• Środa, 21 lutego 2018

    imieniny: Piotra, Eleonory, Fortunata

Zachodni świat jest mocno podzielony

Czwartek, 25 stycznia 2018 (19:03)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Trwające Światowe Forum Ekonomiczne w Davos jest także starciem globalistów i antyglobalistów. Czy da się pogodzić dwie wizje świata Angeli Merkel, która broni globalizmu, i Donalda Trumpa, który stoi po stronie protekcjonizmu – głównego elementu jego polityki?

– Sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać, bo kanclerz Angela Merkel wcale nie jest główną rozgrywającą, jeśli bierzemy pod uwagę tzw. siły globalistyczne w świecie. One są zdefiniowane przede wszystkim przez wielkie, ponadnarodowe czy międzynarodowe korporacje mocno osadzone finansowo. Te ciała są niejednokrotnie mocniejsze niż poszczególne rządy, co więcej – funkcjonują ponad strukturami politycznymi, a przy tym posiadają ogromne możliwości – wręcz przymuszania poszczególnych rządów, które działają na korzyść tychże korporacji. Budżety takich korporacji są nieraz większe niż budżety poszczególnych państw. Niektórzy analitycy mówią nawet, że korporacje te funkcjonują jako ponadnarodowe państwa, posiadając przy tym cały szereg cech wspólnych czy charakterystycznych dla tego typu aparatów państwowych. Oczywiście Stany Zjednoczone przez wiele lat były główną siłą, która była wykorzystywana do wzmocnienia tego procesu uwalniania świata z wszelkich ograniczeń handlowych, co przy skali działalności wielkich korporacji dawało im przewagę. I nagle wydarzył się Donald Trump jako ktoś dla tych środowisk globalistycznych nieakceptowalny. Zaczął mówić np. o potrzebie ochrony klasy średniej w Stanach Zjednoczonych, podniósł kwestię ograniczenia nieuczciwej konkurencji poprzez biznes ulokowany inwestycyjnie w Chinach itd.

A jeśli chodzi o kanclerz Merkel?             

– Kanclerz Angela Merkel jest, można powiedzieć, jednym z mniej istotnych ogniw w tym względzie. Bardziej bowiem kreuje pewną wizję Europy niemieckiej, ale nie zdefiniowałbym jej jako główny motor procesów globalistycznych w świecie.

Konserwatywne podejście prezydenta Donalda Trumpa w sprawach gospodarczych może się przełożyć na rynek globalny?

– Owszem, zresztą cały czas toczy się gigantyczna gra, trwają ostre zmagania w celu podporządkowania sobie możliwie największych obszarów rynkowych. Proszę wziąć pod uwagę, że ostatnie kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat w Stanach Zjednoczonych upływa pod znakiem uszczuplania się tzw. klasy średniej. Mieliśmy zatem do czynienia ze wzrastaniem w siłę możnych, wielkich, a zarazem umniejszaniem wagi i roli zwykłych ludzi. Trump zmienia, czy dąży do zmiany tych utartych stereotypów, dlatego jego wizja napotyka na tak potężny upór, rodzi falę niechęci także ideologicznej. Proszę też pamiętać, że pomiędzy globalistami gospodarczymi a rewolucjonistami kulturowymi istnieje dziwny związek. Rewolucja kulturowa tworzy pewien typ konsumenta, który odznacza się brakiem zachowań kulturowych, który przyjmuje bardzo chętnie, często bezrefleksyjnie wszelkie globalne układy. Tak czy inaczej w świecie trwają zmagania, trwa spór między tymi wizjami i pytanie brzmi: na ile Trumpowi uda się dopiąć swego, a na ile i czy w ogóle będzie musiał ulec presji globalistów. Jak to będzie, pokaże rzeczywistość.

Jest możliwe ułożenie prawidłowych relacji między biznesem a polityką?

