• Wtorek, 28 kwietnia 2026

    imieniny: Pawła, Walerii, Piotra

Przyjąć dary Ducha Świętego

Niedziela, 5 listopada 2017 (19:44)

Sakrament bierzmowania jest wielką szansą, która stoi przed młodym człowiekiem, na wzrost wiary i rozwój duchowości. Jednakże może być ona zaprzepaszczona przez niewłaściwe wychowanie i nieodpowiedni proces bezpośredniego przygotowania do przyjęcia darów Ducha Świętego. 

Dotychczasowy polski system przygotowywania młodzieży do bierzmowania jest nieefektywny. Zwrócił na to uwagę ks. bp Ignacy Dec, biskup świdnicki i przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Świeckich, podczas Mszy św. w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu. Eucharystia ta zainaugurowała odbywające się w sobotę w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu sympozjum pt. „Jak żyć po bierzmowaniu”.

– Dziś bierzmowanie nazywa się oficjalnym pożegnaniem z Kościołem – zwrócił uwagę ks. bp Ignacy Dec. Pasterz świdnicki przypomniał, że w żaden sposób katolik nie może lekceważyć darów bierzmowania, gdyż współpraca z Duchem Świętym doprowadziła wielu ludzi do wielkich rzeczy, w tym Karola Wojtyłę, do tronu Piotrowego i do świętości.

Jak więc „nie zmarnować” łask płynących z sakramentu bierzmowania? W opinii prof. Barbary Kiereś, pedagoga, trzeba się do niego gruntownie przygotowywać od początku życia człowieka we wspólnocie Kościoła katolickiego. Dlatego fundamentalną rolę odgrywa rodzina.

– Człowiek uczy się poznawać, czyli rozumieć siebie i świat, uczy się kochać, czyli być dla drugiego człowieka, uczy się być wolny, czyli realizować dobro w swoim życiu, wreszcie uczy się być człowiekiem religijnym. Tak jak nie można nauczyć się kochać, kiedy jest się człowiekiem dorosłym, jeżeli nie nauczyło się tego od samego dzieciństwa, to potem trudno być człowiekiem religijnym – zauważa prof. Barbara Kiereś.

– Skupmy się na sacrum życia domowego i na tym, co my jako dorośli: rodzice, wychowawcy, opiekunowie możemy zaoferować naszym wychowankom w tej przestrzeni – podkreśla prof. Jacek Kurzępa, poseł Prawa i Sprawiedliwości. – Mam wrażenie, że bardziej przekonywująca dla współczesnego człowieka jest rodzina Kiepskich czy Mostowiaków niż Święta Rodzina. Dlaczego tak się dzieje? To jest efekt przekazu medialnego – podkreśla.

Do młodego człowieka trafia także wypaczony obraz Boga – zwraca na to uwagę ks. Zbigniew Kucharski, dyrektor Młodzieżowej Agencji Informacyjnej MAIKA. Obraz ten rzutuje później na ich całym życiu duchowym. – Młodzież ma kłopot, żeby doświadczyć to, że Bóg jest osobą. Dla nich Bóg jest „chmurą”, „polem magnetycznym”, ale nie tym, że jest to żywa osoba. Na katechezie dowiaduje się, że „modlitwa to rozmowa z Bogiem”. A jak ta modlitwa wygląda? To monolog! – podkreśla kapłan. – Młodym ludziom trzeba pomóc odkrywać Jego piękno. To staje się źródłem dającym siłę i buduje pragnienia na dalszą drogę w tym kierunku. W młodzieży trzeba budzić pragnienia. Ten duszpasterz, ten wychowawca, który będzie rozbudzał pozytywne pragnienia u młodzieży, jest na drodze do sukcesu wychowawczego – stwierdza ks. Zbigniew Kucharski.

Z kolei w opinii dr Hanny Karp, medioznawcy i religioznawcy, wykładowcy Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, sferę duchowego wzrostu człowieka – na każdym etapie życia – należy podeprzeć rozwojem intelektualnym i zgłębianiem wiedzy o Bogu i człowieku. – Wszystkie działania, które od strony racjonalnej, formalnej, pogłębią wiarę u młodego człowieka, są bardzo cenne. Uważam, że mamy duże deficyty w wykształceniu religijnym młodych ludzi, a następnie dorosłych. Bo potem bierzmowani wchodzą w dorosłość – zauważa dr Karp. – Co oznacza, że człowiek wchodzi w dorosłość? To oznacza, że jego wiara ma być coraz bardziej dojrzała – dodaje. Niebagatelną rolę w ukształtowaniu człowieka odgrywają media. Jednakże w ocenie dr Hanny Karp, sytuacja w Polsce jest o tyle trudna, że większość mediów jest w posiadaniu obcego kapitału, a tym nie zależy na rozwoju osobowym, intelektualnym i duchowym Polaków. – Jeżeli nie ma mediów, które mogą prowadzić poważną debatę, to nie będzie poważnego kształcenia religijnego. W mediach będzie duży deficyt katolickich dziennikarzy. […] Potrzebujemy nie tylko emocjonalnego podejścia do wiary, ale też racjonalnego – alarmuje medioznawca.

Rafał Stefaniuk, Toruń