• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Czeka nas kolejny trudny rok w służbie zdrowia

Poniedziałek, 24 grudnia 2012 (16:17)

Z Marią Ochman, przewodniczącą Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”, rozmawia Marta Milczarska

 

Służba zdrowia, szpitale kończą rok na olbrzymim minusie… Jaki był ten rok dla pacjentów, pracowników, szpitali?

- Był to rok dalszych klęsk i plag w publicznej służbie zdrowia, zapoczątkowanych pakietem ustaw zdrowotnych przyjętym jeszcze przez poprzedni parlament, a przygotowanym przez ministra zdrowia Ewę Kopacz. Skutki tych ustaw były odczuwalne już w tym roku i będą odczuwalne jeszcze w latach następnych, o ile nie zostanie podjęta decyzja polityczna, aby te legislacyjne buble wyrzucić do kosza albo gruntownie naprawić.

Tak, jak kończy nam się ten rok, czyli utrudnieniami dla pacjentów w dostępie do świadczeń zdrowotnych, gdyż szpitalom dawno pokończyły się limity świadczeń zapisane w kontraktach z Narodowym Funduszem Zdrowia, tak z pewnością zakończy się kolejny. Szpitale, dotychczas przyjmujące chorych nawet po wykonaniu kontraktu, zadłużały się ponad miarę. Kasa NFZ świeci pustkami i wielu dyrektorów oddziałów wojewódzkich zapowiada, że nie będzie płacić za ponadlimitowe wykonane świadczenia. To znaczy, że jeśli szpital będzie przyjmował pacjentów mimo wyczerpanych limitów zapisanych w kontrakcie, to robi to na własną odpowiedzialność. Fundusz za takie procedury po prostu może nie zapłacić, zaś dochodzenie swoich racji na drodze sądowej trwa latami, a ujemny wynik szpitala się pogłębia. To zamknięte błędne koło.

 

Co powoduje tak złą sytuację w systemie opieki medycznej?

- Ustawa o działalności leczniczej, którą wprowadziła w życie jeszcze minister Kopacz, zakłada, że szpital, który ma ujemny wynik finansowy, musi poradzić sobie sam z tym problemem, to znaczy jego właściciel musi pokryć stratę albo szpital zostanie przekształcony w spółkę lub zlikwidowany.

Mamy więc dramatyczną sytuację, w którą wprowadziła nas rządząca koalicja. Na nic dzisiaj „rozrywanie szat” przez niektórych marszałków lub starostów, często pochodzących z PO lub PSL, zdumionych rygorystycznym prawem. Doskonale zdawali sobie oni sprawę, w jakim kierunku te zmiany zmierzają i nikt, poza związkami zawodowymi i organizacjami pacjentów, nie protestował przeciw uchwalanym w 2011 roku złym rozstrzygnięciom.

Podobnie pamiętamy, jak było z tzw. ustawą refundacyjną, która weszła w życie na początku tego roku. Pacjenci, na znak protestu, otrzymywali ostemplowane przez lekarzy recepty z decyzją do uznania przez Narodowy Fundusz Zdrowia. NFZ twierdzi, że dzięki korzystnym zmianom w prawie zaoszczędził blisko 2 mld złotych. Ja byłabym ostrożna przy wydawaniu takiej oceny, ponieważ te środki, niby zaoszczędzone, pochodzą wprost z kieszeni pacjenta. Bo pamiętać należy, że lekarze, którzy na znak protestu ograniczyli lub wprost przestali wypisywać leki refundowane, doprowadzili do tego, że płaciliśmy drożej za leki w aptekach. I stąd też oszczędności w NFZ. Jest to przykład na to, jak sprytnie i po cichu wyciągnąć kolejny raz pieniądze od ubezpieczonych, oficjalnie nie podnosząc ustawowej składki, czyli przerzucić bezpośrednio koszty na ludzi chorych. Trudno się więc dziwić, że coraz więcej osób, zwłaszcza starszych, odchodzi od aptecznego okienka z niewykupionymi receptami. Ustawa, która miała poprawić dostępność do leków i walczyć z bezkarnością wielu firm farmaceutycznych, wydrenowała kieszenie pacjentów i skazała na wędrówki za lekami. Farmaceutyki są coraz droższe i apteki nie posiadają wielu z nich w ciągłej sprzedaży. Należy także pamiętać, że wśród krajów europejskich od wielu lat polscy obywatele są wśród tych, którzy najwięcej dopłacają do leków.

 

Nierealne kontrakty z NFZ, kosztowne listy leków refundowanych, ale to nie wszystko, co przyniósł ten rok.

- Oczywiście należy jeszcze raz przypomnieć ustawę o działalności leczniczej, którą zmieniano latem tego roku, bo okazało się, że ustawodawca, zapisując obowiązki i prawa dla podmiotów leczniczych, umieścił w nich również hospicja i tym samym spowodował, że te instytucje i ośrodki, które zajmowały się przewlekle chorymi, zaczęły podlegać drastycznym restrykcjom, nie mogąc np. skorzystać z wolontariatu czy z darowizn.

Ten rok przyniósł także stopniowe likwidowanie Inspekcji Sanitarnej, jednej z najlepszych w Europie, która naprawdę sprawdziła się w działaniu. Przypomnę sytuacje chociażby z bakteriami e-coli czy dopalaczami, które zakończyły się sukcesem. Doskonale zorganizowana i wyposażona służba sanitarna, mimo że działa bardzo skutecznie, jest przez ten rząd reformowana – to oznacza zamykanie nowoczesnych laboratoriów obsługiwanych przez wysoko wykwalifikowaną kadrę. Zagrożeń epidemiologicznych spowodowanych otwartymi granicami jest coraz więcej, a Polacy pozostaną wobec nich praktycznie bezbronni. Odnieść można wręcz wrażenie, że wszystko, co ma w nazwie słowo „państwowe” lub w charakterze swojego działania wypełnia misję wobec państwa i jego obywateli, trzeba zlikwidować lub sprywatyzować.

Można wyliczać szereg innych zaniedbanych lub zarzuconych przez ten rząd spraw – chociażby akty prawne - rozporządzenia normujące zasady zatrudnienia pielęgniarek i położnych. Określają one liczbę pielęgniarek i położnych, które powinny pracować na poszczególnych oddziałach z uwzględnieniem specyfiki tych oddziałów. To bardzo ważne dla bezpieczeństwa pacjentów, ale także dla pielęgniarek, często zbyt obciążonych pracą. Za chwilę zderzymy się z rzeczywistością, w której zabraknie pielęgniarek, podobnie jak brakuje wielu lekarzy-specjalistów.

 

Dziś wszystkie działania rządu i Ministerstwa Zdrowia mają na celu oszczędności finansowe. Nikt nie mówi już o leczeniu chorych…

- Na zdrowie w Polsce przeznacza się stosunkowo najmniej pieniędzy w całej Europie. Od niewielkiego PKB przekazujemy zbyt mały procent na służbę zdrowia. Jesteśmy gdzieś w ogonie Europy. Podsumowując ten rok, trzeba zwrócić uwagę, że przejdzie on do niechlubnej historii. Odnotowano bowiem najwyższe zadłużenie polskich szpitali. Przekracza ono 10,5 mld złotych, to są niewyobrażalne pieniądze, które rząd polski próbuje zamiatać pod dywan, zrzucając skutki zadłużenia najczęściej na samorządy lokalne.

Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się. Powinno się rozszerzać opiekę dla osób starszych i przewlekle chorych, a w tej dziedzinie nic od wielu lat się nie zmienia. O młode pokolenie ten rząd też nie dba. W kraju, w którym marszałek sejmu i minister zdrowia są pediatrami, brakuje pieniędzy na leczenie najmłodszych pacjentów. Mamy dramatyczną sytuację w Centrum Zdrowia Dziecka, najlepszej polskiej klinice pediatrycznej. Szpitale likwidują oddziały i przychodnie pediatryczne, bo dzieci nie opłaca się leczyć. Zdrowie stało się towarem, a leczenie ma być opłacalnym biznesem.

