• Sobota, 17 listopada 2018

    imieniny: Elżbiety, Grzegorza, Zbysława

Hybrydy dyplomatyczno-polityczne

Sobota, 3 lutego 2018 (20:05)

Hybryda to jakiś stwór złożony z elementów kłócących się między sobą i w rezultacie niejednoznaczny. Ostatnio pojawiły się, a raczej rozwinęły trzy takie zawiłe hybrydy. Ale po kolei.

„Przeciw, a nawet za aborcją”

Normalnie ludzie poczynają się i rodzą z miłości stwórczej i w miłości społecznej. Ale w dzisiejszej cywilizacji coraz częściej poczęte dziecko staje się problemem dla matki, a także dla ojca i najbliższej wspólnoty. Główny zabójca coraz częściej potrafi omotać umysły i serca ludzi słabych osobowościowo, nieufających Bogu, a zwłaszcza ateistów społecznych, że zabić poczęte dziecko to jakby tylko usunąć niepożądaną narośl czy guz. Usprawiedliwia się, często pseudonauką, że to przecież tylko nieuformowany jeszcze zespół komórek, który przeradza się w „płód ludzki” na dobre dopiero tuż przed samym narodzeniem, tak jakby sam czas rodził człowieka. Niektórzy, nie mniej przewrotni, tłumaczą sobie, że zabicie to tylko pomoc w naturalnym poronieniu. Jeszcze inni, głównie ateiści, głoszą, że to tylko sprawa światopoglądowa, wymyślona przez kler katolicki dla zdobycia władzy nad człowiekiem już od jego poczęcia i wywyższających płód jako już człowieka, jako osobę, jako dziecko Boże i jako największe misterium. A faktycznie ma to być zwyczajne poczęcie jak u zwierząt. I rzeczywiście, w ateizującej się cywilizacji płód rzadkich gatunków zwierząt traktuje się bez porównania lepiej niż embrion człowieka.

Niestety, niekiedy nawet i wierzący katolicy – w obronie swoich słabości – popełniają świętokradztwo względem Miłosierdzia Bożego, uważając, że z góry zwalnia ono każdego człowieka od konieczności nawrócenia, bez odmiany złego życia. Mówią sobie: „Boże, przecież miłosierdzie jest Twoim najwyższym przymiotem, nie będziesz dla mnie okrutny, żeby rodzić z takimi trudnościami i przeszkodami, i nie odbierzesz mi prawa do wolności”. I tak zabijają swoje dzieci setkami na świecie, tysiącami, milionami i miliardami. Jak to wytłumaczyć? Może to już jesień ludzkości?

W państwach ateistycznych i ściśle laickich doszło do stanowienia prawa aborcyjnego niemal bez żadnych ograniczeń. Toteż Polska po roku 1989 niemal cała katolicka chciała się tej klęski pozbyć. Ale okazało się, że jest to bardzo trudne. Wprawdzie w Konstytucji z roku 1997 wywalczyliśmy sobie sformułowanie, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia” (art. 38), ale ustawowo dopuszczono trzy przypadki legalnej aborcji. W zażartych dyskusjach nawet sztandarowi katolicy uważali, że legalizacja oznacza tylko niekaralność i nie stanowi przeszkody co do niestosowania aborcji, gdy komuś nie pozwala na to jego sumienie. Ale ludzie ci nie rozumieli świadomości społecznej potocznej, według której legalizacja społeczna oznacza jednocześnie czyn dobry i etyczny.

Toteż kiedy w latach 2005-2007 władzę zdobyły partie z ducha katolickie, dzielni obrońcy życia wnieśli projekt dopełniający art. 38 Konstytucji o brzmieniu: (ochronę) „od poczęcia do naturalnej śmierci”. I w ostatecznym głosowaniu ustawa o ochronie życia w całości byłaby przeszła, gdyby nie niespodziewane i zapewne sugerowane wstrzymanie się od głosu ponad 60 członków partii wiodącej (a zabrakło tylko ok. 30 głosów). To była jakaś hybryda: albo z powodu zaćmienia katolickich sumień, albo z jakichś pomysłów politycznych, albo wreszcie z lęku przed zwolennikami aborcji jeszcze szerszej. Nastąpiła ogólna dezorientacja: co się dzieje. I niektórzy zaczęli mówić, że nastąpi jakaś kara Boża. Inni wyśmiewali to: kara Boska to średniowiecze i głupota. A jednak nie przyszło błogosławieństwo. Przyszło natomiast jakieś straszne wydarzenie.