– Czynnikiem, który sprzyja ułożeniu takich relacji, zazwyczaj jest dominacja. Jeśli bowiem mówimy o dużych korporacjach, to one starają się penetrować różne rynki i poprzez przewagi finansowe wpływać na politykę czy kreować rozmaite zjawiska. Niektórzy idą nawet dalej, twierdząc, że różne rewolucje były inspirowane czy też wspierane przez globalistów. Weźmy chociażby George’a Sorosa, za którego działalnością idzie pewna ideologia. Ale w tym względzie jest ruch odwrotny. Kiedyś Benjamin Barber w swojej książce „Dżihad kontra McŚwiat” napisał, że z jednej strony mamy globalistów, a więc niepohamowaną konsumpcję i pełną dominację wielkich tego świata, natomiast reakcją na tę dominację jest tzw. dżihad, czyli zupełnie fanatyczna reakcja terrorystów różnego typu m.in. wyrażająca się w dżihadzie islamskim. Książka Barbera powstała kilkanaście lat temu, gdy o zamachach i walce z dominacją islamu, o której dzisiaj wiemy, nie było jeszcze głośno. Dlatego w jego pojęciu dżihad to raczej słowo-uproszczenie, które ukazuje jeden z kierunków, w jakim zmierzają współczesne społeczeństwa, a zatem świadczy coś więcej, ma inny wymiar i jest przedstawiane jako pewne szaleństwo różnych skrajnych nurtów. Natomiast państwa narodowe próbują się bronić w mniej lub bardziej skuteczny sposób, co nie zmienia faktu, że są atakowane. I to, że dzisiaj Polska próbuje prowadzić suwerenną politykę gospodarczą, narodową, to rodzi szaleńcze ataki na nasz kraj.

Jak te procesy globalizacyjne mają się do dynamicznie rozwijającej się Polski?

– Jeśli chcemy być podmiotem, a nie przedmiotem politycznym, to musimy być również podmiotem gospodarczym. Musimy mieć swoją własność, realizować swoje interesy, ale też mieć swoją własną tożsamość narodową. Naturalnie samo dojście do władzy Donalda Trumpa daje nam pewne, nowe możliwości. Mamy zachodni świat mocno podzielony i korzystając z tego, możemy się bardziej wybić w całej tej przestrzeni. Obecnie trwa zwarcie z tymi, którzy nie widzą miejsca dla suwerennych państw narodowych oraz zwarcie z tymi, którzy nie widzą ocalenia w świecie zachodu kultury chrześcijańskiej i idei narodowej. I to jest czas, w którym dzisiaj jesteśmy.                

W Davos Polskę promują prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki. Czy nasz wzrost gospodarczy, uszczelnienie systemu podatkowego i reformy społeczne mogą się stać wzorcem dla innych państw?

– Owszem, mogą być pewną inspiracją. Kryzysy finansowe i wstrząsy, jakie nastąpiły na przestrzeni ostatnich lat, mają swoje konsekwencje do dzisiaj. Do tego trzeba jeszcze doliczyć olbrzymie różnice społeczne, o których wspomniałem wcześniej, gdzie bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedni obniżają swój status. Nam przez ostatnie dwa lata – wydaje się, że udało się powstrzymać rozmiar biedy, ale również udało się ograniczyć coś, co w globalistycznym świecie jest powszechne, a mianowicie patologię w postaci ograbiania państwa. Mam tu na myśli walkę z mafiami VAT-owskimi, co jest pewnym, ważnym przykładem, pokazującym, jak państwo – przynajmniej do pewnego stopnia – umie zapanować nad chaosem, który jest rozgrywamy przez różne podmioty usiłujące maksymalizować zyski kosztem tych słabszych.

Premier Morawiecki wczoraj w Davos zapowiedział, że jeszcze w tym półroczu gotowa będzie Konstytucja dla biznesu. Jak ważny to może być czynnik rozwoju?

– Jeśli chodzi o Polskę, to Konstytucja dla biznesu z pewnością jest czynnikiem o znaczeniu fundamentalnym. Pamiętajmy, że Polska jest zbudowana na drobnej i średniej przedsiębiorczości, które są obciążone różnymi fiskalnymi, a przede wszystkim biurokratycznymi obciążeniami. Na porządku dziennym są różnego rodzaju nadregulacje. W tej atmosferze chaosu doskonale radzą sobie wielkie podmioty zagraniczne, które w przeciwieństwie do naszych rodzimych firm mają możliwości obsługi prawnej. W tej sytuacji ułatwienia w tym zakresie dla polskiego biznesu czy wszelkiego rodzaju uczytelnienie systemu i pomoc w rozwoju dla polskich przedsiębiorców, co jak można sądzić, ma zawierać Konstytucja dla biznesu, to jest fundament naszego życia gospodarczego.   

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki