• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Kreml narzucił agendę

Czwartek, 27 grudnia 2012 (02:17)

Z Władysławem Protasiukiem, ojcem mjr. Arkadiusza Protasiuka, dowódcy lotu PLF 101 do Smoleńska, rozmawia Marta Ziarnik

Jak Pan ocenia przekaz sprzyjających rządowi mediów, które odtrąbiły sukces polskiej dyplomacji, bo sprawę zwrotu wraku poruszono na „marginesie”?

– Przyznam szczerze, że nie śledziłem dokładnie szczytu UE – Rosja – bo wiedziałem, że nic nowego na nim się nie pojawi. Przynajmniej w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jednak z tego, co wiem, to podczas niego rosyjski prezydent postanowił od razu przejść do ofensywy i wyznaczyć kierunki rozmów w myśl interesów rosyjskich. I to się jemu niewątpliwie udało. Szczyt zdominowały zagadnienia kluczowe dla Kremla, będące w kręgu jego zainteresowań. Te zaś tematy, które były nie na rękę Rosjanom, zostały skutecznie zablokowane. Władimir Putin sprawnie też ustawił na samym początku swoich współrozmówców, zniżając ich w pewien sposób do poziomu podłogi. Niech pani zauważy, że nikt z władz instytucji unijnych temu się nie sprzeciwił, przyjmując sposób działania rosyjskiego prezydenta z pokorą. Dla mnie to wyglądało nie jak rozmowy szefów równych sobie państw, tylko jak spotkanie, podczas którego Putin beszta swojego wasala. Naprawdę zastanawiające jest dla mnie to, że marionetki z Unii Europejskiej dostosowały się do tej sytuacji bez mrugnięcia okiem, a teraz jeszcze twierdzą, że szczyt, choć nie przyniósł konkretnych decyzji, to jednak był owocny. Pozostaje mi tylko się z tego śmiać, bo żadne słowa komentarza nie oddadzą całości tego kuriozum. Owszem. Gdyby przedstawiciele Unii Europejskiej na poważnie rozważali poruszenie z Rosjanami tematu zwrotu wraku polskiego tupolewa – o co zwracał się minister Sikorski – wówczas umieściliby to zagadnienie w agendzie. Wiemy jednak, że tego nie uczyniono. To dobitnie pokazuje, że nasz problem ich zwyczajnie nie obchodzi, że Polska jest dla nich mało znaczącym krajem. W imię poprawnych stosunków z Rosją i interesów własnych Bruksela jest w stanie poświęcić interesy swojego członka.

Temat smoleński został jednak poruszony podczas wielkiej konferencji prasowej Putina. Rosyjski prezydent, odpowiadając na pytania dziennikarzy, stwierdził, że nie miesza się do trwającego śledztwa i że o przekazaniu wraku Tu-154M „powinni zdecydować śledczy”.

– W ten sposób Putin odciął się od kwestii zwrotu Polsce wraku Tu-154. Te słowa oznaczają dla mnie zapowiedź, że na zakończenie rosyjskiego śledztwa w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. przyjdzie nam jeszcze poczekać wiele lat. Podobnie na zwrot należących do nas dowodów rzeczowych. Słuchając tych wypowiedzi Putina w mediach, od razu pomyślałem o śledztwie katyńskim. Ta analogia jest tym bardziej trafna, jeśli połączymy to z brakiem zainteresowania ze strony UE. Przez 70 lat Katyniem też nikt się na Zachodzie nie interesował, choć dziś wiemy, że wielu ówczesnych przywódców zdawało sobie sprawę z tego, co rzeczywiście stało się w 1940 r. w obwodzie smoleńskim. Moim zdaniem, ta konferencja Putina była celowo wyznaczona przed unijnym szczytem. To wszystko się na siebie idealnie nakłada. I ta wyrażona w czwartek przez rosyjskiego prezydenta krytyka pod adresem tych, którzy ośmielają się zadawać pytania i usiłują w jakikolwiek sposób wpłynąć na Rosję w kwestii zwrotu dowodów, była przestrogą również dla Brukseli.

Ciekawa jest logika Putina utrzymującego, że nie miesza się w sprawę śledztwa smoleńskiego, choć prowadzący je Komitet Śledczy podlega prezydentowi Federacji Rosyjskiej

– Słuszne spostrzeżenie. To tak, jakby prezydent Rzeczypospolitej tłumaczył się np. z wypowiedzianej jakiemuś państwu wojny, mówiąc, iż odpowiada za nią nie on sam, tylko szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, bo jest żołnierzem i ma broń. Rosyjski prezydent chce nam chyba udowodnić, jak duże ma poczucie humoru… Twierdząc też, że nie zna szczegółów śledztwa smoleńskiego, sam siebie ośmiesza, gdyż z tego, co pamiętam, osobiście mianował się szefem komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej. W tej zaś sytuacji jego obowiązkiem jest być na bieżąco w sprawie.

Putin jednoznacznie wskazał przyczyny katastrofy: brawura pilotów niezważających na warunki pogodowe.

– Może rzeczywiście Putin do śledztwa dziś już się nie miesza… bo na samym początku z góry wyznaczył śledczym teorię, której ci mają się kurczowo trzymać podczas rzekomego wyjaśniania przyczyn tej katastrofy. Sprawa ta była tym łatwiejsza, że szefem Komitetu Śledczego jest dobry kolega Putina ze studiów Aleksandr Bastrykin.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Ziarnik