Jeszcze nie podnieśliśmy się całkiem z tragedii, a znów zanosi się na coś podobnego. Oto ludzie kierujący się sumieniem zgłosili do Sejmu projekt „Zatrzymaj aborcję” w zakresie dzieci podejrzanych o choroby genetyczne, zwłaszcza że dziś dokonuje się niemal 90 proc. aborcji eugenicznych z tytułu podejrzenia o chorobę, a często faktycznie zabija się dzieci zdrowe. Projekt ten długo był przetrzymywany z nieznanych powodów.

W międzyczasie wyszło oświadczenie ze strony rządzących, że to cierpienia zwierząt futerkowych „są jednymi z najgorszych cierpień, jakie w ogóle mają miejsce”. Domyślnie: dzieci zabijane z powodu zespołu Downa mniej cierpią lub w ogóle nie cierpią. Ale projekt „Zatrzymaj aborcję” przesłano do drugiego czytania. Natomiast nie przeszedł do drugiego czytania lewacki projekt obywatelski: „Ratujmy kobiety 2017” z żądaniem znacznego poszerzenia aborcji. Co zaskakujące, cały ścisły trzon koalicji, niewątpliwie znów z czyjejś sugestii, głosował za przyjęciem tego projektu do dyskusji. Tu znowu jakaś hybryda. Czy wolno popierać człowiekowi sumienia projekt zabijania dzieci, choćby tylko poddawać go pod dyskusję? Jakaś gra kartami politycznymi o śmierć? Co gorsza, niektórzy ludzie z koalicji zaczęli sobie podrwiwać z tych szlachetnych posłów z dwu partii opozycyjnych, którzy albo głosowali przeciwko swemu projektowi, albo wstrzymali się od głosu, albo wreszcie w ogóle nie głosowali. Czy wolno kpić sobie z takiej niesubordynacji partyjnej, która opowiada się za życiem? Oczywiście, projekt „Ratujmy kobiety” nie przeszedł do drugiego czytania mimo dużego poparcia ze strony koalicji.

Czyżby u obrońców życia panował lęk przed zwolennikami zabijania? Nie wierzą w pomoc Boga? Niech pamiętają o proroctwie Bożym do króla judzkiego Achaza (736-721 przed n.Chr.), który mocno się przestraszył dwu zagrażających mu społeczności: „Pan powiedział do Izajasza: Idź i powiesz Achazowi: ’Nie trwóż się! Niech się nie lęka twoje serce z powodu tych dwóch niedopałków dymiących głowni, z powodu płomienia ich gniewu’” (Iz 7,4). I proroctwo dodaje: „Jeśli nie będziecie wierzyli, nie zdołacie się ostać” (Iz 7,9). Zasadnicza moralność polityczna jest zawsze silnym gwarantem wielkiej przyszłości.

Źródła faszyzmu według niektórych liberałów

W dzisiejszych ideologiach polityczno-społecznych ożywają mocne ataki na faszyzm czy na różnego rodzaju faszyzmy. Ale zachodzi hybrydowe zjawisko w tym, że na czoło wysuwa się właściwie tylko jedno przeciwstawienie, mianowicie: liberalizm – faszyzm, choć faszyzm jest ujmowany dosyć różnorako i szeroko: faszyzmem jest więc nie tylko to, co jest przeciwne liberalizmowi, ale także i to, co jest przeciwne marksizmowi współczesnemu, ruchom lewackim, demokracji, a nawet i ateizmowi. W rezultacie faszyzm w każdej postaci ma być największym dziś złem polityczno-społecznym. I hybrydowo wielu teoretyków niespodziewanie wiąże to „zło” z religią, głównie z katolicyzmem. Widać to doskonale na podstawie podawanych coraz częściej „źródeł” faszyzmów.

