• Niedziela, 22 kwietnia 2018

    imieniny: Łukasza, Leona, Gajusza

Budujmy na Chrystusie

Środa, 3 stycznia 2018 (14:45)

Na prośbę naszych Czytelników zamieszczamy rozmowę z JE ks. bp. Athanasiusem Schneiderem. Rozmowa była opublikowana w wydaniu wielkanocnym „Naszego Dziennika” 14-17 kwietnia 2017 roku.

 

Rozmowa z JE ks. bp. Athanasiusem Schneiderem, biskupem pomocniczym Astany w Kazachstanie

Ksiądz Biskup wraz z dwoma innymi biskupami wezwał w liście do modlitwy w intencji Papieża w związku z adhortacją „Amoris laetitia”, żeby zachęcić go do wyjaśnienia narosłych wokół niej wątpliwości.

– W tych okolicznościach nieodzowny akt Papieża to jedynie taki, który polegałby na niedwuznacznym potwierdzeniu Boskiej prawdy o nierozerwalności małżeństwa nie tylko pod względem doktryny, ale też w odniesieniu do praktyki, jak czynił Jezus Chrystus, a za Jego przykładem Jego wikariusze na ziemi, Biskupi Rzymu. Podstawowe zadanie Papieża jest dokładnie takie: utwierdzać braci w wierze (Łk 22,32). To nie jest opcja, ale przykazanie samego Chrystusa.

Jak my, zwykli katolicy, możemy wyrazić nasze wątpliwości i zagubienie, zachowując szacunek, miłość i posłu-szeństwo wobec Następcy Piotra?

– To, że są wątpliwości i wiele zagubienia w odniesieniu do niezmiennej i apostolskiej dyscypliny Kościoła w kwestii małżeństwa i rozwodu, jest faktem, który nie wymaga żadnej demonstracji. Gdy ważne prawdy naszej wiary, takie jak nierozerwalność małżeństwa, uniwersalne znaczenie prawa moralnego, szczególnie szóstego przykazania, są kwestionowane, zaciemniane i przeinaczane przez specyficzne tak zwane wskazówki duszpasterskie w wielu Kościołach lokalnych, katolicy nie mogą pozostawać obojętni, ponieważ to stanowi zamach na wspólne dobro duchowe całego Kościoła, ponieważ to niepokoi i dotyczy nas wszystkich. Kiedy ojciec rodziny nie dba o danie swoim dzieciom odpowiedniego pokarmu, mają one prawo usilnie żądać tego od niego z jednoczesnym zachowaniem synowskiego poważania. Ojciec nie jest przecież władcą absolutnym ani dyktatorem.

Pod wspomnianym listem podpisało się trzech biskupów z Kazachstanu (na pięciu). Czy Księża Biskupi zapraszali do przyłączenia się innych dostojników kościelnych? Był jeszcze podobny list czterech kardynałów, ale nic więcej. Nie ma Ksiądz Biskup wątpliwości, że postępuje słusznie?

– Była próba pozyskania jeszcze więcej podpisów, aczkolwiek „Apel o modlitwę” podpisało ostatecznie tylko trzech biskupów. Dla mnie to jasne jak dzień, że ten akt jest nie tylko słuszny, ale jest obowiązkiem dla katolickiego biskupa w świetle rzeczywistego i rozpowszechnionego ataku na świętość sakramentów małżeństwa, Eucharystii oraz Boskich przykazań. Zrobiłem tylko to, co miałem zrobić w świetle mojego sumienia i Boskiego osądu.

Jakich interpretacji adhortacji „Amoris laetitia” nie da się pogodzić z naszą wiarą?