Nie gwarantując właściwego finansowania i zabezpieczenia świadczeń na rok przyszły, ta zła sytuacja będzie się nawarstwiała. Wpływy ze składek na ten rok były o blisko 2 mld złotych niższe od zakładanych. Co jest oczywiście rezultatem kryzysu w Polsce – wzrastającego bezrobocia, likwidowania resztek przemysłu i plagi umów śmieciowych. Był czas na odważne decyzje ze strony rządu, ale z przyczyn politycznych nie zostały one podjęte. Przypomnijmy, pan premier Tusk już w 2008 roku obiecał, że składka zdrowotna wzrośnie w 2010 roku…  Oczywiście ani składka nie wzrosła, ani rząd nie pomyślał o tym, by choć część najbardziej kosztownych, ratujących życie wysokospecjalistycznych procedur finansować z budżetu ministra zdrowia, aby w ten sposób odciążyć znajdujący się w głębokim kryzysie finansowym NFZ.

 

Niedawno prezes NFZ Agnieszka Pachciarz i minister cyfryzacji Michał Boni zaprezentowali nowy elektroniczny system weryfikacji świadczeniobiorców…

- To kroczek w dobrym kierunku, który powinien być zrealizowany bardzo dawno. Oczekujemy stworzenia nowoczesnego systemu, który, mamy nadzieję, pozwoli zaoszczędzić czas i pieniądze pacjentów oraz pracowników służby zdrowia.

Ten system powinien być wprowadzony 14 lat temu. To znaczy, powinniśmy wszyscy jako osoby ubezpieczone posiadać dokument elektroniczny, który pokazywałby, czy jesteśmy ubezpieczeni, a więc czy posiadamy uprawnienia, by korzystać ze świadczeń zdrowotnych. Pozwoliłby też uszczelnić system, a więc monitorować zasadność udzielanych świadczeń, ordynację leków. Wykluczyłby wyłudzenia, nadużycia oraz zwykłe oszustwa. Niektórzy ekonomiści twierdzą, że dobrze zorganizowany system weryfikacji ubezpieczonych może przynieść oszczędności 6-8 mld zł, a więc na pewno warto ten system rozwijać. Może on także wykazać wiele nieprawidłowości np. fakt nieodprowadzania składek ZUS przez pracodawców.

 

Jak będzie wyglądała sytuacja pacjentów i pracowników służby zdrowia w nowym roku, czy są szanse na zmiany na lepsze?

- Ten rok będzie bardzo, bardzo trudny. Bardzo niebezpieczny chociażby z powodu różnego natężenia problemów w różnych częściach kraju. Niezwykle dramatyczna sytuacja dotyka szpitale w województwie mazowieckim, w tym właśnie te kliniki i instytuty, które świadczą usługi nie tylko dla mieszkańców Mazowsza. Tutaj bez pomocy i bez rozwiązań decyzji w centrali NFZ, Ministerstwie Finansów czy w kancelarii premiera sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Grozi nam chaos spowodowany niekontrolowanymi przez rząd przekształceniami szpitali. To będzie pogarszało i tak już dziś trudny dostęp do wielu szpitalnych zabiegów. Nie widać, aby rząd próbował naprawiać tę sytuację i ulżyć pacjentom. Od emocjonalnych obietnic ministra zdrowia nie przybędzie pieniędzy.

Jeśli nie pojawią się na czas odpowiednie decyzje, możemy liczyć się z tym, że koszty leczenia będą coraz częściej przerzucane na pacjentów. Coraz bardziej starzeje nam się też personel medyczny – ci, którzy wyjechali szukać lepszych warunków pracy za granicą, wbrew deklaracjom premiera Tuska, do Polski nie wracają… To smutne refleksje kończące ten rok, a gorzkie perspektywy na rok przyszły. Cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć sobie dużo, dużo zdrowia.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Milczarska