Bardzo wielu obłędnych teoretyków uważa, że samym zaczynem idei i życia faszystowskiego jest instytucja małżeństwa dwupłciowego, religijnego, sakramentalnego, błogosławionego przez Kościół, nierozerwalnego. Takie małżeństwo ma odbierać wolność obydwu stronom.

Następnym i silniejszym źródłem faszyzmu ma być rodzina: religijna, autorytarna, patriarchalna, wielopokoleniowa, bez in vitro, zdyscyplinowana, hierarchiczna, jako instytucja prawna, związana Dekalogiem, gdzie żona „musi” rodzić, bez swobody zabijania poczętych, gdzie są narzucane role i obowiązki, autorytety i władze, jeden światopogląd i jedno wyznanie, patriotyzm, gdzie jest karanie dzieci i w ogóle „przemoc”.

Faszyzm przejawia się dalej w odrzucaniu rozwodów, tzw. wolnej miłości, cudzołóstwa, homoseksualizmu, wyboru płci, legalnej aborcji, stosowania in vitro z doborem cech, surogatki dla rodzenia dzieci, transwestycji płciowej, handlu dziećmi.

Faszyzm wzmaga się szczególnie w rozwijaniu patriotyzmu, a więc w wynoszeniu swoich ojczyzn, w celebrowaniu swoich tradycji, w przywiązaniu do swojej historii, bohaterów, własnego języka, w gloryfikacji swojej kultury, swoich obyczajów, w zwalczaniu kosmopolityzmu, europeizmu.

Wielkim źródłem faszyzmu jest zadurzenie się we własnym narodzie. Naród uważa się za wytwór ciała i krwi, patriarchatu, plemienności, rasizmu, zbiorowego egoizmu. Bliźnim w pełnym znaczeniu jest wtedy tylko współczłonek tego samego narodu, a nie każdy człowiek. Wszelkie złe przymioty i winy narodu uważa się za słuszne i wartościowe. Tymczasem należy odrzucić dawne tradycje narodowe, kulturę duchową, religię, obyczaje. Powinno się oddać do muzeum sztandary narodowe, godła, hymny, pieśni, stroje. Naród winien być poddawany nieustannej krytyce, żeby nie tworzyć nacjonalizmu, pychy narodowej i tworu zniewalającego jednostkę do głębi.

Największym dziś źródłem faszyzmu europejskiego – mówią liberałowie – jest państwo o profilu średniowiecznym, a więc przyjmujące Dekalog, dobre prawa, silną władzę, kultywujące swoich historycznych bohaterów, panujących, wodzów, twórców kultury.

Co więcej, wmawia się, że faszyzm bazuje na przyjmowaniu prawdy wiecznej, absolutnej, bezwzględnego dobra, dogmatów, Opatrzności Bożej nad światem i historią, sprawiedliwości historycznej. Tymczasem istnieje wiele prawd, wszystkie prawdy są względne, zależne od założeń, od punktu widzenia i od czasu czy sposobu ich stosowania. Nic bowiem tak nie zniewala człowieka jak prawda absolutna, wieczna, niezmienna, pełna. Podobnie nie ma i absolutnego dobra, wartości.

A zatem do określonego faszyzmu w Polsce przyczynia się Kościół katolicki, który przyjmuje, że tylko on jest prawdziwy, że istnieje tylko jeden Bóg, jedna prawda najwyższa Boska, jeden świat, jedno życie, jeden Dekalog, jedno nierozerwalne małżeństwo, jedna Polska, jedna Ojczyzna, jeden system wartości.

Tak to właśnie zwalczanie katolicyzmu i Kościoła katolickiego, ostatnio zwłaszcza polskiego, osiąga apogeum i dosięga już niemal każdej wyższej myśli Kościoła i każdego odcinka jego życia. To, że Kościół katolicki w Polsce nie został zepchnięty ze sceny publicznej, a wręcz ożywia się i promieniuje na inne państwa UE, doprowadza wielu ideologów Unii do wściekłości. Liczą, że po śmierci św. Jana Pawła II łatwiej będzie ten Kościół opluć i uciszyć, choćby i przez brednie umysłowe.