– Nasz Pan Jezus Chrystus przywrócił pierwotną godność małżeństwa, ogłaszając raz na zawsze jego bezwzględną nierozerwalność. Apostołowie i najstarsza tradycja Magisterium Kościoła przechowywały i przekazywały w całości i niezmiennie tę Boską prawdę. Kościół trzymał się wiernie tej Boskiej prawdy do tego stopnia, że wolał ponosić znaczne straty doczesne. Kilka przykładów. W IX wieku Papież św. Mikołaj I ekskomunikował niemieckiego króla Lotara II z powodu jego cudzołożnego związku i Papież gotowy był raczej umrzeć niż ustąpić przed siłą militarną, którą król skierował na Rzym, by uwięzić Papieża i zmusić go do zdjęcia ekskomuniki. Pod koniec XII wieku Papież Innocenty II nałożył interdykt (zakaz sprawowania sakramentów) na całą Francję, by zmusić króla Filipa II Augusta do porzucenia cudzołożnego związku i powrotu do prawowitej żony. Pomyślmy, że w XVI wieku papieże woleli schizmę całego państwa takiego jak Anglia od ustąpienia w kwestii rozwodu króla Henryka VIII. Poszczególni papieże, biskupi i wierni wybierali raczej prześladowania i śmierć niż zgodę na rozwód lub dopuszczenie do wyjątku, choćby w pojedynczym przypadku w teorii czy praktyce. Dwa tysiące lat historii Kościoła dostarcza tego świetlanych przykładów. Interpretacja „Amoris laetitia” (AL), która choćby w pojedynczym przypadku dopuszczałaby do Komunii Świętej katolików rozwiedzionych cywilnie, wciąż związanych sakramentalnym węzłem małżeńskim, którzy mimo tego żyją z nowymi partnerami jak mąż i żona, zaprzeczyłaby w praktyce Boskiej prawdzie o nierozerwalności małżeństwa. Nawet gdy biskupi czy kardynałowie dokonujący takich interpretacji „AL” uroczyście zapewniają o zachowaniu nierozerwalności małżeństwa, ich słowa pozostają czczą mową, która nie przysłoni faktu rażącej sprzeczności tej interpretacji z kryształowo czystą Boską prawdą Ewangelii.

W niektórych Kościołach lokalnych biskupi wydali wskazówki sugerujące dość szeroki dostęp do Komunii św. dla rozwiedzionych żyjących w nowych związkach.

– Poprzez takie wskazówki i praktyczne interpretacje „AL” ci biskupi wprowadzają w życie Kościoła czysto ludzką tradycję niewierności i zatwardziałości serca typową dla ludu Starego Testamentu czy uczonych w piśmie i faryzeuszy, potępioną przez Jezusa Chrystusa.

Skąd w ogóle wziął się problem niespójności w głoszeniu nauki Chrystusa?

– Obecne zamieszanie doktrynalne i praktyczne w odniesieniu do nierozerwalności małżeństwa i powszechnego obowiązywania Dziesięciu Przykazań, a w konsekwencji prawa moralnego w ogólności, jest symptomem szerszego i bardziej powszechnego zjawiska dok-trynalnego i moralnego relatywizmu, który zaraża Kościół już od ponad 50 lat. To zjawisko polega na uleganiu filozoficznej zasadzie subiektywizmu w odniesieniu do prawdy rozumowej i moralnej. To typowa cecha nowoczesności, którą charakteryzuje szalejący antropocentryzm. Ten antropocentryzm oznacza, że człowiek stawia siebie w miejscu Boga, że człowiek wyznacza, co jest prawdziwe i nieprawdziwe oraz co jest dobre i złe, że w rezultacie to człowiek pragnie być czczony. Bóg, a konkretnie Chrystus, Bóg wcielony, jest zatem odsuwany na bok, nawet podczas celebracji liturgicznych, gdy Eucharystyczny Bóg często trafia do kąta w tabernakulum, zaś kapłan-człowiek stawia siebie w centrum, zwracając się do ludu podczas całej liturgii, mimo że liturgia powinna być przede wszystkim adoracją Chrystusa, a nie wpatrywaniem się w twarz księdza.

No właśnie. Ksiądz Biskup jest znany jako zwolennik tradycyjnej liturgii i pobożności eucharystycznej. Jak do tego doszło?

