• Środa, 11 marca 2026

    imieniny: Konstantego, Ludosława

Pozostawieni samym sobie

Czwartek, 27 grudnia 2012 (12:50)

Mimo rekordowych i wciąż wzrastających w USA wydatków federalnych na programy socjalne rośnie również liczba ubogich bezrobotnych, którzy nie kwalifikują się do żadnego z tych programów i są pozostawieni samym sobie.

Prześlizgują się oni po prostu przez "oka" sieci najrozmaitszych programów socjalnych tworzących w Stanach Zjednoczonych prawdziwą mozaikę.

Przyczyny tego stanu rzeczy są wielorakie, ale w istocie można je sprowadzić do jednej: większość Amerykanów uważa, że ludzie w wieku produkcyjnym, niecierpiący na poważne choroby i - zwłaszcza - niemający rodzin, nie zasługują na pomoc. A według sondażu Current Population Survey takich ludzi żyjących poniżej tzw. federalnego progu ubóstwa (nieco ponad 22 tys. dolarów dochodu rocznie dla czteroosobowej rodziny) było w 2011 r. 12,2 mln, to znaczy prawie dwa razy więcej niż 20 lat temu.

Z tej liczby 5,6 mln osób nie otrzymywało żadnej pomocy z jakiegokolwiek z pięciu głównych federalnych programów socjalnych. Jest to najwyższa liczba od 1992 r., kiedy zaczęto sporządzać tego rodzaju statystyki.

Kolejnych 1,4 mln ubogich dorosłych Amerykanów otrzymuje jedynie bony żywnościowe (food stamps), tzn. dwa razy więcej niż w roku 1992. Ten program zapewnia jedynie to, że ludzie nie są głodni, ale nie pomaga w pokrywaniu wydatków na mieszkanie, ogrzewanie czy podstawową opiekę medyczną.

W roku 2011 liczba Amerykanów żyjących poniżej federalnego progu ubóstwa wzrosła do 48 mln i była o 17 mln wyższa niż w roku 1989.

Główną przyczyną wzrostu ubóstwa nie są jednak cięcia w wydatkach na rządowe programy socjalne, które w istocie wzrosły, ale słaby stan gospodarki. W skali kraju administracja prezydenta Baracka Obamy przeznaczyła w ubiegłym roku na pięć największych programów socjalnych rekordową sumę 506 mld dolarów. Wydatki na te programy zwiększyły się, po uwzględnieniu inflacji, ponadtrzykrotnie w porównaniu z rokiem 1989. Do tej sumy trzeba dodać dziesiątki miliardów dolarów wydanych przez władze stanowe.

Co powoduje zatem, że mimo rekordowych nakładów wsparcie nie trafia do sporej części potrzebujących? - Mamy rodzaj układanki różnych programów, w której niektóre rodziny przechodzą przez jej szczeliny, a niektóre inne dostają, być może więcej, niż dostawałyby w ramach lepiej opracowanego systemu - powiedział Robert Moffitt, profesor ekonomii na uniwersytecie Johnsa Hopkinsa w stanie Maryland.

Problem komplikuje jednak fakt, iż Amerykanie są głęboko podzieleni w samej kwestii pomocy, nawet dla najbiedniejszych. Wykazał to sondaż Reuters/Ipsos z listopada br. Wynika z niego, że chociaż 52 proc. ankietowanych uważa, iż władze federalne nie robią wystarczająco wiele, aby pomóc ubogim, to 40 proc. tych samych osób podejrzewa, że większość ludzi, którzy otrzymują tę pomoc, nie zasługuje na nią.

IK, PAP