Zhańbić Polskę oskarżeniem o holokaust

Sejm polski nowelizacją ustawy o IPN postanowił 26 stycznia 2018 r. zakończyć wreszcie powtarzające się od lat i po całym niemal świecie szkalowanie Narodu Polskiego sformułowaniami: „polskie obozy śmierci” czy „polskie obozy zagłady”, co imputuje myśl, że to Polacy i polski Naród, nie Niemcy, dokonali holokaustu na Żydach w czasie wojny. A my przez długie lata myśleliśmy, że to tylko brak wiedzy czy zwroty geograficzne w mediach czy wystąpieniach przeróżnych ludzi. Ale z czasem rząd patriotyczny zaczął się niepokoić, że pod tym zwrotem kryje się coś więcej. I zaczął protestować. Ale skutki były słabe. Nawet niektórzy Polacy pochodzenia żydowskiego popełniali nadal takie rzekome lapsusy. Ale faktycznie było to umyślne.

Mimo to długo myśleliśmy, że może chodzi o zwykłe „zmiękczenie naszych kół rządowych”, by wreszcie spełnił żądania – z naszej strony niesłuszne – żebyśmy spłacili mienie pożydowskie w Polsce, utracone w kraju po roku 1939. Według różnych wyliczeń, miałoby to wynosić ok. 65 miliardów dolarów, przy czym niektórzy żądali jeszcze odsetek od roku 1939 i to z obszarów kraju na wschodzie sprzed wojny. Ponadto niekiedy odzywały się żądania, by Polacy zapłacili organizacjom żydowskim w USA i za mienie zniszczone oraz zagrabione przez Niemców i przez Sowietów. Tak to się toczyło. Tylko pojawiały się od czasu do czasu opracowania rzekomo naukowe, że kiedy się jakaś wieś w czasie wojny broniła przed NKWD, to była oskarżana o mordowanie Żydów.

Poza tym w ostatnich czasach niemal każdy kandydat na prezydenta w USA obiecywał, że zniesie wizy dla Polaków, ale dziwnie milkł, gdy zgłaszał taki wniosek do Kongresu. Dziwnym trafem Kongres zwykle podejmował uchwałę, żeby Polska wprzód wypłaciła owe dolary instytucjom żydowskim.

I w roku ubiegłym Senat USA przyjął ustawę 447. W tym czasie Polska związała się mocno z USA, a krytycy Polski w dużej części zmienili swoje zdanie i zaczęli wynosić gospodarkę polską pod niebiosa. Wiadomo, o co chodzi. Ale prawnicy zwrócili uwagę, że Żydzi, którzy utracili swoje mienie w Polsce, byli obywatelami polskimi, nie amerykańskimi, że z ich rodzin prawie już nikt nie żyje, a instytucje nie mają prawa dziedziczenia własności prywatnych. A więc powstał popłoch, że wszystko się posypie. Co zatem? Przy nadarzającej się okazji trzeba uderzyć, że Naród Polski, mimo że pod okupacją, jakoby współpracował z Niemcami w obozach śmierci. A jeśli holokaust, to nie ma już żadnych przedawnień, usprawiedliwień, uników. Ale gdy mimo wszystko teza o pełnym udziale Narodu Polskiego w mordowaniu narodu żydowskiego może się jeszcze nie wszystkim wydać prawdziwa, trzeba jeszcze trochę popracować. Działania te po nowelizacji ustawy o IPN mogą się okazać bezsensowne. Trzeba zatem rząd polski przestraszyć, także przy pomocy Niemców, którym się Polska wyrywa z rąk, i przynajmniej ową nowelizację przynajmniej o kilka lat opóźnić albo i zmienić rząd.

Mimo różnych obaw i przeczuć, a także aluzji, takiego ciosu Polska się nie spodziewała, sama mordowana przez tych samych wrogów. Czyżby to jeszcze jedno doświadczenie krzyżowe Polski za to, że jest chrześcijańska? Czynniki izraelskie, które kładą miecz duchowy między nami a nimi, muszą się okazać ludźmi. Inaczej nie da się żyć.

Ks. prof.Czesław S.Bartnik