– Najgłębsza lekcja, jaką wyniosłem z celebracji Mszy św. w tradycyjnej formie, jest taka: ja jestem tylko prostym narzędziem nadprzyrodzonej i nieskończenie świętej czynności, której głównym celebransem jest Chrystus, Najwyższy i Wieczny Kapłan. Kiedy odprawiam tradycyjną Mszę św., czuję, że podczas celebracji tracę pewne poczucie mojej indywidualnej wolności, gdyż słowa i gesty są nakazane w najmniejszym szczególe i ja nie mogę z nich rezygnować. Czuję najmocniej w sercu, że jestem tylko sługą, który z wolną wolą, z wiarą i miłością wypełnia już nie swoją wolę, ale wolę Boga w najdrobniejszych szczegółach. Ponadtysiącletni tradycyjny ryt Mszy św., którego nie zmienił nawet sobór trydencki (ponieważ obrzędy przed i po nim były prawie identyczne), ogłasza z mocą dobrą nowinę wcielenia i objawienia niewymownie świętego i niezmierzonego Boga, który w liturgii jako „Bóg z nami”, jako Emmanuel, staje się tak mały i tak bliski nam, nawet w szczegółach obowiązkowych rubryk liturgicznych. Tradycyjny ryt Mszy św. jest wysoce kunsztowną i jednocześnie potężną proklamacją Ewangelii, wypełniającą dzieło naszego zbawienia. Kiedy księża i biskupi blokują lub ograniczają celebrację tradycyjnej Mszy św., nie są posłuszni temu, co Duch Święty mówi do Kościoła, i postępują w sposób bardzo antyduszpasterski. Zachowują się jak właściciele skarbu liturgii, który nie należy do nich, bo są tylko jego administratorami. Jeśli zakazują celebracji tradycyjnej Mszy św. albo mnożą utrudnienia czy dyskryminując ją, zachowują się jak niewierni i gnuśni zarządcy, którzy – wbrew zaleceniom gospodarza – zamykają spiżarnię na klucz, albo jak niegodziwa macocha dająca dzieciom liche porcje. Być może ci księża czują lęk przed wielką mocą prawdy promieniejącej z celebracji tradycyjnej Mszy św. Można porównać tradycyjną Mszę św. do lwa: wypuść go na wolność, a obroni się sam.

A jak Ksiądz Biskup sam poznał i pokochał tradycyjną liturgię?

– Moja droga do tradycyjnej liturgii przebiegała w sposób organiczny, począwszy od wychowania w wierze katolickiej przez moją matkę i moje babcie w czasach prześladowania Kościoła, gdy mieszkałem w Związku Sowieckim. Wiary uczył mnie również święty kapłan o. Janis Pawłowski, kapucyn z Łotwy, który był więziony podczas prześladowań, a potem był moim proboszczem w Tartu w Estonii. Wtedy jako dziecko i nastolatek uczyłem się, że to wszystko, co jest związane z Najświętszą Eucharystią, musi być w wyjątkowy sposób święte i wzniosłe. Ojciec Pawłowski odprawiał Mszę św. zawsze odwrócony przodem do tabernakulum. Kiedy w 1973 roku moja rodzina wyemigrowała do Niemiec Zachodnich, doświadczyliśmy głębokiego szoku i głębokiego bólu, widząc nowy styl odprawiania Mszy św. w kierunku ludu jak w zamkniętym kręgu. Ten styl celebracji przypominał mi styl nabożeństwa wspólnoty baptystów, w jakim raz uczestniczyłem w Związku Sowieckim. Innym szokiem była dla nas Komunia św. udzielana na rękę. Dla moich rodziców, rodzeństwa i dla mnie ta praktyka była wręcz straszna, moja matka nawet płakała, widząc taką scenę. Dziękuję Bogu za tę wielką łaskę, że zawsze w mojej duszy tęskniłem za nabożnym i wzniosłym sposobem odprawiania Mszy św. Nazwałbym to „sensus liturgicus fidei”, liturgicznym zmysłem wiary. Jako młodzieniec wstąpiłem w Austrii do wspólnoty kanoników regularnych, gdzie Msza św. (w nowym rycie) była celebrowana po łacinie i w kierunku Pana w tabernakulum, a Komunia św. udzielana była klęczącym i na język. Kiedy Papież Benedykt XVI w 2007 roku zrehabilitował tradycyjną liturgię Mszy św., była to dla mnie głęboka radość, ponieważ ja sam mogłem odtąd odprawiać i asystować do Mszy św. w formie, której doświadczyłem w dzieciństwie w czasach prześladowań Kościoła, tej samej formie, której doświadczyli moi rodzice i dziadkowie. Mówiąc słowami Benedykta XVI: „to, co poprzednie pokolenia uważały za święte, świętym pozostaje i wielkim także dla nas, przez co nie może być nagle zabronione czy wręcz uważane za szkodliwe. Skłania nas to do tego, byśmy zachowali i chronili bogactwa będące owocem wiary i modlitwy Kościoła”. Co więcej, rehabilitacja tradycyjnej liturgii powinna mieć według Benedykta XVI również pozytywny i ubogacający wpływ na nowy ryt Mszy św. Jedno z najbardziej koniecznych wzbogaceń polega na odprawianiu również nowego rytu w kierunku Pana, jak sugerują Benedykt XVI i ostatnio kardynał Robert Sarah, prefekt Kongregacji Kultu Bożego.

