• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Prokuratura nie ma wątpliwości

Piątek, 28 grudnia 2012 (02:07)

Dowody na przyjmowanie i żądanie łapówek przez dr. Mirosława G. zostały potwierdzone przed sądem – uznała prokuratura w kończącym się procesie byłego ordynatora kardiochirurgii szpitala MSWiA. I żąda dla niego kary 2 lat więzienia w zawieszeniu i 200 tys. zł grzywny.

– Bezsporne jest, że dr G. przyjmował korzyści majątkowe od pacjentów – stwierdził prokurator Przemysław Nowak. – Dowody prokuratury na przyjmowanie i żądanie korzyści majątkowych potwierdziły się przed sądem – dodał.

Według pierwotnych zarzutów prokuratury kwota łapówek miała sięgać w sumie ok. 50 tys. złotych. Dlatego prokurator zażądał w swojej mowie końcowej przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa 2 lat więzienia w zawieszeniu, 200 tys. zł grzywny oraz zwrotu łapówek, a ponadto zakazu pełnienia przez lekarza przez 5 lat kierowniczych stanowisk w publicznych szpitalach.

Oskarżony tłumaczył się podczas toczącego się od 2008 r. procesu, że pacjenci sporadycznie zostawiali mu koperty z pieniędzmi, ale on „oddawał je na potrzeby szpitala”. Dodał, iż dostawał „kwiaty, flaszki, obraz”, ale oponował, gdy były to alkohole.

Proces dotyczy rozgraniczenia między wręczaniem łapówek za usługi medyczne a powszechnym w polskich szpitalach „okazywaniem wdzięczności” lekarzom przez pacjentów po operacjach. Prokuratura jednak nie ma wątpliwości, że w przypadku kardiochirurga dochodziło do zachowań korupcyjnych.

– Kwiaty albo bombonierka po operacji: budziłoby sprzeciw karanie za coś takiego. Ale dowód wdzięczności w publicznych placówkach opłacanych z naszych podatków w ogóle nie powinien mieć miejsca. Każdy taki upominek demoralizuje, wprowadza podział na dwie kategorie pacjentów – mówił prokurator Nowak.

– Postuluje się rozszerzenie odpowiedzialności karnej za zachowania korupcyjne, które przybierają najróżniejsze postaci, również takie jak upominek czy prowizja – zaznaczył śledczy. Dodał, że nie zgadza się z linią obrony lekarza, który wskazuje, że były to upominki z wdzięczności.

Mirosław G. został zatrzymany w 2007 r. przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Jego wyprowadzenie w kajdankach pokazano w telewizji. Szef CBA Mariusz Kamiński stwierdził, że „pan doktor Mirosław G. jest bezwzględnym, cynicznym łapówkarzem”. Ostro wypowiedział się o nim również ówczesny szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Stało się to podstawą do medialnych ataków na CBA i ministra sprawiedliwości. Sam dr G. wygrał z Ziobrą proces o naruszenie dóbr osobistych, podobnie jak z dwoma tabloidami.

Prokurator Nowak broni akcji Biura, stwierdzając, że „były podstawy do zatrzymania lekarza, bo w wyniku działań CBA ujawniły się dowody na korupcję w klinice kardiochirurgii”. Zaznaczył, że nie jest to typowa sprawa ze względu na jej wysoki oddźwięk społeczny i polityczny, co określił „medialnym widowiskiem”. – Wyroki ferowano w niej, zanim w sądzie złożono akt oskarżenia. Robili to politycy, media, opinia publiczna – ocenił oskarżyciel. Dlatego zaapelował do sądu o ocenienie tej sprawy „na chłodno i bez emocji”.

To nie jedyny proces kardiochirurga, w którym ma także zarzuty o stosowanie mobbingu wobec podwładnych. W dwóch innych procesach prokuratura oskarża go o narażenie pacjentów na „niebezpieczeństwo utraty życia”, co w jednym przypadku zakończyło się śmiercią pacjenta. Lekarz w jednym procesie nie przyznaje się do winy, a w drugim uznał swoje działania za błąd w sztuce.

Zenon Baranowski