• Czwartek, 26 kwietnia 2018

    imieniny: Marzeny, Klaudiusza

Wybór caracali był polityczny

Niedziela, 17 grudnia 2017 (20:09)

Z Andrzejem Kuchtą, przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Świdniku, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Informacja o uziemionych śmigłowcach Caracal we Francji zaskoczyła załogę PZL Świdnik i Pana osobiście?

– Może nie tyle sama informacja o uziemionych caracalach nas zaskoczyła, co skala tego zjawiska. Jeśli trzy czwarte francuskich śmigłowców tego typu nie jest w stanie wznieść się w powietrze, to jest to naprawdę dużo. Owszem, różne firmy borykają się z utrzymaniem sprawności śmigłowców i być może nie wygląda to tak, jakby chciało czy życzyło sobie wojsko. Ale skala tego zjawiska jest nieporównywalna do tego, co słyszymy przy okazji francuskich śmigłowców Caracal. Z drugiej strony jest to informacja, która potwierdza też nasze obawy, jakie były podnoszone przy okazji wyboru przez rząd koalicji PO – PSL helikopterów Caracal. Przypomnę, że wskazywaliśmy z jednej strony, że jest to sprzęt leciwy, a więc nie najnowocześniejszy, jeśli chodzi o technologię, ale co za tym idzie – również serwis takiego sprzętu jest dużo droższy niż nowszych konstrukcji.

Uzasadnione było stwierdzenie, że przy wyborze caracali, biorąc pod uwagę awaryjność tych maszyn, WZL nr 1 w Łodzi rzeczywiści miałyby pracę...  

– Z jednej strony tak, ale warto też zdać sobie sprawę, że Łódź wykonywałaby czynności obsługi serwisowej, ale wszystko, co jest potrzebne do takich napraw, a więc części zamienne czy agregaty, musiałyby zostać zakupione. Oczywiście nie znamy szczegółów kontraktu, ale pewne jest, że na tym znów korzystaliby dostawcy Airbus Helicopters czy też sam francuski producent. Sprzedaż nam caracali miałaby uratować zakłady Airbusa we Francji oraz zapewnić tej firmie kontynuację produkcji śmigłowców i zagwarantować miejsca pracy załogom we francuskich firmach. Stąd na wieść, że obecny polski rząd zerwał negocjacje offsetowe bez wyłaniania oferenta, we Francji podniosło się larum.   

To świadczy, że usiłowano nas wykorzystać…

– Patrząc z naszej strony, jak najbardziej próbowano nas wykorzystać, ale z punktu widzenia Francuzów – wygrany przetarg w Polsce dawał nadzieję na pracę w rodzimych francuskich zakładach i utrzymanie zdolności produkcyjnych linii tych śmigłowców. 

O ile w jakimś stopniu można zrozumieć Francuzów, którzy dbali o swoje interesy, o tyle nie sposób pojąć to, co próbowali zafundować Polsce przedstawiciele rządu PO – PSL…

– Mieliśmy stracić my – pracownicy firm działających w Polsce, nasza gospodarka, i to po decyzjach niby polskiego rządu. Dobrze, że stało się tak, jak się stało. Ponieważ jednak Airbus Helicopters jest wciąż aktywnym graczem i – jak wiemy – konsorcjum złożone ze spółek Airbus Helicopters i Heli Invest ponownie startuje w aktualnym przetargu na śmigłowce dla Polski, to – jeszcze przed złożeniem ostatecznych ofert – istotne jest, żeby obecny rząd Zjednoczonej Prawicy miał na uwadze to, co się dzieje ze śmigłowcami, które są oferowane polskiej armii.

Jak dzisiaj – w świetle tego, co wiemy – jawi się ówczesne kierownictwo MON: Tomasz Siemoniak czy Czesław Mroczek, którzy chcieli kupić caracale, kiedy zaś nowy szef MON Antoni Macierewicz poinformował o unieważnieniu przetargu, bardzo mocno krytykowali tę decyzję?

– Postawa ówczesnych władz MON utwierdziła nas w przekonaniu, w podejrzeniach, że wybór caracali był bardziej wyborem politycznym niż wyborem merytorycznym, a już na pewno, że nie jest to wybór, który mógłby pozytywnie wpłynąć na polski przemysł zbrojeniowy czy w ogóle na całą polską gospodarkę.

Czy jest, czy może to być, temat dla sejmowej komisji śledczej?             

– Pomysły powołania sejmowej komisji śledczej już się pojawiały, i to zaraz po zmianie władzy w Polsce, w 2015 roku, po zakończeniu przetargu bez wyłaniania oferenta i – co ciekawe – ze strony Platformy. Teraz kontekst jest inny i kto wie, czy nie byłby to dobry pomysł. Oczywiście nie moją rolą jest wchodzenie w kompetencje rządzących i w sprawy polityczne. Z całą pewnością komisja śledcza jest w stanie dotrzeć do szeregu dokumentów przetargowych, które były objęte klauzulą tajności i wyjaśnić sprawę – także w oparciu o szczegóły, których siłą rzeczy nie znamy. Przejrzystości całego tego procesu przetargowego na pewno by to nie zaszkodziło. Najważniejsze jest to, żeby aktualny przetarg pociągnąć do końca. Kilkanaście dni dzieli nas od daty, kiedy oferenci mają złożyć oferty ostateczne, coraz bliżej jest też od rozstrzygnięcia pierwszego przetargu na śmigłowce dla wojsk specjalnych. Sądzę, że jak najlepszy wybór śmigłowców z myślą o naszych żołnierzach powinien być priorytetem dla kierownictwa MON. Natomiast sejmowa komisja śledcza, jeśli miałaby powstać, to w kolejnym etapie i obok przetargu, który teraz się toczy. Póki co najważniejsze są merytoryczne rozstrzygnięcia w trwającym postępowaniu przetargowym.

W poniedziałek planowane jest posiedzenie komisji trójstronnej, gdzie ma być poruszany również temat przetargu na śmigłowce. Sprawa ciągnie się już długo. Czy załoga PZL Świdnik ma jeszcze cierpliwość czekać?

– Wiemy, że to oferenci poprosili ogłaszającego przetarg o wydłużenie terminów dotyczących najpierw negocjacji technicznych, a teraz także na złożenie ostatecznych ofert. I w pewnym sensie usprawiedliwia to MON, że przetarg ten trwa tak długo. Jeśli ta oferta ma być dobrze przygotowana, to czas jest potrzebny, bo każda z firm lotniczych startujących w przetargu ma wielu podwykonawców i przy tak dużym projekcie konieczny jest czas, żeby doprecyzować wszystkie szczegóły. 

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki