza prezydentura Trumpa, w celu wyzwolenia się z objęć Brukseli, którą prezydent USA wprost nazwał „niemieckim wehikułem”.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu  „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Dr Cezary Mech