Czy Komisja Europejska usłyszy głos z Polski?
Poniedziałek, 28 sierpnia 2017 (13:06)Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakie znaczenie, w Pana ocenie, ma inicjatywa podjęta przez „Nasz Dziennik” pod hasłem „Solidarni z Europą” związana z wysyłaniem przez Polaków listów do wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa?
– To bardzo cenne przedsięwzięcie i chciałbym serdecznie podziękować wszystkim Czytelnikom „Naszego Dziennika”, którzy zdecydowali się wziąć w nim udział. Każda inicjatywa mająca na celu uświadomienie wiceprzewodniczącemu Timmermansowi, że istnieje inny niż prezentowany przez niego punkt widzenia, jest bardzo ważna. Niebawem kończą się w Brukseli wakacje i przekonamy się, czy Komisja Europejska usłyszała głos płynący z Polski.
Czy zatem wrogo nastawiony do Polski Timmermans jest w stanie skorygować swoje stanowisko?
– Biorąc pod uwagę jego ostatnie posunięcia, nie liczyłbym zbytnio na pogłębioną refleksję. W najbliższy czwartek podczas posiedzenia europarlamentarnej komisji wolności obywatelskich Frans Timmermans będzie przedstawiał stanowisko Komisji Europejskiej w sprawie rządów prawa w Polsce. W ostatnich tygodniach jej wiceprzewodniczący uczynił wiele, by zaognić relacje z Polską, otwierając nowe fronty np. w sprawie wieku emerytalnego czy urlopów macierzyńskich dla kobiet. Pragnę także przypomnieć, że Timmermans jeszcze przed wakacjami szantażował Polskę i stawiał ultimatum w sprawie reformy sądownictwa mimo weta prezydenta Andrzeja Dudy. To dowód niebywałego zacietrzewienia i konfrontacyjnego nastawienia wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej.
Jaką rolę w postrzeganiu przez Timmermansa spraw Polski mają donosy niektórych przedstawicieli opozycji – zresztą coraz częstsze?
– Nie mam wątpliwości, że dla Fransa Timmermansa donosy opozycji to tylko woda na młyn. Przypomnę, że polityk ten jest członkiem skrajnie lewicowej holenderskiej partii i osobą, którą centroprawicowy i konserwatywny rząd w Polsce zwyczajnie uwiera. Kolejne donosy i wyprawy polityków Platformy czy Nowoczesnej do Brukseli dostarczają mu zatem oręż do walki z polskim rządem.
Jak skomentuje Pan słowa posła Platformy Borysa Budki, który w wywiadzie dla niemiec-kiego dziennika „Zeit Online” stwierdził, że Unia Europejska powinna zająć jednoznaczne stanowisko względem Polski w związku z planowaną refor-mą sądownictwa, w tym zagrozić nawet sankcjami?
– To niestety nie pierwszy powrót do obrzydliwych praktyk, które w polskiej historii są określane mianem targowicy. Kiedyś, w historii, opozycja szukała poparcia u obcych mocarstw, dzisiaj czyni to w Brukseli i na łamach zagranicznych gazet. Patrząc na posła Borysa Budkę czy europoseł Różę Marię Gräfin von Thun und Hohenstein, widzę współczesnych Szczęsnych Potockich, którzy domagają się interwencji z zewnątrz. Jak pamiętamy, takie działania nigdy dobrze się nie kończyły.
W ten klimat ataków wpisuje się Komisja Europejska, zapowiadając kolejne kroki wobec Polski, również w sprawie relokacji imigrantów…
– I znów Komisja Europejska stawia się ponad innymi instytucjami wspólnotowymi. Przypomnę tylko, że przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej wciąż toczy się postępowanie wszczęte przez Węgry i Republikę Słowacji w sprawie niezgodności decyzji o przymusowym przesiedleniu nielegalnych imigrantów z unijnym prawem. Tymczasem Komisja, nie czekając na ostateczny werdykt, przystępuje do działania. To próba przykrycia nieudolności Komisji Europejskiej, która wyraźnie nie potrafi poradzić sobie z falą imigracji, a winą za ten problem próbuje obarczyć państwa, które nie godzą się na tzw. relokację. Co więcej, skala migracji już dawno przerosła kwoty, o które upomina się Komisja, i nadal rośnie.