Kiedyś Ksiądz Biskup wezwał do wydania nowego syllabusa błędów współczesności na wzór tego, który wydał bł. Pius IX. Co powinien on zawierać?

– Jest ich wiele. Syllabus błędów współczesności najbardziej zagrażających naszej wierze powinien zawierać, po pierwsze, teorię, że istnieje Kościół przedsoborowy i posoborowy w znaczeniu zerwania i nieciągłości, preferując Kościół „posoborowy” i uznając za rzeczywisty Kościół „soborowy”, tworząc w ten sposób pojęcie nowego Kościoła, „Kościoła Vaticanum II”. Po drugie, teorię, iż inne wyznania chrześcijańskie lub inne religie są również drogami do zbawienia chcianymi przez Boga. Po trzecie, teorię, że kobiety mogą otrzymać dostęp do sprawowania posług wynikających ze święceń, przynajmniej diakonatu, której to aspiracji sprzyja szerokie rozpowszechnienie w praktyce kobiet jako akolitów i lektorów, praktyce nawet nie wspomnianej w dokumentach Vaticanum II. Po czwarte, wątpliwości co do wieczystego dziewictwa Najświętszej Maryi Panny, zwłaszcza co do dziewiczego narodzenia Jezusa i dziewictwa Matki Bożej w trakcie porodu (virgitas in partu). Po piąte, teorię, że Msza św. jest przede wszystkim braterską ucztą, a ofiarny aspekt Mszy św. jest tylko metaforą lub chodzi o ofiarę uwielbienia (ten błąd rozrósł się stopniowo na skutek typowo bankietowego sposobu odprawiania Mszy św., czyli powszechnej praktyki celebracji „versus populum”, o której nawet nie wspominają ojcowie Vaticanum II).

Po szóste, brak wiary w transubstancjację, a nawet rzeczywistą obecność (głównie spowodowany nowoczesną praktyką Komunii św. na rękę, której to praktyki ojcowie Soboru nie mogli nawet sobie wyobrazić, a którą Paweł VI osobiście uznawał za niebezpieczną). Po siódme, błędny pogląd na temat kolegialności biskupów, przypisujący kolegium biskupów zwyczajną najwyższą władzę nad Kościołem powszechnym, co tworzy rodzaj podwójnej głowy ciała Kościoła wbrew Boskiemu ustanowieniu Kościoła. Po ósme, błędne zastosowanie zasady kolegialności biskupów w postaci konferencji episkopatu na szczeblu narodowym i międzynarodowym, osłabiające w ten sposób ustanowiony przez Boga indywidualny urząd nauczycielski i władzę biskupa diecezjalnego. Po dziewiąte, wątpliwości co do wieczności piekła. Po dziesiąte, wątpliwości co do rzeczywistej możliwości wiecznego potępienia istoty ludzkiej w piekle, co oznaczałoby, że piekło jest puste. Po jedenaste, wątpliwości co do konieczności odpokutowania kar doczesnych w czyśćcu. Po dwunaste, naturalistyczne postrzeganie chrześcijańskiej prawdy i życia, przez które aktywizm i społeczne zaangażowanie przeważają ze szkodą dla modlitwy i adoracji Boga, co oznacza pewnego rodzaju neopelagianizm. Po trzynaste, nieuznawanie antykoncepcji jako ciężkiego wykroczenia przeciw moralności. Po czternaste, praktyczne błędy w odniesieniu do nierozerwalności ważnego małżeństwa (którym sprzyja praktyka dopuszczania rozwiedzionych do Komunii św.). Po piętnaste, błędy w odniesieniu do obiektywnego nieuporządkowania aktów homoseksualnych i homoerotyzmu oraz obiektywnego wykroczenia przeciw moralności cywilnych związków jednopłciowych, ponieważ w efekcie sprzyjają one sodomii. Po szesnaste, zamieszanie wokół istotnej różnicy pomiędzy kapłaństwem urzędowym i powszechnym. Wreszcie po siedemnaste, wątpliwości co do zwyczaju celibatu duchownych i jego nieprzemijającej wartości ze względu na tradycję apostolską. 

