Trzeba działać, bo zagrożeń jest dużo
Wtorek, 25 grudnia 2012 (16:04)Z ks. Tomaszem Kancelarczykiem, asystentem kościelnym Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana" w Szczecinie, rozmawia Małgorzata Pabis
Jeśli nie zaczniemy wszyscy bronić życia, światu będzie grozić ogromne niebezpieczeństwo - tak ostatnio Ksiądz powiedział. Co to oznacza?
- Sprawa obrony życia jest zawsze aktualna, ale dziś – w świecie, w którym dominuje nastawianie egoistyczno-hedonistyczne, jest ona paląca. Powiem wręcz, iż wiele wskazuje na to, że jeśli nie podejmie się problemu szeroko, grozi nam to, co miało miejsce w XX wieku – ogromna hekatomba.
Po pierwszej wojnie światowej świat nie myślał, że może wydarzyć się coś tragiczniejszego niż to, co przeżył. Ludzie cieszyli się zdobyczami kultury, techniki, medycyny. Mało kto myślał o tych, którzy ginęli w ciszy – o tysiącach nienarodzonych. I nastąpiła ogromna tragedia – II wojna światowa, która pochłonęła miliony ludzkich istnień. Kiedy patrzę na to, co dzieje się dziś wokół nas, nie mogę nie czuć, że szykuje się coś bardzo złego. Odejście od szacunku do życia, niecelebrowanie świętości życia, jego wartości, musi spotkać się z karą.
Dlatego musimy działać. Wszyscy. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił przed laty, że każdy ma jakieś swoje Westerplatte. Dla każdego z nas w dużej mierze tym Westerplatte powinna być obrona życia tego najsłabszego, najcichszego, które właściwie nie ma głosu, o którym możemy powiedzieć tylko tyle, że jest.
Jest Ksiądz założycielem Bractwa Małych Stópek. Co to takiego?
- Nie chcę mówić o Bractwie Małych Stópek jako o jakiejś organizacji. Chcę, by była to taka platforma, która będzie jednoczyła obrońców życia. Dziś wielu mówi: „Jestem za życiem, bronię życia” i nic za tym nie idzie. A w dzisiejszym świecie liczy się grupa ludzi. Stwórzmy ją. Niech każdy obrońca życia przypnie do swojego ubrania stópki nienarodzonego dziecka, niech czyta na Facebooku, o czym piszemy, niech z nami pisze e-maile, petycje, niech przyjdzie na nasze marsze dla życia. Jeśli ktoś mówi o sobie „obrońca", to musi działać!
Wspomniał Ksiądz o marszach dla życia...
- Marsz dla życia jest czymś najprostszym, co obrońcy życia mogą zorganizować. Jeśli w naszym mieście nie udaje się nam przygotować nawet takiej imprezy, nie myślmy o czymś większym. To moim zdaniem jest minimum. Marsz dla życia jest czymś pięknym, ciepłym, miłym, kolorowym. Widzimy, że na te marsze przychodzą tysiące Polaków, i dobrze. Ale musimy zrobić coś więcej. Niejako zagospodarować tych ludzi, dać im wiedzę, zachęcić do działania, pokazać inicjatywy ruchów pro-life.
A jak Ksiądz zachęca do obrony życia?
- Zapraszam młodych, by wchodzili na Facebook, na stronę Bractwa Małych Stópek, aby czytali inne dobre informacje z dziedziny pro-life, zdobywali wiedzę. Kiedy sami w jakiś sposób będą uformowani, będą mogli swoją wiedzę przekazywać innym. Każdy nastolatek z materiałów, jakie może dziś zdobyć w internecie, mógłby przygotować pogadankę na temat obrony życia i jego zagrożeń. Zachęcam ludzi do przygotowywania ulotek, plakatów pro-life. W miastach, gdzie organizowane są marsze dla życia można zorganizować grupę ludzi, która będzie przygotowywała banery, hasła itd., aby potem wszystko pięknie wyglądało.
Jeśli ktoś ma internet, może pisać dobre, mądre komentarze pod tekstami proaborcyjnymi. W sieci znajduje się wiele witryn, które sprzedają np. środki wczesnoporonne. Warto więc bombardować administratora e-mailami oraz wskazywać, że to w Polsce jest niedopuszczalne. Ludzie dorośli mogą takie strony zgłaszać policji. Takie działanie jest dzisiaj bardzo potrzebne. Pole manewru jest tak ogromne, że każdy – od najmłodszego do najstarszego – może znaleźć coś dla siebie. Choćby odmówienie dziesiątka Różańca za nienarodzone dziecko i jego rodziców. Nie śpijmy. Bierzmy się do działania, bo zagrożeń jest coraz więcej!
Dziekuję za rozmowę.
Małgorzata Pabis