Czy na stanowisko Księdza Biskupa ma jakiś wpływ nietypowe doświadczenie posługi w Kazachstanie?

– Wspólnota katolicka Kazachstanu jest liczebnie bardzo mała, stanowi być może pół procent całej populacji. Jednakże mamy w Kazachstanie zaszczyt, który jest jednocześnie powinnością, być dziedzicami wielu męczenników i wyznawców wiary. To dziedzictwo uznaję za największe bogactwo naszego Kościoła, które musimy zachowywać. Zatem nie finansowy dobrobyt ani struktury biurokratyczne i wiele komisji duszpasterskich naprawdę zbuduje Kościół, ale silna, czysta i nieustraszona wiara, którą przekazał nam Kościół prześladowany. Jestem szczęśliwy, że mogę sprawować moją posługę biskupią w Kościele ubogim i małym, na peryferiach. Jedną z najbardziej znaczących wartości ludzkich i duchowych, która pozostaje ciągle obecna w naszych wspólnotach, jak i w kazachskim społeczeństwie, jest głęboki respekt dla rzeczy świętych, a szczególnie dla matki i osób starszych. Kościół katolicki jest z natury uniwersalny i nawet w najmniejszych i najbardziej peryferyjnych wspólnotach obecna jest pełnia Kościoła, gdy zachowana jest integralna wiara katolicka, liturgia i jedność ze Stolicą Piotrową w Rzymie, z Papieżem, Wikariuszem Chrystusa na ziemi. Zatem by pomagać budować Królestwo Boże w życiu Kościoła, niekoniecznie trzeba zajmować nadzwyczajną pozycję. Co więcej, zgodnie z nauczaniem Soboru Watykańskiego II każdy biskup przez fakt przynależności do kolegium biskupów może powinien troszczyć się o wspólne dobro duchowe całego Kościoła, wnosząc własny wkład w postaci modlitw, ofiar, słów i czynów. Istotnie, Kościół to żywy organizm, mistyczne Ciało Chrystusa, do którego każdy członek powinien wnosić swój wkład w duchu Chrystusa, prawdziwej Głowy Kościoła, naśladując przykład apostołów, których następcami są biskupi.

Co Ksiądz Biskup chciałby przekazać polskim Czytelnikom?

– Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie, życzę wszystkim Czytelnikom „Naszego Dziennika” obfitych łask naszego zmartwychwstałego Pana Jezusa Chrystusa. Niech umacnia się wasza żywa wiara w Pana Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela ludzkości. Nie ma innej religii, która wybawia człowieka, poza Kościołem katolickim, ponieważ jest to jedyny Kościół Boga, ponieważ Kościół to sam żyjący Chrystus. Jezus Chrystus rzeczywiście, cieleśnie powstał z martwych. Jednak On zmartwychwstał ze swymi świętymi ranami na swoim ciele. Rany, znaki i świadkowie męki i ofiary na krzyżu pozostaną na zawsze. Są to nieusuwalne znaki niewypowiedzianej miłości i miłosierdzia Chrystusa. Rany pozostają na zmartwychwstałym ciele Chrystusa, by przypominać, że nie ma chrześcijanina bez krzyża, że prawdziwe chrześcijaństwo zawsze doznaje chwały tylko w krzyżu Chrystusa, że krzyż Chrystusa jest naszą największą bronią w bitwie przeciwko złym duchom, przeciwko wrogom prawdy. Wierzymy w Jezusa Chrystusa, w Jego krzyż, w Jego rany, w Jego chwalebne zmartwychwstanie. Ze względu na tę wiarę chcemy być gotowi oddać nasze życie. Jezus jest żywy i żyje, i my również, jeśli jesteśmy w stanie łaski, jesteśmy żywi i żyjemy. Jeśli jesteśmy w stanie łaski, Chrystus żyje w nas i nie musimy się niczego bać. Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał!

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski